Absurdalne groźby KE wobec Polski

Komisja Europejska grozi Polsce, Węgrom i Czechom sankcjami w obliczu niewywiązania się ze „zobowiązania” do wzięcia udziału w europejskiej polityce przymusowej realokacji uchodźców.
 
Cała ta sprawa wiąże się z aż czterema kuriozalnymi postawami – zarówno, jeżeli chodzi o rząd polski (1), unijne instytucje (2), jak i obywateli polskich, tak sprzeciwiających się przyjmowaniu uchodźców (3), jak i tych popierających (4) działania KE przeciwko Polsce (w domyśle: zwolenników przyjmowania uchodźców). Istnieje też rynkowe rozwiązanie podobnych problemów (5), które omówię na samym końcu.
 
(1) Rząd polski odmawia przyjmowania wyznaczonych Polsce „kwot” uchodźców z południa Europy, kierując się zapewne przekonaniem (poniekąd słusznym, jak sądzę*), że polscy obywatele (a elektorat partii rzadzacej zapewne jeszcze bardziej) sprzeciwiają się w większości ich przyjmowaniu do naszego kraju (3).
 
Irracjonalność tych postaw wynika z przymusu: wszyscy wiedzą, że uchodźcy nie chcą trafić do Polski i przy pierwszej, nadarzającej sie okazji opuszczą ją i udzadzą się z powrotem na zachód, do Niemiec, Francji i innych, bogatszych krajów, gdzie już przebywają setki tysięcy ich rodaków. Zresztą nawet co do Ukarińców, którzy masowo szturmowali Polskę ostatnimi laty, uważą się, że wraz ze zniesieniem dla nich wiz do UE, ruszą na zachód. Zatem nie ma powodu, aby uchodźców nie wpuścić a następnie… pozwolić im swobodnie wyemigrować dokądkolwiek zechcą.
 
(2) Instytucje europejskie, oraz naciskające na nie rządy państw europejskich, które uchodźców przyjęły – Niemcó, Francji, Włoch etc. – prezentują tutaj zas wyjątkowo obrzydliwą postawę, choć mało kto to dostrzega. Choć oskarżają Polskę, Węgry i Czechy o „brak solidarności” i nieczułość na los uchodźców, same robią wszystko, aby… pozbyć się części z nich na rzecz krytykowanych krajów! W dodatku chcą realokować ich przymusowo na terytorium krajów, do któych uchodźcy ci nie chcą sie przemieścić – nie przypadkiem uchodźcy wolą zostać na ternie Włoch, Francji albo Niemiec.
 
Irracjonalność tej postawy również wynika z tego samego przymusu, co poprzedniej: zachodni Europejczycy powinni rozumieć, że ekonomiczne i socjologiczne czynniki sprawiają, że to ich kraje są atrakcyjnym miejscem imigracji/uchodźtwa, a nie Polska, Węgry czy Czechy. Zatem wysłanie do tych krajów przymusowo uchodźców doprowadzi jedynie do zamętu, wygenerowania zbędnych kosztów i poskutkuje jedynie utratą przez zachodnie kraje kontroli nad losem tych uchodźców, gdy zaczną swobodnie migrować do Niemiec i Francji.
 
(4) Najbardziej zadziwia mnie postawa tych Polaków, którzy popierają działania KE i pomysł nakładania sankcji na rząd polski za odmowe przyjmowania uchodźców.
 
