Facebook Permanent Fund?

Napotkałem artykuł napisany dla Financial Times przez niejakiego Johna Thornhilla nawiązujący do wypowiedzi Marka Zuckerberga na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (basic income). Jeśli pamiętacie, sam swojego czasu napisałem, że bardzo chętnie przyjmę comiesięczny czek od Zuckerberga, o ile zechce mi go wypłacać dobrowolnie. Oczywiście odpowiedzi żadnej nie uzyskałem, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Tylko bardzo sławna osoba mogłaby liczyć na odpowiedź i jakiś wykręcający się komentarz.

Wracając jednak do artykułu: ktoś poza mną wpadł na podobny pomysł, aby zaproponować, żeby Facebook wypłacał podobny dochód. We wstępie autor wyjaśnia, że koncepcja bezwarunkowego dochodu odwołuje sie do szlachetnej wiary w to, że „każdy człowiek jest wartościowym członkiem społeczeństwa i zasługuje na swój udział w jego kolektywnym bogactwie”. Pomijam tutaj oczywisty fałsz takiego przeświadczenia, oraz fakt, że ludzie, którzy na prawdę są wartościowymi członkami społeczeństwa nie mają najmniejszego problemu z uzyskaniem od społeczeństwa gratyfikacji za swoje zasługi: zarabiają bardzo dobre pieniądze. Biedni są tylko ci ludzie, którzy wykonują zajęcia tak banalnie proste i niewymagające intelektualnie, że każdy jest zdolny je wykonywać i w związku z tym ich usługi są powszechnie i łatwo dostępne, a zatem nic dziwnego, że nikt nie wynagradza ich bajecznymi płacami. Nikt też (w normalnych warunkach) nie płaci tysiąca dolarów za kilogram mąki albo butelkę wody, zatem nikt nie będzie płacił 15 dolarów za godzinę pracy sprzątaczki.
Jednak najciekawsze są rozważania autora tekstu na temat praktycznej szansy na realizację takiego konceptu. Na uwagę zasługuje zauważenie, że może lepszym rozwiązaniem, niż państwowa redystrybucja, byłoby wypłacanie takiego uposażenia przez prywatny biznes na zupełnie dobrowolnej zasadzie. Tutaj autor zaplusował. Niestety zaminusował w sferze ekonomicznej wykonalności jego pomysłu. Powołał się na przykład Alaska Permanent Fund, który jest stanowym funduszem inwestycyjnym pomnażającym od lat 80. kapitał i wypłacającym mieszkańcom Alaski roczną dywidendę.
W porządku, przyjrzyjmy się zatem Alaska Permanent Fund. Otóż choć fundusz faktycznie wypłaca corocznie dywidendę prawie wszystkim mieszkańcom Alaski (w 2016 roku odmówiono jej wypłacenia 29 614 osobom), to jej wysokość nie jest wstrząsająca. W 2016 roku na przykład przypadało na uprawnionego 1022 dolary, co daje ok. 85 dolarów miesięcznie.Warto przy tym zaznaczyć, że przeciętny dochód roczny na Alasce wynosi 73 335 dolarów i jest znacznie wyższy od średniego dochodu w USA (dane za 2015 rok), wbrew temu, co twierdzi autor artykułu. Zatem wypłaty z APFC stanowić mogą zaledwie skromny dodatek, ot na zakup książki w prezencie dla znajomego, albo dwie wizyty w kinie z dziewczyną. Dla uczciwości warto zauważyć, że w 2015 roku fundusz wypłacił rekordową dywidendę w wysokości 2072 dolarów na głowę. Można było za to nabyć jeszcze zestaw do golenia, grę komputerową, obiad w restauracji i zapłacić kilka razy na parkingu. Niemniej, jak widać ten – bez wątpienia będący ogromnym sukcesem – program inwestycyjny, jakim jest Alaska Permanent Fund pokazuje, że nie jest to sposób na zapewnienie obywatelom „godnego życia”. Wątpliwe też aby to właśnie ta skromna kwota była powodem wysokiej „równości” majątkowej i dochodowej na Alasce, jak twierdzi Thornhill.
Ale policzmy to sobie dla pewności. Autor artykułu proponuje, aby Mark Zuckerberg wypłacał dochód wszystkim użytkownikom Facebooka, gdyż zarabia na ich danych osobowych (personalizacja reklam). W tym sensie nie byłby to żaden gwarantowany zasiłek socjalny, tylko zwykła, uczciwa transakcja: użytkownik udostępnia swoje dane, które chętnie od Facebooka kupią reklamodawcy, a Facebook w zamian płaci użytkownikowi. Uczciwe rozwiązanie rynkowe, żaden tam „socjalizm”. Tyle, że niezależnie od tego, jak byśmy tego nie nazwali, jest to bzdurą, która nie jest warta zachodu. Nie jest z uwagi na żałosne pieniądze, jakie mieliby w związku z tym otrzymywać rzekomi beneficjenci. Facebook odnotował w roku 2014 zysk netto w wysokości 2 940 000 000 dolarów. Jeśli podzielimy cały (!) ten zysk pomiędzy blisko 2 miliardy użytkowników serwisu, łatwo policzyć, że roczna „dywidenda” wynosiłaby… 1 dolara i 45 centów. Kwota nieistotna nawet dla mieszkańców najbiedniejszych państw Afryki, choć niewielu z nich nawet by sie do niej kwalifikowało, jak podejrzewam.
