Jak nakarmić lewiatana, czyli debata (anty)ekonomiczna Kaczyńskiego

Nie mogłem powstrzymać się od obejrzenia głośnej debaty ekonomicznej zorganizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość. Dyskusje na tematy gospodarcze niemal całkowicie zdominował bowiem obóz rządzący i zawłaszczył ją sobie jaśnie oświecony Donald i jego przyboczny minister anty-gospodarki, Jacek. Wszelkie głosy niezgodne z linią wyznaczona przez wodza PO i jego mistrza kreatywnej księgowości są bezwzględnie zwalczane lub w najlepszym razie ignorowane. Toteż ciekawy byłem, co do powiedzenia na temat gospodarki może mieć największy przeciwnik Tuska. Nie spodziewałem się zobaczyć niczego, co by mnie zaskoczyło i faktycznie, niczego takiego nie zobaczyłem, ani z ust uczestników nie usłyszałem.

Jakkolwiek debata i program PiS zostały zaprezentowane pod tytułem „Alternatywa”, trudno nazwać je prawdziwie alternatywnymi – a zapewne przynajmniej program ekonomiczny PiS miał być alternatywny wobec – jak się domyślam – polityki gospodarczej prowadzonej przez obecnie rządzących.

Jakkolwiek poczynania Platformy Obywatelskiej w dziedzinie ekonomii mogą przyprawiać o ciarki na plecach i z czystym sumieniem można nazwać je mianem programu wielkiej ruiny polskiego społeczeństwa – że wspomnę choćby o podwyżce podatku VAT, płacy minimalnej czy składki rentowej – to jednak partia Jarosława Kaczyńskiego nie odbiega daleko od tuskowej strategii „zasypywania dziury budżetowej czym tylko się da”. Oglądając debatę odniosłem wręcz wrażenie, że motywem przewodnim było ustalenie, czym nakarmić nienażartego, państwowego lewiatana. Faktu, że główną troską zaprzątająca głowy polityków i „ekonomistów” biorących udział w tym spotkaniu jest jedynie odpowiedni dopływ pieniędzy do budżetu państwa nie zamaskowała wielkoduszna deklaracja Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził na wstępie, że jego zdaniem działania ekonomiczne powinny być oparte o empatię. Jeżeli faktycznie o empatię, to chyba wobec pracowników Urzędu Skarbowego, bowiem jakieś 60% czasu debaty poświęcono mniej lub bardziej szczegółowym rozważaniom o tym, jak by tu uszczelnić system podatkowy.

Uszczelnianie wpływów podatkowych było motywem przewodnim profesora Witolda Modzelewskiego, który rozwodził się nad tym, jak to prawo polskie i europejskie nie chroni interesu publicznego, zaś podli, nieuczciwi przedsiębiorcy za pomocą przebiegłych oszustw nazywanych „nowelizacjami optymalizacyjnymi” zarabiaja na podatkach. Ubolewał także nad tym, że rzekomo

„Na podatkach się zarabia i coraz mniej tym zarabiającym jest budżet.”

Bardzo to osobliwa opinia, wedle której przedsiębiorca uciekający przed uciskiem podatkowym ze strony państwa „zarabia” na tym, że nie płaci haraczu do budżetu. W ten sam sposób wszyscy „zarabiamy” na tym, że nie płacimy gangsterom za „ochronę”, albo że nie jesteśmy okradani – takie wnioski należałoby wyciągnąć z logicznego rozszerzenia tezy profesora Modzelewskiego.

Wtórował mu profesor Kaźmierczak, który również apelował o uszczelnianie wpływów podatkowych i przestrzegał przed unikającymi płacenia podatków przedsiębiorcami. Panowie Ci powinni założyć kółko wzajemnej adoracji dla miłośników systemu podatkowego!