Irracjonalność tej postawy wynika z logiki kosztów: otóż koszt owych sankcji nie zostanie poniesiony przez władze – czyli rząd Prawa i Sprawiedliwości, wrogość do którego zapewne motywuje wielu zwolennikó działań KE – ale przez zwykłych, polskich podatników, czyli również owych zwolenników tych sankcji. Co prawda właściwie uważąm, że właśnie zwolennicy przyjmowania uchodźców powinni wziąć mna siebie pełen koszt ich przyjęcia i tak samo zwolennicy sankcji powinni wziąć na siebie pełen koszt tychże, jednak oni sami uważają zapewne przeciwnie. W każdym razie, rząd PiS – zważywszy na opinię społęczną o przyjmowaniu uchodźców – na dalszej odmowie współpracy z resztą Europy w tej kwestii raczej zyska, niż straci: zyska kapitał polityczny w kraju (a PiS zainteresowany jest tylko sprawami wewnętrznymi, polityka zagraniczna odgrywa drugorzędną rolę dla tej partii), zaś koszty sanskcji poniosą podatnicy, któzy i tak ich nie dostrzegą, bo zostali przekupienie programem 500+. Mało tego, prawdopodobnie proces sporny, w efekcie którego może ewentualnie dojść do nałożenia realnych kar i ich egzekucji na polskim rządzie, potrwa zapewne wiele lat.
 
(5) W jaki sposób z problemem tego rodzaju mógłby radzić sobie rynek? Co rozumiem przez „rynek”? Sytuację, w której zamiast państw w podobny problem zaangażowałyby się prywatne przedsiębiorstwa oferujące, nazwijmy to, usługi terytorialnej ochrony i świadczące szereg innych, publicznych dóbr.
 
Firmy te – nazwijmy je Przedsiębiorstwami Usług Terytorialnych, w skrócie PUT – oferowałyby swoim klientom pakiet usług: ochrony bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, arbitrażu w przypadku sporów (sądownictwo), być może też abonamenty zdrowotne i ubezpieczeniowe (odpowiedniki NFZ i ZUS, albo raczej Certusa i Avivy).
 
Spośród tych usług prawdopodobnie tylko obronność i usługi policyjne mają charakter prawdziwych monopoli naturalnych – tj. na terenie A świadczone byłyby przez tylko jedną firmę, lokalnego monopolistę. Zrezygnowanie z jego usług w tym zakresie – jeśli możliwe – oznaczałoby zrezygnowanie z nich w ogóle. Pozostałe usługi nie są monopolami naturalnymi. Drogi mogłyby zresztą zapewniać inne firmy – będące lokalnymi monopolami naturalnymi, lub nie.
 
Co istotne: optymalny rozmiar firmy jest znacznie mniejszy, niż rozmiary obecnych państw, w związku z czym PUT obejmowałyby swoim zasięgiem zapewne znacząco mniejsze obszary, być może wielkości regionów, województw, prowincji, powiató, gmin czy nawet pojedynczych wsi. W obliczu poważniejszych zagrożeń, np.: agresji zewnętrznej, mogłyby podejmować tymczasową, lub stałą współpracę w celu koordynacji i zwiększenia łącznej siły.
 
Powracając do meritum: gdyby PUT znalazły się między sobą w sporze o alokację napływających na ich terytoria uchodźców, mogłyby dokonać szacunków kosztó i na tej podstawie wycenić najbardziej opłacalne działanie.
 
Dla PUT kosztem jest: 1. realokacja i zapewnienie początkowo środków do przeżycia na pewien czas dla uchodźców, 2. utrata klientów, którzy nie zgadzają się na przyjmowanie uchodźców.
Klienci z punktu 2. mogliby zrezygnować z płącenia abonamentu PUT, albo wyprowadzić się do jurysdykcji inego podmiotu**.
 
Wobec tego gdyby jedne PUT cierpiało z powodu przyjęcia zbyt wielu uchodźców i zmuszone byłoby wysokimi kosztami z tego wynikającymi do naciskania na inne PUT, aby „odciążył” je z tych uchodźców, wywiązując się z zawartej wcześniej umowy o podobnej współpracy, musiałoby przeprowadzić prosty rachunek zysków i strat. Podobnie druga strona.
 
Oba PUT szacowałyby koszt przyjęcia/zatrzymania u siebie większej liczby uchodźców w zależności od preferencji swoich klientów, obawiając się ich utraty. W odróżnieniu od państwowych polityków, PUT ponosiłyby koszty finansowe podjęcia złej decyzji, w postaci odpływu abonamentów i wzrostu kosztó utrzymania uchodźców.
 