Trochę mało, prawda? No to może podzielmy cały majątek Marka Zuckerberga, który szacowany jest na 71 miliardów dolarów. Oczywiście operacji tej moglibyśmy dokonać tylko raz, bo w kolejnym roku Zuckerberg byłby takim samym biedakiem, jak mieszkańcy Afryki, majątek nie spada z nieba co roku, wbrew temu, co sie niektórym może wydawać. Niemniej kwota byłaby znacząco wyższa: 35 dolarów na użytkownika! Daleko od dywidendy wypłacanej przez APF i atrakcyjne być może dla mieszkańca Zimbabwe, którego przeciętny dochód roczny wynosi ok. 350 dolarów – 10% premia to miły dodatek. Jak więc widać, Facebook, mimo, że osiągnął tak ogromy sukces, a Zuckerberg tyle zarobił, nie może stanowić realnego źródła sensownego dochodu gwarantowanego. Chyba, że mówimy o comiesięcznych drobniakach na paczkę czipsów przez… rok. Potem Facebook by zniknął.
Skoro już o tego typo konceptach piszę, to zajmę się też w szczególności przykładem Polski. Często słyszę pomysł, aby zastąpić programy socjalne jakąś forma BDP. Oczywiście jest to totalnie niewykonalne z przyczyn ekonomicznych, pomijając już ogromny opór kadry biurokratyczno-urzędniczej, która nie przyjęłaby z radością likwidacji ich tysięcy stanowisk przy przydzielaniu zasiłków i zapomóg.
Bezwarunkowy Dochód Podstawowy (BDP)
Ile by to naprawdę kosztowało?
Zakładając, że państwo wypłacałoby każdemu, dorosłemu Polakowi (t.j. od 18 roku życia) kwotę 1000 złotych miesięcznie, co nie wydaje się wygórowaną kwotą – minimum egzystencji na osobę w Polsce w 2016 roku wynosiło 555,02 zł/miesięcznie, a minimum socjalne 1 098,18 zł/miesięcznie* – koszt programu przedstawiałby się następująco:
W 2016 roku 31 537 114 Polaków kwalifikowałoby się do otrzymania BDP. Miesięczny koszt wypłaty świadczeń dla budżetu państwa wyniósłby zatem 31 537 114 000 złotych. Rocznie natomiast finansowanie programu kosztowałoby 378 445 368 000 złotych. Czy trzysta siedemdziesiąt osiem miliardów złowych rocznie to dużo? Niewątpliwie jest to kwota olbrzymia, wystarczy powiedzieć, że zgodnie z ustawą budżetową na 2016 rok, całkowite wydatki budżetu państwa zaplanowano na 368 548 526 000 zł*** – czyli o 10 miliardów złotych mniej, niż wyniósłby koszt sfinansowania programu BDP. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie problem, w końcu brakujące 10 miliardów złotych możnaby sfinansować z emisji dodatkowych obligacji. Błąd. Przeznaczenie całego budżeto na BDP oznaczałoby, że nie spłacilibyśmy rocznych odsetek od… wcześniej zaciągniętego długu, wynoszących 31 799 900 000 złotych. Odmowa spłaty odsetek oznaczałaby natychmiastową odmowę wszelkiego kredytowania polskiego rządu przez zagraniczne instytucje finansowe, zatem nici z emisji obligacji. Co więcej, w następnym roku zabrakłoby kolejnych kilkudziesięciu miliardów złotych, gdyż nie tylko nikt nie chciałby pożyczyć Polsce dodatkowych 10 mld na sfinansowanie BDP, ale nikt nie kupiłby żadnych innych obligacji polskiego rządu wiedząc, że nie zamierza on spłacać swoich zobowiązań.
A pamiętać należy o tym, że przeznaczenie całego budżetu państwa na wypłacenie obywatelom BDP oznaczałoby nie tylko odmowę spłacania odsetek od długu publicznego, ale też likwidację wszystkich „usług” państwa: obrony narodowej, dyplomacji, sądownictwa i więziennictwa, szkolnictwa wyższego, infrastruktury drogowej, instytucji rządowych, i wreszcie, zabrakłoby 53 miliardów złotych, które budżet dokłada do dziury w ZUS. Część wydatków na infrastrukture, pomoc społeczną czy edukację ponoszą samorządy – one zresztą tez utraciłyby 50 miliardów złotych dubwencji z budżetu centralnego. Niemniej większość tzw. dóbr publicznych, które finansowane są z podatków, musiałaby zostać zlikwidowana lub radykalnie okrojona, gdyby postanowiono sfinansować BDP o skromnej wysokości 1000 złotych miesięcznie.
—-
Źródła:
Dane dot. Facebooka:
—-
#ekonomia #BDP #Facebook #Alaska #basicincome #fivequestionsguy
Opublikowano Ekonomia | Dodaj komentarz

