Minimalna nędza gwarantowana

Ostatnio po sieci krążą materiały dotyczące inicjatywy mającej na celu wprowadzić w UE w życie pomysł zapewnienia każdemu obywatelowi minimalnego, gwarantowanego dochodu. Prawdopodobnie nawet Komisja Europejska nie jest tak durna, aby się na coś takiego zgodzić, a w razie, gdyby proponenci tej idei zdołali nawet zebrać potrzebny im milion podpisów, opinia ekspertów będzie negatywna, ale i tak z ciekawości postanowiłem sobie policzyć, ile taka bzdura mogłaby faktycznie kosztować.

Prawdopodobnie ludzie wierzący, że można to zrealizować sądzą, że pieniądze po prostu spadają z nieba, albo można je bezkarnie wygenerować w bankach bez żadnych konsekwencji gospodarczych. Gdyby tak było, nie istniałby wówczas dług publiczny, ani w ogóle deficyt budżetowy, bo EBC po prostu zadrukowywałby każdy brak funduszy nowymi paletami wypchanymi euro.

Wiara w to, że wydrukowanie nowych pieniędzy zwiększy dobrobyt ludności jest stara, jak świat. A jednak nadal są idioci wierzący, że dopisanie każdemu do rachunku bankowego kilku tysięcy uczyni nas bogaczami mogącymi żyć godnie.

Bo oczywiście zapewnienie każdemu godnego życia jest sztandarowym celem tej inicjatywy. Jak dowiadujemy się z materiału promocyjnego, chodzi wręcz o zapewnienie każdemu obywatelowi realizacji jego podstawowych praw, co gwarantuje mu przecież nawet 25 artykuł Powszechnej Deklaracji Praw człowieka:

„Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne świadczenia socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny.”

Co oznacza to zdanie? Nie mniej nie więcej, niż:

Nikt nie ma prawa uniemożliwiać innym dążenia do zdrowia i dobrobytu jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienia, odzieży, mieszkania, opieki lekarskiej i koniecznych świadczeń socjalnych, oraz prawa do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny.”

I tak należy to rozumieć. Jednak oczywiście zwolennicy dochodu gwarantowanego uważają, że „prawo” do tych wszystkich dóbr oznacza, że ktoś inny ma obowiązek im to zapewnić za darmo. Typowe pomieszanie znaczeń.

Zaintrygowany bzdurami znalezionymi w powyższym filmiku poszukałem też bredni posła Kalisza, który roztacza radosne nonsensy na ten temat.

Kalisz o DB:

Najlepsze są jednak zapewnienia Kalisza o tym, że dochó gwarantowany NIE wywoła inflacji!

Jakie są argumenty przemawiające za tym, że wypłacenie każdemu obywatelowi UE nie wywoła inflacji? Ano bardzo proste: przecież „to nie jest rozdawnictwo” (a nie jest, bo Ryszard Kalisz tak mówi, a jak on tak mówi, to znaczy, że tak jest ;-)). Innymi słowy, wystarczy inflacyjny wzrost podaży pieniądza nazwać odpowiednio, aby nie pojawiła się inflacja! Oto, jak można oszukać matematykę! Aż dziw bierze, że Kalisz nie ogłosił jeszcze, że dług publiczny nie jest wcale długiem, a deficyt budżetowy nie jest deficytem, lecz wręcz przeciwnie: jest nadwyżką! Jan Vincent Rostowski ma pod ręką takiego geniusza ekonomii, który mógłby jednym zdaniem zlikwidować dziurę budżetową, a on ignoruje talent Ryszarda Kalisza!

Skoro rozdanie ludziom po tysiaku euro miesięcznie za nic nie jest rozdawnictwem, to czym zatem jest? Kalisz wie i oznajmia nam, że jest to:

„To jest po prostu kwestia zapłaty za społeczną aktywność, bądź za pracę, ale jednocześnie my wszyscy zobowiązujemy się, że nikogo nie pozostawimy bez możliwości, bez dochodu, który jest mu niezbędny dla aktywnego życia. To nie jest pomyślane, jako zasiłek społeczny, to pomyślane jest jako forma aktywizacji społecznej.”