W efekcie, to PUT, które miałoby więcej klientów chętnych przyjmować uchodźców, byłoby zdolne ponieść wyższe koszty i nadal pozostać rentowne, a zatem odczuwałoby mniejszy nacisk na ich pozbywanie się. PUT na którego terutorium mieszkaliby głównie przeciwnicy przyjmowania uchodźców, z obawy przed utratą klientów i w związku z tym zysków, byłoby gotowe ponieść wyższe koszty, np.: w postaci zapłacenia ewentualnej kary umownej, byleby nie przyjmować obcych na swoje terytorium.
 
Na koniec warto zauważyć, że w systemie rynkowym, gdzie nie funkcjonowałby rozbudowany system pomocy socjalnej, uchodźcy i imigranci odczuwaliby o wiele większą presję ekonomiczną na podjęcie pracy i wymaganą przez pracę integrację kulturowo-językową z mieszkańcami regionu do któego przybyli. Zatem koszty finansowe i społęczne związane z ich przyjmowaniem byłyby o wiele niższe, niż w obecnym systemie państwowym, pozwalającym imigrantom obcym kulturowo na wieloletnie, czasem nawet wielopokoleniową rezygnację z pracy na rzecz zapomóg socjalnych i w efekcie izolowanie się od reszty społeczeństwa.
—-

#polityka #uchodźcy #KE #Polska #fivequestionsguy
—-
* Nie mylę się (ani PiS): badania przeprowadzone przez CBOS na początku b.r. pokazują, że Polacy w większości niechętni są przyjmowaniu uchodźców do Polski.
Wartu przy tym zauważyć, że ich opinia różni się w zależności od kraju pochodzenia uchodźców: chętniej gotowi są popierać przyjmowanie uchodźców z Ukrainy, czyli z kraju o podobnej kulturze do naszej, z którego ludzie posiadają podobny system aksjologiczny do naszego. Przyjmowanie uchodźców z Ukrainy popiera aż 58% badanych (odpowiedzi „zdecydowanie tak” i „raczej tak”).
Zdecydowanie niechętni są natomiast na przyjmowanie uchodźców pochodzących z Bliskiego Wschodu i Afryki, czyli regionów o diametralnie obcej kulturze, skąd pochodzacy ludzie wyznają odmienny system wartości, zapewne głównym czynnikiem decydującym jest obawa i niechęć przed islamem. Aż 67% badanych nie chce aby przyjmowano do Polski uchodźców z tych regionów (odpowiedź „zdecydowanie nie” i „raczej nie”).
 
 
** Zapewne drugie rozwiązanie byłoby bardziej prawdopodobne z uwagi na potrzebę korzystania z usług bezpieczeństwa wewnętrznego: policyjno-śledczych. Zaprzestanie płacenia abonamentu dla lokalnego PUT – o ile stanowiłby on monopol naturalny w okolicy – narażałoby takiego człowieka na wysokie ryzyko. W związku z tym czułby presję z jednej strony na przełknięcie przyjmowania uchodźców aby zachować swoja ochronę, a z drugiej mógłby przeprowadzić się na inne terytorium, które uchodźców nie przyjmuje.Oczywiście z tym też wiążą się koszty i wyrzeczenia. Niemniej mniejsze, niż w przypadku dużych, wielomilionowych państw narodowych dzisiaj.
Opublikowano Polityczne absurdy, Wydarzenia | Dodaj komentarz

Samobójstwo – czyli idee mają konsekwencje

Spośród wszystkich zjawisk społecznych, które obserwuję w dzisiejszym świecie – także w środowisku wolnościowym – najbardziej kuriozalnym i potencjalnie najbardziej przerażającym, jest masowa tendencja samobójcza.

Jest kwestią niecodzienną sytuacja, gdy społeczeństwo zaczyna dążyć wprost do swojego samounicestwienia, dobrowolnie pchając głowy pod gilotyny. Można to wytłumaczyć jedynie za pomocą jakiegoś nieprawdopodobnego, misternie utkanego spisku, albo – co bardziej prawdopodobne – zamętem intelektualnym.