Wykazał się także znany socjalista, profesor Bugaj, który dał upust swoim fantazjom o radosnej, państwowej redystrybucji dóbr skarżąc się na to, że pomimo wzrostu gospodarczego notowanego przez ostatnie 20 lat, najwięcej wzbogacili się najbogatsi, co jest oczywista bzdurą, gdyż najwięcej wzbogacili się prywatni przedsiębiorcy, których za panowania poprzedniego – uwielbianego przez prof. Bugaja – systemu ekonomicznego, po prostu nie było w Polsce. Natomiast najbogatsza klasa społeczna tamtych czasów – członkowie politbiura i specsłużb mogli co najwyżej wzbogacić się tylko trochę, bowiem już i tak byli obrzydliwie majętni.

Co gorsza jednak, poza uskarżaniem się na wady kapitalizmu, który czyni zaradnych bogatszymi a leniwych biednymi, prof. Bugaj straszył:

„Dzisiaj ktoś będzie musiał tracić. To jest problem – jak dokonać redystrybucji.”

Och, ja sądzę, że dla takiego znawcy w kwestii sięgania do kieszeni „złych, samolubnych  bogaczy”, jakim jest profesor Leszek Bugaj, dokonanie właściwej redystrybucji nie będzie dużym problemem. Tym bardziej, jeżeli swoje postulaty zabierania jednym i dawania (nieco mniejszej części tego, co zabrane) innym, poprze starymi kłamstwami keynesowskiej szkoły ekonomicznej, której wyznawaniem sam sie podczas debaty pochwalił w poniższej wypowiedzi:

„Jeżeli tniemy wydatki (rządowe) to w praktyce każda obcięta złotówka oznacza taki sam ubytek krajowego popytu globalnego”

Na te słowa nóż sam się w kieszeni otwiera – najwyraźniej do świadomości profesora Bugaja nie dotarło nigdy, że budżet centralny swoje wydatki finansuje z pieniędzy uprzednio ukradzionych osobom prywatnym – te osoby muszą zatem liczyć się z „ubytkiem swego popytu”, ale to nie ma dla Pana Bugaja znaczenia, bo przecież państwo wie lepiej, kto powinien wydawać pieniądze i na co. Także nie wątpię, że sprawna organizacja państwowej redystrybucji dochodów przyszłaby prof. Bugajowi z dziecinną  łatwością.

Zresztą politycy PiS wierzą, że taka redystrybucja może być dokonana w sposób nieszkodliwy, a przynajmniej takiej drogi będzie szukała Beata Szydło:

„Musimy pomyśleć o takim systemie podatkowym, który będzie powodował, że pieniędzy do dyspozycji państwa będzie po prostu więcej, a nie będzie obciążeniem dla podatników.”

W ten sposób Pani Szydło stworzyła wyzwanie na miarę ekonomicznej nagrody Nobla, które można w skrócie przedstawić jako: jak zabrać podatnikowi pieniądze tak, aby mu ich jednocześnie nie zabrać? Ten, kto rozwiąże to zadanie, z pewnością nagrodę im. Alfreda Nobla z dziedziny ekonomii zdobędzie.

Na innego wielkiego reformatora ekonomii wyrasta być może także sam Jarosław Kaczyński, który, choć przez większość debaty pokornie milczał i słuchał innych uczestników, ośmielił się kilka razy zaprezentować cząstkę swej bezbrzeżnej mądrości. Zdaje się, że w głowie przywódcy Prawa i Sprawiedliwości rodzi się właśnie nowa, rewolucyjna teoria ekonomii, być może na miarę tej stworzonej przez Karola Marksa! Kaczyński bowiem pragnie zastąpić pojęcia takie, jak elastyczność podaży i popytu nowymi konstruktami, znacznie bardziej użytecznymi z perspektywy jego etatystycznego pojmowania gospodarki, mianowicie: elastycznością pauperyzacyjną, która miałby być niczym innym, jak „odpornością społeczeństwa na pauperyzację wielkich grup”. Były premier uchyla nam także rąbka wiedzy tajemnej z dziedziny prawa, gdy na zarzuty ze strony prof. Roberta Gwiazdowskiego pod adresem niepotrzebnej komplikacji przepisów przejściowych proponowanych w PiS-owskich projektach, odparł:

„Nie jesteśmy w stanie doprowadzić do tego, by wszystkie przepisy prawne były proste (…) tak niestety uczynić się nie da.”

