Z życia bankstera – specjalnie dla Głosu Ulicy.

Banksterzy są obecnie głównym wrogiem publicznym dla mas „zwykłych ludzi”, czyli dla słynnych 99%. Na banksterach skupia się uwaga i nienawiść całego, lewicowego świata, wszystkich anty-kapitalistycznych kontestatorów obecnej rzeczywistości, ale nie tylko ich. O banksterach zaczął już nawet pisać Krzysztof Rybiński – całkiem poważny człowiek. Banksterzy – czyli podstępna elita najpotężniejszych bankierów dysponujących gigantyczną władza nad światowym systemem finansowym – jest oskarżana o całe zło tego świata. Poniekąd słusznie, ale tym co jest przykre, jest totalne ignorowanie przez opinię publiczna faktu, że banksterzy stanowią tylko połowę problemu – a właściwie to zaledwie jego ćwierć.

Gromy spadają bowiem na wielkie, quasi-prywatne banki, a nazwy takie, jak: Lehmann Brothers czy Bearn Sterns budzą gęsia skórkę na plecach przeciętnego, lewicowego wroga kapitalizmu, który wierzy, że te podłe, bankowe świnie w garniturach wysysają z niego krew za pośrednictwem swych kolosalnych wpływów i potęgi ekonomicznej. Oczywiście przeciętny uczestnik ruchu Oburzonych, czy fan strony Głos Ulicy, nie rozumie, że banksterzy to zaledwie cząstka systemu wyzysku i pasożytnictwa, który tak naprawdę ich gnębi.

Bankster to tylko przyjaciel prawdziwych bandytów, ich użyteczny pomocnik i oczywiście główny beneficjent ich działań. Bankster finansuje największych przestępców współczesnego świata, ale i najwięcej od tych przestępców uzyskuje. A największymi przestępcami są: rządy demokratyczne oraz bankierzy centralni. Dla przeciętnego Oburzonego taka informacja może wydawać się herezją – przecież on sam przez wiele miesięcy rozstawiał swój namiot przed siedzibami wielkich banków oraz pikietował przed Wall Street, wzywając wspaniały rząd z zastępami jego szlachetnych polityków, aby wreszcie ukarali podłych banksterów w imię sprawiedliwości ludowej, dla dobra prostych ludzi i robotników. Zatem gdyby uświadomił sobie, że jego protesty i wezwania kierowane były do najbardziej niewłaściwych osób, mógłby oszaleć. To przecież tak, jakby rabowany wzywał pomocy do pomocnika rabusia…

Aby zrozumieć, dlaczego jego protesty były bezcelowe, typowy Oburzony musiałby prześledzić krótka historię bankowych machlojek, a w zasadzie bankowo-państwowych zbrodni. Prześledźmy zatem, na czym polegała bankowość i jak się zmieniała, obserwując dwie podstawowe usługi bankierów: pożyczki oraz depozyty.

Zacznijmy od pożyczek.

Wyobraź sobie zatem, że jesteś bankierem u zarania cywilizacji, gdy w pierwszych miastach ludzie zorganizowali już prosty system podziału pracy, który przyniósł im niezmierne korzyści uwalniając ich od konieczności marnowania swego wysiłku na dziesiątki czynności, w których przeważnie byli bardzo marni i umożliwiło poszczególnym ludziom zajmować się jednym zajęciem, w którym mogli stać się naprawdę wprawni, albo do którego posiadali talent. Dzięki wymianie handlowej mogli zamieniać swoje dobra i usługi na dobra i usługi innych ludzi i w ten sposób produktywność wzrosła wielokrotnie. Miasto pozwala dużej grupie ludzi gromadzić wytwory swoich rąk i staje się naturalnym ośrodkiem wymiany – handlu. Handel natomiast sprzyja powstaniu pieniądza i bankowości. Jako pierwszy bankier, jesteś raczej bogatym zarządcą magazynu: posiadasz spore zasoby jakiegoś powszechnie pożądanego dobra, na przykład zboża. Początkowo nie muszą być olbrzymie – wystarczy, aby były większe, niż zapasy przeciętne w społeczeństwie. Nie potrzebujesz takich ilości zboża, najesz się jego częścią a ponieważ nie masz tendencji do obżarstwa, resztę wolałbyś zaoszczędzić i zainwestować. Natomiast wielu innych mieszkańców ma w pewnych okresach za mało ziarna na swoje potrzeby i gdyby mogli uzyskać go więcej, ich produktywność i dobrobyt wzrósłby. Oferujesz im zatem pożyczki w postaci ziarna oczekując, że za rok zwrócą Ci odrobinę więcej. To co zasieją zrodzi plon których utrzyma ich i pozwoli im zwrócić Tobie pożyczkę wraz z procentem. Procent jest tutaj odkryciem naturalnym, wynikającym z samej natury rzeczy. Jedni ludzie – jak Ty – wolą zaoszczędzić i zaoszczędzone dobro pożyczyć innym licząc na zwrot z nadwyżka w przyszłości. tacy ludzie charakteryzują się niską preferencja czasową – preferują, w tych samych warunkach, więcej dóbr w przyszłości, niż mniej dóbr natychmiast – to pożyczkodawcy. Inni zaś, maja wysoka preferencję czasową – czyli wola natychmiast dostać pewną ilość dóbr – to pożyczkobiorcy.