Zamęt intelektualny panuje wokół islamu i prób udawania, że nie stanowi on żadnego zagrożenia dla zachodniego stylu życia i wolności. Próby te – przypominające udawanie, że zamknięcie się z wygłodzoną hieną w klatce jest całkiem bezpiecznym pomysłem – są radośnie witane przez korzystających z naszej głupoty radykałów i fanatyków.

Wielu ludzi powtarza z uporem maniaka, że to nie islam jest powodem przemocy i terroryzmu – wskazują w tym celu na terroryzm i przemoc nie związane z islamem. Jednak tymi innymi przypadkami nie mam zamiaru się dziś zajmować. Dziś zajmę sie bowiem ideą.

Idee maja konsekwencje – jak pisał Ludwig von Mises w „Teorii a historii”: „Thoughts and ideas are not phantoms. They are real things. Although intangible and immaterial, they are factors in bringing about changes in the realm of tangible and material things.”

Mówienie, że „to nie idee zabijają, lecz ludzie” jest objawem ślepoty i ignorancji – ludzie działają czymś powodowani i nie można zapominać, że ideologie, zwłaszcza religijne, które dysponują niesamowitym potencjałem rozbudzania skrajnych emocji, mają ogromny wpływ na ludzie zachowania. Ludzie nie działają przypadkowo i losowo. Działają z konkretnych przyczyn dla osiągnięcia konkretnych celów.

Nikt nie próbuje rozgrzeszać nazizmu, bolszewizmu czy rasizmu stwierdzeniem, że „to ludzie zakładają obozy śmierci wypowiadają wojny, a nie idee”, albo „to ludzie biją i malują swastyki, a nie idee” – niedorzeczność takich stwierdzeń od razu rzuca się w oczy każdemu, kto ujrzy te zdania. Dziwnie się składa, że to naziści i wyznawcy innych ideologii totalitarnych zakładali obozy śmierci, a nie wyznawcy pokojowych i łagodnych idei – na przykład libertarianie. Dziwnym trafem to bolszewicy mordowali masowo „kułaków” i „burżujów” a nie anarchiści. Dziwnym trafem to neo-nazistowscy skinheadzi biją murzynów na ulicach a nie ktoś inny. Idee maja konsekwencje.

Co więcej: nie wszyscy wyznawcy idei muszą być jej najgorliwszymi realizatorami i być gotowi wprowadzać ją w życie. Zwykle wystarczy, aby większość jej zwolenników po prostu… nie przeszkadzała największym jej fanatykom w odwaleniu „mokrej roboty”. Tak było w III Rzeszy: większość Niemców nie skrzywdziła ani jednego Żyda osobiście. Ale Nazistom wystarczyło ich łagodne przyzwolenie, milczenie albo milcząca aprobata – warto pamiętać, że po II wojnie światowej Alianci odkryli badając niemiecka opinie publiczną, że przeważająca część zwykłych Niemców… popierała zbrodnie dokonywane przez reżym Hitlera zarówno wobec Żydów jak i Polaków.

Tak, jak dzisiaj większość tzw. „umiarkowanych wyznawców islamu” siedzi cicho i daje milczące przyzwolenie na akty terroru dokonywane przez ich „aktywniejszych” braci w wierze. Niezliczone badania pokazują masowe poparcie społeczności islamskich – zarówno w dzikich regionach świata, jak i w Europie – dla ataków terrorystycznych, zabijania przypadkowych cywilów, wprowadzenia prawa szariatu, przemocy wobec kobiet itd.

Przypominam: wystarczy, aby „umiarkowana” większość nie stawiała aktywnego oporu, aby najbardziej fanatyczni wyznawcy danej idei byli w stanie realizować swoje koszmarne projekty. Przykład Państwa Islamskiego to pierwsza próba zbudowania prawdziwej machiny wojennej na usługach islamu – szczęśliwie intensywnie zwalczanej. Ale z pewnością nie będzie ostatni.