Samobójstwo czerwonych anarchistów

Wyobraź sobie, że nie zgadzasz się z zastanym na świecie porządkiem rzeczy. Rozglądasz się wokół i widzisz skorumpowane elity polityczne i korumpujące je elity biznesowe, rządy technokratów wywołujących bezsensowne wojny i podejmujący decyzje, w skutek których miliony ludzi na całym świecie umiera, cierpi, popada w nędzę. Widzisz jak politycy ratują z pieniędzy podatnika tłustych bankierów i jak finansują przemysł zbrojeniowy nie po to, aby zwiększać twoje bezpieczeństwo, lecz po to, aby bombardować kraje na drugim końcu świata i maksymalizować zyski baronów zbrojeniowego biznesu. Widzisz państwo walczące z własnymi obywatelami, wypinające się na biednych i potrzebujących (to, co ma im do zaoferowania to świadczenia socjalne niejednokrotnie uzależniające ich od urzędników i cementujące ich biedę), oraz dbające tylko o interesy partii politycznych i wąskich grup nacisku.

Nie podoba Ci się to, co obserwujesz. Czujesz smutek, gniew, złość, pogardę do winnych i wreszcie zaczynasz darzyć decydentów na szczytach władzy prawdziwą nienawiścią. Obserwujesz, jak bez żenady spotykają się ze sobą na oficjalnych konferencjach, otoczeni kordonem uzbrojonych ochroniarzy i zamknięci w pancernych limuzynach. Nie zostaniesz oczywiście dopuszczony na dystans wystarczający choćby do rzutu kamieniem. Kipisz złością i rozgoryczeniem. Twój protest jest bez znaczenia, oligarchowie tego świata ignorują Cię, nie obchodzi ich twoje zdanie, a twoje kamienie nigdy ich nie dosięgną.

Dosięgną za to witryn sklepowych, szyb samochodów zaparkowanych na ulicach, policjantów stojących w kordonie naprzeciw Ciebie. Wpadasz na diabelski pomysł, aby podpalić najbliższy samochód butelką z benzyną – mimo, że nie masz pojęcia do kogo należy i w rzeczywistości jego właściciel nigdy nie uczynił Tobie, ani nikomu innemu nic złego. Niczemu nie jest też winny piekarz, którego piekarnię splądrowałeś. Ani uliczny śmietnik, który zdemolowałeś – a wyremontowany zostanie z twoich podatków, przez co sam uczyniłeś właśnie siebie biedniejszym.