Jako bankier szybko stajesz się nie tylko pożyczkodawcą ale i pośrednikiem – ponieważ masz już duży, bezpieczny magazyn na zboże, inni oszczędzający wolą swoje zboże pożyczyć Tobie, gdyż wiedzą, że Ty zapewnisz mu bezpieczeństwo i zainwestujesz je z zyskiem, a oni albo nie mają na to czasu, woląc zająć się produkcją zboża, co potrafią najlepiej, albo nie są w inwestowaniu tak dobrzy, jak Ty. Stajesz się więc pośrednikiem między oszczędzającymi a pożyczającymi. Zboże wpływa do twego magazynu z jednej strony i wypływa z drugiej, a Ty dbasz o to, aby pożyczkobiorcy na czas spłacili Ci dług z procentem, który pozwoli zyskać Tobie jak również spłacić Twych własnych wierzycieli – ludzi, którzy pożyczyli Tobie swoje dobra.

Krok dalej zamiast zboża w twoim skarbcu leżą już złote i srebrne monety, historycznie preferowany przez ludzi rodzaj pieniądza. Mechanizm jest ten sam – pieniądze wpływają i wypływają, a Twoja  rolą jest pilnowanie, aby zyski z pożyczek udzielanych przez Ciebie były większe, niż cena pożyczek udzielanych Tobie. Masz też pewne własne rezerwy na pokrycie strat wynikających z pożyczek niezwróconych. Nieuniknione jest, że niektórzy Twoi dłużnicy stracą pożyczone pieniądze i nie zwrócą Ci ich, nie anuluje to jednak Twoich zobowiązań wobec Twoich wierzycieli. Jeżeli jesteś ostrożny i masz talent oraz odrobinę szczęścia, nie mylisz się zbyt często i zachowujesz odpowiednią rezerwę na pokrycie strat i dzięki temu notujesz rokroczny zysk. Jeśli nie – cóż, Twoi wierzyciele rozerwą Cię na strzępy, lub wygonią z miasta, a Twój bank upadnie.

Depozyty

Nie wszyscy Twoi klienci pożyczają Ci pieniądze na procent. Niektórzy pragną je tylko przechować bezpiecznie, gdyż mieszkają w dzielnicy o złej sławie, gdzie trzymanie złota pod łóżkiem nie jest rozsądne. Oferujesz im zatem usługę przechowania ich złota i srebra – depozyt. W dodatku jest to depozyt na żądanie – deponenci mogą w każdej chwili wybrać swoje pieniądze z banku, gdy będą ich potrzebowali. Ty zaś pobierasz opłatę za przechowanie. Jeśli jest ona uczciwa zdaniem deponentów, a Twój bank nie będzie padał ofiarą rabusiów, ludzie będą chętnie przechowywać u Ciebie swoje pieniądze. Sumy depozytów wzrosną, Twój magazyn wypełni się kruszcem.

Widzisz, że większość złota i srebra zalega bezczynnie w skarbcu, bo tylko niewielki procent deponentów każdego dnia wybiera swoje depozyty – i to też raczej nie w całości ale zaledwie ich część, na pokrycie swoich drobnych wydatków. Przychodzi Ci do głowy upiorna myśl: a gdyby tak wykorzystać to złoto i srebro do udzielenia pożyczek? Jeśli zostawię w skarbcu odrobinę kruszcu, aby moi klienci nadal mogli wypłacać drobne kwoty tak, jak dotychczas, to nikt się nie zorientuje, że złota nie ma w banku, a ja zarobie na procencie z pożyczek. Gdy tylko zostaną one spłacone, będę mógł zwrócić pieniądze deponentom a sam zarobię. To ewidentne złodziejstwo, gdyż pieniądze zdeponowane przez Twoich klientów nie należą do Ciebie, ale nie przejmujesz się tym wiedziony wiarą, że póki nikt nie zauważy, przestępstwa nie ma.