Słusznie niektórzy zauważają, że islam to religia niespójna, że muzułmanie mają do dyspozycji zarówno słowa proroka wzywające do przemocy i wojny z niewiernymi jak i rzekomo pokojowe przesłania. Wobec tego jednak należy radykalnie wymagać od wyznawców islamu dokonania reformacji ich religii i ostatecznego wykreślenia wszystkich nawołujących do nienawiści i przemocy treści Koranu. Opór przed uczynieniem tego zdradziłby natychmiast nieszczerość „umiarkowanego” muzułmanina.

Opór ten nie jest przypadkowy – za plecami „umiarkowanego” wyznawcy czyha w ukryciu fanatyk, który najpierw zemści się na „zdrajcy wiary” wbijając mu nóż w plecy a potem rzuci się na nas: innowierców. Problemem oczywiście jest też decentralizacja: od kogo wymagać tej „reformacji”? Od wszystkich dziesiątków tysięcy imamów rozproszonych po całym świecie? Od zwierzchnika Państwa Islamskiego (xD) czy może od królów saudyjskich, którzy niedawno ogłosili że ateizm to zbrodnia przeciwko ich władzy?

Przede wszystkim jednak należy skończyć z udawaniem, że ludzie na angielskich, francuskich czy szwedzkich ulicach z transparentami nawołującymi do mordowania Europejczyków i narzucania nam islamu nie stanowią zagrożenia i że islam to z definicji „religia pokoju”, dopóki wezwania Mahometa do mordowania, oszukiwania, niewolenia i gwałcenia „niewiernych” nadal są powtarzane przez wyznawców tej religii.

—-
#islam #religia #idea #ideologia #wiara #przemoc #terror #fivequestionsguys

Opublikowano Filozofia, Religia | 8 komentarzy

Wnioski z debaty o nonjudgmentalizmie

Wniosek końcowy z debaty o non-judgmentalizmie jest identyczny ze zdaniem, którym otworzyłem debatę ze swojej strony, będącym parafrazą wypowiedzi Josepha Schumpetera*:

„Nonjudgmentalizm staje przed obliczem sędziów, którzy mają na niego wyrok śmierci w kieszeni. Ogłoszą go bez względu na to, jakie będą argumenty obrony. Jedynym sukcesem obrony, może być zmiana kwalifikacji czynu.”

Obawiam się, że nawet to mi się nie powiodło – co nie dziwi mnie, zważywszy na to, jak bardzo emocjonalnie i gorąco do tego tematu podchodzi polskie środowisko wolnościowe, oraz, że nagranie z debaty rozpowszechnił najgłośniejszy, najwulgarniejszy awanturnik w środowisku jednoznacznie opowiadający się za twardym szkalowaniem wszystkich ludzi dookoła, Tomasz Czapla, znany jako Kelthuz. Swoją drogą warto zwrócić uwagę na to, jak kuriozalnie i na opak zrozumiał on tę debatę. Jego komentarz po debacie stanowi wybitny przykład jak można przekłamać i skarykaturować cudze poglądy tak, aby je zohydzić swoim już i tak bezwzględnie lojalnym fanom.

Mimo to warto dokonać małego podsumowania najważniejszych rzeczy, które zostały powiedziane w trakcie debaty:

(1) Przede wszystkim oczywiste jest, że w świetle tego, iż libertarianizm zajmuje się tylko i wyłącznie określeniem w jakich sytuacjach człowiek ma prawo użyć przemocy wobec innego człowieka – ocenianie jak i nieocenianie cudzych postaw i zachowań nieagresywnych) nie znajduje się w polu rozważań libertariańskich. Jest to zagadnienie ogólne, poza-libertariańskie.