No proszę, a ja myślałem, że zapłatą za pracę jest pensja wypłacana człowiekowi przez przedsiębiorcę, który go zatrudnia. Myliłem się, ideałem będzie, jeśli to państwo wszystkim będzie wypłacało pensje i to niezależnie od tego, czy będą pracowali – przecież pieniądze im się należą, bo oni chcą żyć aktywnie! Chcą wchodzić w interakcje społeczne! A skoro chcą, to im się należy jak psu kość!

Najbardziej rozczulająca jest wiara Kalisza w to, że rozdanie ludziom „darmowych obiadów” w jakikolwiek sposób zaktywizuje ich do podjęcia produktywnej aktywności (a może i nawet pracy). Ciekawe ma postrzeganie świata, jeśli sądzi, że skoro człowiek który nie ma pieniędzy i głoduje nie chce pracować, ale jak mu damy pieniądze to zacznie szukać sobie pracy. Zawsze  myślałem, że jest na odwrót: ponieważ ktoś nie ma pieniędzy na jedzenie to zaczyna szukać pracy (ewentualnie, niestety, zaczyna kraść). A nie: ponieważ dostaję od państwa pieniądze, to jeszcze pójdę sobie do pracy – ten scenariusz wydaje mi się absolutnie nierealistyczny.

Ale dajmy już spokój sporom ideologicznym. CIekawa może być próba oszacowania w przybliżeniu, ile taki program wypłącenie każdemu Europejczykowi minimalnego dochodu mógłby kosztować.

Ryuszard Kalisz i inni zwolennicy tego rozwiązania twierdzą bowiem, że przyniosłoby to oszczędności względem obecnych – skomplikowanych i obsługiwanych przez rzesze urzędników – systemów pomocy socjalnej.

Trudno powiedzieć, jaka miałaby być wysokość takiego dochodu gwarantowanego. Gdyby oszołomom udało się zebrać milion podpisów, szczegóły opracować musiałaby dopiero Komisja Europejska. Załóżmy więc, że miałaby to być kwota równa przeciętnej płacy minimalnej. W 201 roku średnia płaca minimalna w państwach UE wyniosła 724 euro. Liczba ludności Unii Europejskiej to w przybliżeniu 507 milionów.

507.000.000 x 724 = 382.278.000.000

Czyli miesięcznie UE musiaałaby wypłącać mniej-więcej 382 miliardy euro swoim obywatelom. Rocznie daje to absurdalną kwotę 4.584 miliardy euro, czyli 4 i pół biliona. Roczny PKB całęj UE wynosi natomiast 16 bilionów. Czyli na wypłaty dochodu gwarantowanego trzeba by poświęcić 1/4 PKB całej Europy.

Poseł Kalisz sugeruje, że koszt dochodu gwarantowanego zostanie zrekompensowany oszczędnościami ze względu na likwidacje pomocy społecznej. Zobaczmy, czy to prawda.

W 2011 roku na pomoc społeczną wydaliśmy 25 mld złotych. Gdyby zamiast niej wypłacić 38 milionom obywateli po 724 euro miesięcznie, kosztowałoby to podatników 27 mld euro miesięcznie, czyli 324 mld euro rocznie. To daje z kolei 1382 miliardy złotych rocznie. Cały budżet państwa w 2011 roku wyniósł 665 mld złotych. Nie wiem, skąd poseł Kalisz zamierzałby wziąć te pieniądze, ale zaoszczędzonych 25 mld na pewno by mu nie wystarczyło. Nie pomogłoby nawet zlikwidowanie rent i emerytur (196 mld).

Być może niesłusznie zakładam że polski minimalny dochód gwarantowany byłby na poziomie średniej unijnej pensji minimalnej? Załóżmy, że KE uznałaby, że każde państwo ustali własna wartość minimalnego dochodu gwarantowanego na podstawie obowiązującej w tym kraju kwoty płacy minimalnej. W tym przypadku u nas wypłacano by obywatelom 1600 zł miesięcznie. W skali kraju koszty wyniosłyby wówczas 60.8 mld złotych miesięcznie, czyli 720 mld złotych rocznie. To nadal kwota większa od całego budżetu z roku 2011. Ryszard Kalisz posługuje się chyba jakąś odmienną matematyką, niż my.

Jeśli wziąć pod uwagę, że natychmiast wszyscy, którzy dotychczas za swoja pracę zarabiali tyle, ile wynosi płaca minimalna, lub niewiele więcej, przestaliby pracować, to całkowite PKB spadnie i wzrośnie jeszcze bardziej obciążenie dla pozostałych obywateli.