Niestety dla Ciebie i wielu innych bankierów, okazuje się, że raz na jakiś czas Twoi klienci jednak przyjdą aby wybrać więcej złota, niż zostawiłeś w skarbcu. Wtedy wpadają w szał i bankrutujesz. Cykle ten powtórzy się wiele razy, gdyż ludzie nigdy się nie uczą na błędach.

Weksle

Jesteśmy na etapie, gdy z uczciwego, starannego bankiera przekształciłeś się w złodzieja i oszusta. To dopiero jednak początek twoich banksterskich machlojek. Nadchodzi bowiem cudowna epoka, gdy ludzie stają się jeszcze durniejsi i stwierdzają, że w sumie na co dzień nie muszą nosić w kieszeniach złotych i srebrnych monet – są one ciężkie, niewygodne, zwłaszcza w podróży. Ponieważ masz już oddziały swego banku w wielu miastach, a inni bankierzy szanują Cię i honorują Twoje zapewnienia spłaty długu, możesz uruchomić system weksli. Kupcy wybierający się w podróż oddaja Ci swoje ciężkie i niewygodne złoto, a Ty wypisujesz im papierki gwarantujące, że w innym wydziale Twego banku Twoi pracownicy wypłacą im stosowna sumę w złocie czy srebrze. Co więcej, po pewnym czasie większość bankierów wypłaca kruszec po okazaniu cudzych weksli. Szybko papierki te zastępują w powszechnym obiegu monety i stają się substytutem pieniądza.

Ty, jako bankier jesteś teraz w niebie – mogąc bowiem pożyczać ludziom papierowe kwity na pieniądz, dysponujesz jeszcze doskonalszym narzędziem na mnożenie swoich pożyczek. Skoro nikt już nie żąda prawie złota ani srebra, tylko wszyscy przyjmują papierki z Twoim podpisem, to możesz wypisać tych papierków wielokrotnie więcej, niż w rzeczywistości posiadasz złota. Tak długo, jak długo jakiś natręt nie doczyta się na kwicie, że może zamienić go na kruszec, Ty będziesz bogaty i powszechnie szanowany. A nawet jeśli część klientów się doczyta – dasz im złoto, a pozostałym wciśniesz kwity. W ten sposób stajesz się fałszerzem pieniądza – mnożysz tytuły włąsności do tego samego złota i srebra. Początkowo nie stanowi to wielkiego problemu. Setki banków upadnie, bo ich deponenci odkryją, że bankierzy wypisali więcej kwitów niż maja złota. Tobie może się jakoś uda przetrwać…

Jednak nie potrwa Twoje szczęście długo. Zagraża Ci bowiem już nie tylko ryzyku runu na bank – czyli deponenci chcacy wypłacić swoje złote i srebrne monety. Zagraża Ci już teraz cała potęga procesów ekonomicznych. Tym razem kwity, które pożyczyłeś uruchomiły cykl koniunkturalny – pożyczkobiorcy to głównie przedsiębiorcy chcący zainwestować pożyczone pieniądze w interes, który przyniesie im zysk pozwalający zwrócić pożyczkę i zarobić im samym. Dotychczas jednak pożyczki pochodziły z czyichś oszczędności. Aby kupiec A mógł pożyczyć srebro za które nabędzie marmur, który przetransportuje do sąsiedniego miasta i sprzeda z zyskiem, ktoś inny, np. kamieniarz B, zaoszczędził pieniądze nie kupując marmuru. Tym razem, ponieważ pożyczka pochodzi z powietrza – po prostu wypisałeś 3 razy więcej kwitów, niż posiadałeś złota, jest to pożyczka ex nihilo – to ilość substytutów pieniądza na rynku zaburza strukturę produkcji. Zaczyna brakować kapitału na pokrycie inwestycji rozpoczętych przez pożyczających, którzy sadzili, że skoro kredyt jest tani (jest tak wiele substytutu pieniądza na rynku bankowym) to gospodarka jest bogata w zasoby kapitałowe. Ich inwestycje nie mogą zostać dokończone, bo pomnożenie kwitów bankowych nie pomnożyło ilości marmuru, żelaza, drewna ani żadnych innych dóbr na rynku. Ceny dóbr, które są dostępne wzrastają gwałtownie, gdyż popyt na nie jest olbrzymi – wszyscy maja dużo kwitów papierowych i chcą je wydać. Przedsiębiorcy zaczynają bankrutować, a ich niedokończone inwestycje nie przynoszą im spodziewanego zysku i nie mogą oni spłacić pożyczek. Skala Twoich strat jest ogromna – znacznie większa, niż kiedykolwiek wcześniej. Gdy do banku zawitają deponenci, nie odzyskają swego złota, bo już je dawno pożyczyłeś, a na Twoje kwity bankowe spluną, bo widzą, że ich wartość gwałtownie spada każdego dnia. Jesteś skończony!