Uczyniłeś biedniejszymi licznych, zwykłych ludzi. Zniszczyłeś ich mienie, ale nie to jest najważniejsze. Najgorsze, że wzbudziłeś ich strach, a strach rodzi nienawiść. Ci ludzie – zwykli piekarze, właściciele samochodów, a nawet pracownicy miejskiego zakładu sanitarnego – będą Cię od teraz nienawidzić za to, że niszczysz owoce ich pracy, elementy ich życia, to, na co zapracowali. Będą tobą pogardzali za to, że dewastujesz ich codzienne otoczenie, że zaprowadzasz na świecie syf, pożogę i strach. Będą Cię nienawidzili za to, że niszczysz ich spokój i zagrażasz ich bezpieczeństwu – bo nie oszukujmy się, twoi prawdziwi wrogowie, jak już ustaliliśmy, zawsze znajdowali się poza zasięgiem twoich kamieni i butelek z benzyną.

Możesz sobie pogratulować: właśnie sprawiłeś, że szansa realizacji twojej sprawy skurczyła się.


g20

Opublikowano anarchia, Wydarzenia | 3 komentarze

Libertarianizm a prawa zwierząt i dzieci – cz.1

Nie jest to pierwszy raz, gdy poruszam ten temat. Artykuł stanowiący moje pierwsze podejście do kwestii praw zwierząt możecie przeczytać tutaj. W tym artykule postaram się zrewidować stanowisko tam zawarte, ze wskazaniem na istotność praw zwierząt w dyskusji o prawach istot żywych w ogóle, w tym prawach ludzi. Nowe stanowisko, zgodnie z którym prawa zwierząt stanowią rozwinięcie i naturalne rozszerzenie libertariańskiej etyki na świat innych istot żywych, opieram zarówno na własnej intuicji moralnej, jak i na przesłankach naukowych, wywodząc istnienie praw jednostkowych ze zjawiska świadomości stanowiącej fenomen świata fizycznego. Powołam się na stan wiedzy badaczy, głównie na polu etologii kognitywnej i psychologii ewolucyjnej które poczyniły w ostatnich dziesięcioleciach spore postępy w podejściu do kwestii zwierzęcej świadomości. Na tej podstawie postuluję przyznanie zwierzętom prawa do (1) życia i (2) nie bycia torturowanymi. Prawa te wiązałyby się z moralnym obowiązkiem człowieka do (1) nie zabijania i (2) nie torturowania zwierząt. Wyjątkiem byłyby sytuacje (1) samoobrony przed atakiem ze strony zwierzęcia, oraz (2) wyższej konieczności, np.: eksperymenty medyczne, lub konieczność polowania w celu zapewnienia sobie pokarmu [czytaj dalej…].

chimpanzee

Opublikowano Filozofia, Libertarianizm, Nauki przyrodnicze, Psychologia | Dodaj komentarz

Czy Polacy to bestie a Syryjczycy to baranki?

Dyskusja publiczna na temat uchodźców przybiera coraz bardziej groteskowy kształt. Oczywiście groteska ta została zapoczątkowana przez wszelkiej maści nacjonalistów i szurów straszących aż do przesady obrazami „wojny domowej” panującej w krajach zachodniej Europy po przyjęciu do nich uchodźców. Niemniej zwolennicy ich przyjmowania zaczynają powoli „nadrabiać” swoje zaległości w szuraniu.

Oto choćby taki fanpage, jak Cudzoziemiec – taki sam człowiek jak Ty postanowił „udowodnić”, że przeciwnicy otwartych granic nie mogą się bardziej mylić i wykazać, że przykładowo w Wielkiej Brytanii to imigranci z Polski stanowią grupę „obcych” popełniającą najwięcej przestępstw – w tym tych na tle seksualnym (co zawsze budzi największe, negatywne emocje: wszak każde społeczeństwo, przynajmniej deklaratywnie, chce „bronić” swoich kobiet przed napaściami).