I teraz mamy dwa scenariusze:

Scenariusz numer 1 – umiarkowanie pesymistyczny – zakłada, że rządy nie wprowadzą żadnych dodatkowych regulacji, poza wypłacaniem owego gwarantowanego dochodu. W takim wypadku bardzo szybko – wbrew radosnym fantazjom Ryszarda Kalisza – wystąpi gwałtowna inflacja i okresowe niedobory niektórych produktów na rynku. Gdy zasileni w darmowy pieniądz ludzie rzucą się na sklepy, wykupią błyskawicznie część towarów, a producenci szybko zorientują się, że aby zachować rentowność produkcji, muszą podnieść ceny. Wkrótce poziom cen na rynku wzrośnie na tyle, że zniweluje efekt minimalnego dochodu – obywatel w zamian za ów minimalny dochód gwarantowany nie będzie mógł w sklepie kupić niemal niczego. Wówczas zapewne pojawią się głosy nawołujące do podnoszenia wartości dochodu gwarantowanego, co może doprowadzić do hiperinflacji i upadku euro.

Scenariusz nr 2 jest jeszcze bardziej groteskowy: w odpowiedzi, lub w obawie przed reakcją przedsiębiorców, rządy ustanowią ceny maksymalne, lub zakażą podnoszenia cen towarów i usług. Wówczas nie nastąpi co prawda wzrost cen na oficjalnym rynku, lecz zamiast niego nadejdą trwałe niedobory większości produktów, gdyż przedsiębiorcom nie będzie się w ogóle opłacało sprzedawać ich po cenach wymuszonych przez rządy. Wzrosną natomiast gwałtownie ceny tych samych dóbr i usług na czarnym rynku – tym bardziej, że tylko tam będzie można w ogóle je nabyć. Nastąpi zatem utajona inflacja, gdyż ceny czarnorynkowe nie są uwzględniane przez rządy. Ludzie będą otrzymywali dochód gwarantowany, za który jednak nie będą w stanie zakupić tego, czego potrzebują.

W obu przypadkach jedynym remedium może być likwidacja gwarantowanego dochodu minimalnego. Inne działania, jak próby zwalczania czarnego rynku w drugim wariancie, czy kontrola cen w wariancie pierwszym w celu uniknięcia hiperinflacji, doprowadzą do chaosu, upadku gospodarczego i potencjalnie mogłyby być pretekstem do przejęcia władzy przez skrajne ugrupowania. Skutkiem końcowym mógłby nawet być upadek Unii Europejskiej.

Właśnie dlatego nikt w Komisji Europejskiej nawet nie weźmie pod uwagę możliwości wprowadzenia tego poronionego pomysłu w życie. I całe szczęście.

Reklamy

6 odpowiedzi na „Minimalna nędza gwarantowana

  1. fffmadmin pisze:

    Projekt ma takie szanse jak wprowadzenie libertarianizmu 😀 Zabawne oni chyba sobie nie zdają sprawy z tego że ten dochód minimalny będzie musiał być niższy od najniższej krajowej bo inaczej nikt nie będzie chciał pracować. Oooo chyba ze to jest sposób na nieustawowe podwyższenie płac. Taka firma co płaci pracownikowi 1200 na miesiąc albo mu da 1600 albo on weźmie gwarantowany dochód minimalny i oleje pracę. 😀
    Ale w europie zrobi się dopiero wtedy mużynownia, Wszyscy do nas przyjadą nawet amerykanie:D

    • fffmadmin pisze:

      A sory nie widziałem tego co Kalisz powiedział ale lipa myślałem że dostanie się kasę bez pracowania. Słabi są na ich miejscu zażądał bym kasy dla każdego nawet tych co nie pracują. 😛

      • fffmadmin pisze:

        Właśnie wymyśliłem że to są utajeni libertarianie. Zniosą wszystkie dodatki socjalne i wprowadzą minimalny dochód gwarantowany a po roku go zniosą bo nie będzie na to kasy. Tusk natomiast stwierdzi że świadczenia socjalne były i tak słabe i nie ma sensu wznawiać ich działania. 😀

      • rafaltrabski pisze:

        Haha, taka teoria mi się podoba 😉

  2. fffmadmin pisze:

    Wiesz co innego jak po roku Tusk by to zabrał i zaczął znowu pobierać składki ale przywracania świadczeń socjalnych 😀 Buahaha

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s