Sojusz z królem i rezerwa cząstkowa

Wówczas na ratunek przyjdzie Ci dobroduszny władca, który także pożycza od Ciebie pieniądze. Co więcej, król pożycza olbrzymie sumy. W jego interesie jest, abyś nie zbankrutował, gdyż wtedy nie będziesz mógł dalej pożyczać mu kwitów na finansowanie jego wojen, wydatków na dwór oraz pensje urzędników. Król zatem nadaje Tobie przywilej zgodnie z którym masz prawo zawiesić na pewien czas spłacanie pożyczek, jakie wziąłeś, oraz wypłacanie depozytów. Co więcej, król nie chce bronic interesu poddanych – nie chce, aby zakazano Ci emitować więcej kwitów niż masz złota, gdyż wtedy nie będziesz mógł pożyczyć mu wystarczających sum na jego wydatki. Zatem król wydaje Ci kolejny przywilej – dostajesz prawo do emitowania kwitów bez pokrycia w kruszcu (rezerwa cząstkowa). Oczywiście władca oficjalnie rozkazuje Ci emitować te kwity „rozsądnie”, abyś nie zalał rynku bezwartościowymi śmieciami – wtedy bowiem on także nie mógłby zapłacić Twoimi kwitami za nic. Ale bynajmniej nie interesuje króla to, czy twoje „pieniądze” powodują inflację, czy nie, czy wywiązujesz się uczciwie ze swoich zobowiązań, czy nie. Królowi zależy tylko na tym, abyś zasilał jego budżet nieprzerwanym strumieniem kwitów. W ten sposób stajesz ponad prawem. Wszyscy poddani muszą przestrzegać prawa – nie wolno im okradać innych, oszukiwać ani sprzeniewierzać cudzej własności im powierzonej. Tylko Ciebie nie dotyczą te prawa. Masz prawo przyjąć złoto w depozyt i utracić je i nic Ci nie grozi, bo ochrania Cię król i jego mordercy nazywani wojskiem. Sojusz bankiera i władcy się dokonał, teraz już niewiele dzieli Cię od tytułu prawdziwego bankstera, albo raczej – przybocznego bankstera. Prawdziwym banksterem jest bowiem…

Bank centralny

Ludzie nie są idiotami – gdy zobaczą, że król pozwala Tobie emitować fałszywy pieniądz i gdy szereg bankierów podobnych Tobie upadnie pomimo ochrony króla, ludzie zechcą powierzać swoje pieniądze nielicznym uczciwym – Twoim konkurentom. Ci bankierzy, którzy emitowali mniej banknotów od Ciebie, maja większą rezerwę kruszcu w skarbcu, ciesza się zaufaniem i szacunkiem – jak Bank Amsterdamski w XVII wieku. Ty zaś jesteś powszechnie postrzegany jako oszust. W krótkim czasie okazuje się, że mało kto chce używać Twoich i króla pieniędzy i ludzie plują na Wasze kwity mające wartość śmieci. Ty jesteś bliski bankructwa, a król wściekły. Wówczas w Waszych głowach rodzi się iście diabelska myśl: zlikwidować konkurencję i uczynić Cię jedynym, legalnym emitentem banknotów. Król wydaje edykt, na mocy którego jedyną, legalną walutą są kwity bankowe emitowane przez Twój bank. Wszyscy inni emitenci kwitów na terenie królestwa zostają ogłoszeni fałszerzami, a karą za fałszowanie pieniądza jest śmierć albo ciężkie więzienie. Teraz władza króla i Twoja jest prawie nieograniczona. Po raz kolejny obiecujecie razem z Królem, że nie będziesz produkował zbyt wielu kwitów, aby nie zrujnować gospodarki. Ale tym razem nie masz złudzeń, że stałeś się banksterem – czyli władcą wszystkich ludzi w królestwie – włącznie z królem, który zależy od Ciebie tak samo, jak Ty od niego. Nie wchodzicie sobie w drogę – król pomaga Tobie, a Ty królowi. Finansujesz jego wojny milionami swoich banknotów, a król Cię uwielbia i płaci intelektualistom aby wychwalali Twoje usilne starania na rzecz walki z inflacją oraz deflacją. Stajesz się bankierem centralnym – bożkiem opłacanych przez państwo ekonomistów i profesorów uniwersyteckich.