W celu wykazania, jak bardzo pokojowi i przestrzegający prawa są uchodźcy z Syrii i jak krwiożerczy i skłonni do przemocy na ich tle są Polacy w WIelkiej Brytanii, wspomniany fanpage powołuje sie na „dane” statystyczne pochodzące z artykułu portalu NaTemat.pl. Z artykułu tego dowiadujemy się, że:

„W latach 2012-2015 brytyjskie sądy skazały na karę pozbawienia wolności 146 100 Europejczyków. Najwięcej czynów karalnych dopuścili się w ubiegłym roku Polacy 10 300(…) We wspomnianym okresie Polacy dopuścili się łącznie 866 samych przestępstw seksualnych, czyli ponad dwa razy więcej niż wynosi liczba wszystkich rodzajów przestępstw popełnionych przez Syryjczyków. Kryminaliści pochodzący z państwa, z którego przybywają dziś do Europy tysiące migrantów, popełnili łącznie 418 czynów karalnych, z czego zaledwie 12 stanowiły napaści seksualne. „.

Dane te zdają się nie pozostawiać żadnych wątpliwości: Polacy to straszliwi barbarzyńcy, a w porównaniu z nimi Syryjczycy są grzecznymi, miłymi i niezdolnymi skrzywdzić muchy pacyfistami.

Jednakże liczby nie kłamią – w przeciwieństwie do bieda-dziennikarzy, takich, jak ci z portalu na:temat.pl.

Posłużenie się porównaniem bezwzględnej liczby przestępstw popełnionych przez dwie grupy narodowościowe o różnej liczebności to typowa, choć wyjątkowo prymitywna próba manipulacji opinią publiczną mająca na celu zohydzić w jej oczach rodaków.

Tymczasem, gdy przyjrzymy się tym samym liczbom uwzględniając czynnik kluczowy: populację Polaków i Syryjczyków w Anglii, konkluzja wyciągnięta z tego statystycznego researchu dramatycznie się zmieni.

Szacunki z 2015 roku podają liczbe Polaków w Anglii wynoszącą 703 050 osób. Polacy popełnili 10 300 przestępstw i 833 p. seksualnych. To oznacza 1 przestępcę na 68 Polaków i 1 przestępcę seksualnego na 843 Polaków.

Szacunki podają, że w 2015 roku w Anglii było 9950 osób pochodzacych z Syrii. Syryjczycy popełnili łącznie 418 przestępstw i 12 przestępstw na tle seksualnym. Zatem wypada 1 przestępca na 23 Syryjczyków i 1 przestępca seksualny na 829 Syryjczyków.

Zatem: zarówno pod względem ogólnej przestępczości, jak i pod względem przestępstw seksualnych, Syryjczycy wypadają gorzej od Polaków.

Ale to nie wszystko, co należy powiedzieć na ten temat. Otóż poza takimi „domowymi” porównaniami, mamy też dostęp do fachowych, naukowych badań zjawiska przestępszości wśród imigrantów i uchodźców w Wielkiej Brytanii. Tak się skłąda, że zespół badawczy z 3 londyńskich uczenlni przyjrzał się tej kwestii analizując dane dotyczące dwóćh, dużych fal imigracji na Wyspy.

Jest to o tyle istotne, że pierwsza fala była złożona z azylantów (uchodźców) spoza Unii Europejskiej. Druga fala była zaś imigracją zarobkową z Unii Europejskiej, głównie z krajów Europy Wschodniej (lub środkowej, jeśli wolicie), w tym z Polski. Naukowcy mogli więc porównać ze sobą statystyki dot. przestępczości tych różnych grup imigrantów.

Wnioski, jakie wyciągają są takie, że zasadniczo imigranci mają niewielki, lub zerowy wpływ na wzrost przestępczości. Pierwsza fala (uchodźcy) doprowadziła do bardzo niewielkiego wzrostu przestępstw przeciwko mieniu (kradzieże, włamania itp.), natomiast obie fale imigracji niemal nie miały wpływu na przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu („violent crimes”) – tzn. że częstotliwość ich popełniania wśró imigrantów była taka sama, jak wśród „tubylców”. Za czynnik decydujący i sprzyjający ograniczaniu przestępczości wśród imigrantó uznali ułatwienie dostępu imigrantów do rynku pracy. Wskazali też, że rolę odgrywa także stopień odmienności kulturowej, co nie wydaje się szczególnie zaskakujące.

Opublikowano Trybalizm, uchodźcy | Dodaj komentarz