(2) Już na starcie zastrzegłem, że sam – choć przyszło mi bronic w debacie nonjudgmentalizmu – to nonjudgmentalista nie jestem. Przynajmniej nie w sensie rozumianym powszechnie. Podzieliłem pustawe nieoceniająca na dwie postaci: słaba i silną. Silny nonjudgmentalizm – ten, który panoszy się w USA w środowiskach SJW, polegający na zamykaniu ludziom ust i cenzurze, jest paraliżujący dla społeczeństwa i ma zadatki na narzędzie lewicowego totalitaryzmu. Ja proponowałem jednak słaby nonjudgmentalizm, który polegać miałby na prywatnej samokontroli i powstrzymywaniu się od wygłaszania agresywnych, wulgarnych i eskalujących wzajemną wrogość ocen pod cudzym adresem. Oceny mogą być konstruktywna krytyka i dyskusją, która pozwala nawiązać dialog i przekonywać drugą stronę. Tymczasem szkalowanie poza przyniesieniem poczucia satysfakcji z własnej „wyższości” nad szkalowanym, jest kontr-produktywne, nie rozwiązuje konfliktów tylko je tworzy i w ten sposób prowadzi do trwonienia cennych zasobów i czasu, utrudnia współpracę w społeczeństwie i oddala nas od celu libertarian, jakim jest społeczeństwo wolne od przemocy.

(3) Niemniej sądzę, że jeden, wspólny wniosek, do którego doszliśmy wraz z Norbertem jest cenny: zarówno nojudgmentalizm jak i jego przeciwieństwo, są niegroźne i zupełnie bezzębne w społeczeństwie libertariańskim, w którym ludzie uznają za naczelną zasadę moralną powstrzymywanie się od inicjowania agresji wobec innych nieagresywnych osób. Natomiast obie te postawy stają się potencjalnym zarzewiem konfliktów i narzędziem/pretekstem do stosowania przemocy w społeczeństwie nie-libertariańskim, zwłaszcza etatystycznym, gdzie większość konfliktów luzie mają w zwyczaju rozwiązywać odwołując się do państwowej przemocy.

(4) Norbert kładł nadzwyczaj mocny nacisk na kwestię – którą zresztą ja wskazałem sam jako pierwszy, ale raczej jako ciekawostkę – że nie-ocenianie cudzych zachowań jest niemożliwe z uwagi na sama nature psychiki ludzkiej. Jak zauważyłem: ludzie przez sam fakt obserwowania i myślenia dokonują ocen. Niemniej nie o to mi chodziło podczas debaty, aby sugerować, że ludzie nie maja myśleć i oceniać (nie wymagałbym czegoś niemożliwego, nawet, gdybym uważał to za słuszne, a nie uważam, aby nieocenianie innych ludzi w swoich własnych myślach było słuszne). Moja obrona nonjudgmentalizmu polegała raczej na wskazaniu, że nie warto tych ocen uzewnętrzniać (ani tym bardziej krzykliwie wywrzaskiwać) i angażować się w konflikty światopoglądowe z ludźmi żyjącymi w odmienny od nas, ale nieagresywny sposób.

(5) Niemniej Norbert zauważył (zresztą sam powiedziałem to na wstępie), że oczywiście i ja sam dokonuję/wałem ocen innych ludzi. I jest to najzupełniej prawda – dlatego właśnie nie uważam się za nonjudgmentalistę (a na pewno nie w wersji silnej). Niemniej uważam, że oceniać warto tylko te zachowania, które wiążą się z krzywdzeniem innych ludzi, zwłaszcza, gdy chodzi o naruszanie NAP. Inne zachowania uważam za irrelewantne z moralnego punktu widzenia i mój osobisty wstręt czy obrzydzenia do jakichś nie-agresywnych zachowań, jako że stanowi jedynie wyraz moich subiektywnych preferencji estetycznych (a nie moralnych), nie zasługuje na wyrażanie ich w postaci werbalnej, zwłaszcza publicznej oceny. Wolę żyć w świecie, w którym ja nie krytykuje innych za ich gusta kulinarne czy preferencje seksualne a oni mają gdzieś moje gusta, niż w świece, w którym wszyscy rzucają się na siebie nawzajem z wrzaskiem i obrażają za to, że maja inne preferencje. Szkoda czasu na takie prymitywne, niskie awanturnictwo oparte na zwierzęcej emocji wstrętu, którą szlachetny, myślący człowiek może po prostu przezwyciężyć i zignorować cudze, nieagresywne zachowania.