Jeżeli zaś przypadkiem jakiś inny bankier  dostąpi zaszczytu zostania bankierem centralnym, a nie Ty, to Twoje przetrwanie zależy w 100% od tego, czy wstąpisz do kartelu. Musisz zaakceptować, że odtąd wszystkie pieniądze pochodzić będą od banku centralnego, będą nosić jego symbole, a Ty staniesz się tylko niewolnikiem króla i jego centralnego bankiera. Ale bardzo dobrze traktowanym niewolnikiem. Jeśli będziesz posłuszny, także skorzystasz z przywilejów udzielania kredytów ex nihilo, a w razie potrzeby wypłacenia deponentom ich nieistniejących pieniędzy, które Ty sprzeniewierzyłeś, bank centralny przyśle Ci transport kwitów bankowych w dowolnej ilości. Ty w zamian za to będziesz chronił interesów państwa oraz jego banku centralnego. Będziesz chętnie kupował obligacje rządowe za pieniądze z banku centralnego, aby sfinansować dług publiczny rządu powstały podczas wojen, wydatków socjalnych i infrastrukturalnych. Będziesz posłusznym i bogatym niewolnikiem – szalenie bogatym. Ale nigdy nie będziesz rządził systemem, gdyż centralny bankier oraz rząd w każdej chwili mogą odmówić Ci ratunku. Pamiętaj bowiem, że z powodu rezerwy cząstkowej, w efekcie której masz tylko 2,5% rezerw na pokrycie depozytów jakie przyjąłeś, w każdej chwili możesz zbankrutować – praktycznie cały czas jesteś bankrutem. I tylko bankier centralny oraz państwo mogą Cie uratować, gdy powinie Ci się noga. Jednak bądź posłuszny, a będziesz zawsze ratowany, kosztem podatników i zwykłych przedsiębiorców. Oni wszyscy muszą płacić swe długi, a jeśli nie maja z czego, muszą zbankrutować. Ty nie musisz płacić długów, nie możesz zbankrutować, bo masz przywilej. Bądź posłuszny a prawdziwi bogowie – państwo i bankier centralny – uczynią Cię półbogiem.

Witaj w świecie banksterów!

——————————————————–

Powyższa historyjka jest oparta na faktach. Jeśli interesują Cię daty, postaci, szczegóły, zapraszam do lektury znakomitej książki Jesusa Huerty de Soto: Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne. W rozdziale II: Historyczne przykłady naruszania zasad prawnych regulujących umowę nieprawidłowego depozytu pieniężnego autor ilustruje proces historyczny, który powyżej w skrócie przedstawiłem. Przyjemnej lektury!

Reklamy

4 odpowiedzi na „Z życia bankstera – specjalnie dla Głosu Ulicy.

  1. Pingback: Nowy tekst: Z życia bankstera – specjalnie dla Głosu Ulicy. | ANTISTATE

  2. Igen pisze:

    Wspaniała historia bankowości w pigułce:) czyta się jak opowiadanie, a merytorycznie też super, jak zawsze. Rozwinęłabym tylko kwestię dóbr kapitałowych wyższego i niższego rzędu, bo ktoś nie wtajemniczony może się zgubić w tym miejscu, jak sądzę.
    Jednym słowem, bardzo dobry tekst.

  3. rafaltrabski pisze:

    Dzięki 🙂 Nie chciałem tu pisać zbyt wiele o cyklu koniunkturalnym, dlatego dobra kapitałowe różnych rzędów nie są konieczne – chciałem tylko ukazać pokrótce mechanizm psucia bankowości i monopolizacji tej dziedziny.

  4. Pingback: Z życia bankstera – specjalnie dla Głosu Ulicy. « Psychoneurocybernauta inc!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s