Cóż, jeśli się nie chce, to się oczywiście nie da. A taki etatysta jakim jest szef PiS, z pewnością woli, aby podatnicy nie rozumieli prawa, które ich dotyczy, gdyż wówczas tym łatwiej będzie rzeszom urzędników i polityków żerować na obywatelach bezradnych wobec zniewalającej ich gęstwiny regulacji i przepisów.

Głosów rozsądku przemawiających za wolnością i deregulacją, za wolnym rynkiem i przedsiębiorczością było na sali niewiele. O ile prezydent i wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha – Robert Gwiazdowski i Andrzej Sadowski – zabierali w dyskusji głos rzadko i raczej zawiedli moje oczekiwania, to wykazał się tu prof. Andrzej Jabłoński, który wbrew panującemu w debacie klimatowi etatystycznego onanizmu, wyłożył postulaty upragnione przez wszystkich wolnych ludzi, każdego przedsiębiorce i pracownika w tym kraju:

„Realna gospodarka to nie budżet.”

Wbrew temu, co wydaje się pozostałym uczestnikom debaty, sadzącym, że zapewnienie stałego, rosnącego dopływu funduszy do państwowego skarbca jest rozwiązaniem wszystkich problemów gospodarczych. Oraz:

Miejsca pracy nie wynikają z wzrostu opodatkowania pracy czy nawet najbardziej finezyjnych programów rządowych, bo te są finansowane ze środków, które są odbierane z miejsca największej efektywności, miejsca, w którym wytwarza sie bogactwo.”

Niestety jego głos przeszedł bez większego echa, zbyty przez osobników pokroju Łukasza Hardta, piejącego bzdury o tym, że niby niemożliwe jest ograniczenie udziału państwa poniżej 45% PKB.

Na sam koniec wspomnę jeszcze o całkiem już kuriozalnym wystąpieniu profesora Jana Wojtyły, który wygłosił ognistą, szaloną i pełną nienawiści przemowę na temat rynku pracy, w której nie pozostawił suchej nitki na tzw. umowach śmieciowych. Jego zdaniem wszelkie „elastyczne formy pracy to wyzysk”, a najważniejszym zadaniem państwa jest ochrona pracowników przed chciwymi i nieuczciwymi pracodawcami, aby Polska nie cofnęła się do XIX-ego wieku i panującego wówczas wyzysku (profesor użył autentycznie tych określeń).. Jego zdaniem wszyscy pracodawcy powinni zostać mocno chwyceni za mordę i zmuszeni do zatrudniania na warunkach, jakie państwo uzna za właściwe dla pracownika – czyli przede wszystkim w oparciu o umowę o pracę. Nie obchodzi go zupełnie to, że wówczas wielkie rzesze ludzi obecnie pracujących na umowy zlecenie czy dzieło, nie dostałyby pracy wcale. Ważne, że przecież Rząd by o tych nielicznych pracujących na umowach o pracę dbał!

Za taką „ochronę” mojej pracy, ja osobiście, Panie Wojtyła, podziękuję, wole bowiem, jako osoba pracująca na umowie o dzieło, mieć pracę byle-jaką, niż nie mieć jej wcale na skutek proponowanej przez Pana „ochrony”.

Jakie z owej debaty płyną wnioski? Niewesołe, oczywiście. Takie, mianowicie, że gdyby PiS jakimś sposobem przejęło władze w kraju, żadna zmiana w dziedzinie gospodarki nie nastąpi, bowiem jedyne, co interesuje doradców i intelektualistów dyskutujących z politykami partii Kaczyńskiego, oraz samych jej polityków, jest to, jak nakarmić wiecznie głodną, państwową świnię na koszt podatników na których ta świnia sra.

———————————————————————————————————————

Dla tych, którzy chcą sobie opinie o owej debacie wyrobić na własny rachunek, zamieszczam linki do trzech pierwszych części:

Jedna odpowiedź na „Jak nakarmić lewiatana, czyli debata (anty)ekonomiczna Kaczyńskiego

  1. Pingback: Jak nakarmić lewiatana, czyli debata (anty)ekonomiczna Kaczyńskiego | ANTISTATE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s