Nadmienię jeszcze, że angażowanie się w głośne szkalowanie cudzych, nieagresywnych zachowań, osobiście postrzegam jako wyraz niepewności i strachu szkalującego, który musi uzewnętrznić swoja agresję ze strachu się rodzącą, aby poczuć się nieco „silniejszy” i udowodnić (głównie sobie samemu) że jego styl życia wcale nie jest zagrożony przez cudze style życia. Tyle, że jeśli musi to w ogóle „udowadniać”, sugeruje to, że jednak czuje zagrożenie i niepewność wobec tego, czy ma rację co do swojego stylu życia.

(6) Na końcu czuję się też zobowiązany wspomnieć, że wbrew temu, co się niektórym wydaje, nie uważam, aby należało komuś zakazać wyrażania swoich opinii – przy czym musi się liczyć z tym, że jeśli rozpowszechni publicznie kłamstwo i zniesławi kogoś, może zostać przez tą osobę pociągnięty do odpowiedzialności za wyrządzone szkody. Co innego wyrażanie opinii, a co innego rozpowiadanie ludziom oszczerstw na czyiś temat.

* w oryginale zamiast nonjudgmentalizmu był kapitalizm.
—-
#debata #nonjudgmentalism #libertaranizm #fivequestionsguy

Opublikowano Filozofia, Libertarianizm, Psychologia, Wydarzenia | Dodaj komentarz

Arabia Saudyjska: każdy ateista to terrorysta

Nie tak dawno temu Donald Trump, 45. prezydent Stanów Zjednoczonych odwiedził Arabię Saudyjską z dyplomatyczno-biznesową wizytą. Sieć obiegło dziwaczne, bawiące internautów zdjęcie przedstawiające Trumpa trzymającego ręce na tajemniczej, świecącej kuli.

Zdjęcie to jest wyjątkowo kuriozalne, gdyż wykonano je podczas otwarcia..Centrum Zwalczania Ekstremistycznych Ideologii. W jego otwarciu (widoczny obok Trumpa) obecny był też król Arabii Saudyjskiej Salman bin Abdulaziz Al-Saud, dodając całemu wydarzeniu wyjątkowo ironicznego znaczenia.

Pomysł na otwarcie takiego miejsca w Arabii Saudyjskiej, jest wyjątkowo upiornym żartem z rozumu ludzkiego i uważam je za splunięcie w twarz tysiącom ofiar saudyjskiego, fundamentalistycznego reżymu religijnego. Państwo saudyjskie samo, jako pierwsze, powinno znaleźć sie na celowniku nowo-otwartego centrum walki z ekstremizmem.

Tymczasem Donald Trump – czyniąc zadość starej, dobrze znanej tradycji amerykańskich władz we wspieraniu wybranych dyktatur i zwalczaniu innych – podpisał umowę na sprzedaż nowoczesnej broni dla Arabii Saudyjskiej za 110 miliardów dolarów. Tak, Amerykanie dozbroją (nie po raz pierwszy) krwawy reżym saudyjskiej monarchii.

Ale to dopiero początek! Wprowadzony w kraju królewski Dekret 44 to dopiero kpina z zachodnich sojuszników. Na mocy nowego prawa, wszyscy ateiści zostają uznani za terrorystów i wrogów państwa saudyjskiego. Zakazany jest też udział w zagranicznych konfliktach zbrojnych przez obywateli Arabii Saudyjskiej – podobno chodzi o uczestników wojny w Syrii.

Oficjalnie dekret służyć ma min. powstrzymaniu finansowania przez niektórych Saudyjczyków organizacji takich, jak Bractwo Muzułmańskie. Podejrzewam, że prawdziwym celem wprowadzenia Dekretu jest jednak oczywiście skuteczniejsze zwalczanie przeciwników rodziny rządzącej.

Tekst dekretu dostępny tutaj: https://goo.gl/C5VnmUbarbaric Saudi

Opublikowano Polityczne absurdy, Prawo, Religia, Wydarzenia | Dodaj komentarz