Narodowy socjalizm zbawieniem dla Polski?

Wydawać by się mogło, że nawet przeciętnie rozgarnięty debil powinien rozpoznać różnicę między dwoma stanami: 0 oraz 1. Zero to nędza, jeden to dobrobyt. Podstawowa umiejętność odróżnienia jednego od drugiego nie wydaje się trudna do osiągnięcia. A jednak ludzie te dwa stany mylą. Powszechne są bowiem sentymenty do czasów PRL-u, zwłaszcza wśród ludzi starszych, a wśród młodzieży odzywają się głosy poparcia dla… narodowego socjalizmu. Ludzie, czy Was kompletnie pogięło?

Zacznę może od badania wykonanego przez CBOS, w którym pytano Polaków o wolny rynek i gospodarkę centralnie planowaną. Wyniki tego sondażu każdego racjonalnie myślącego człowieka doprowadziłyby do rozpaczy, albo do wybuchu niepohamowanego śmiechu. Wydawać by się mogło bowiem, że prawdziwi zwolennicy socjalizmu pojawili się w Polsce dopiero, gdy ustrój ten upadł! Jak to mówią: wszędzie jest lepiej, gdzie nas nie ma i taka logika chyba przemawia za opiniami Polaków.

Podobno tylko 30% z nas uważa, że wolny rynek jest lepszą formą organizacji gospodarczej od centralnego planowania państwowego. Polacy chcą też aby to rząd tworzył miejsca pracy i zatrudniał ludzi (85%). Pragną „darmowej” opieki zdrowotnej (85%) i państwowych przedszkoli (95%).

Początkowo przyglądając się tym liczbom nie bardzo rozumiałem, z czego może wynikać takie podejście moich rodaków. Po chwili dopiero uświadomiłem sobie, że ludzie po prostu nie rozumieją, że mogliby być bogatsi, gdyby tych wszystkich „darmowych” usług od państwa nie otrzymywali. Ludziom chyba wydaje się, że te wszystkie rzeczy – przedszkola, opieka zdrowotna itp. naprawdę są „darmowe” – to znaczy nie łączą ze sobą faktu płacenia potwornie wysokich podatków z wydatkami państwa na poszczególne dziedziny. Przeciętny Polak myśli chyba, że podatki i tak by płacił, niezależnie od tego, czy byłaby państwowa opieka zdrowotna i przedszkola, czy nie byłoby. A zatem, skoro już płaci podatki, to chce dostać w zamian od państwa coś w zamian. No to woła: niech rząd da mi pracę, niech da edukację dla moich dzieci, niech mnie leczy.

I tutaj trudno się dziwić Polakowi notorycznie rabowanemu przez bandytów z rządu, że chce, aby CI bandyci chociaż część zrabowanych pieniędzy mu oddali. Nie ma się też co dziwić Polakom, że nie są zwolennikami wolnego rynku, skoro… wolnego rynku w życiu na oczy nie widzieli. Bo ci, co widzieli, zobaczyli go za granicą i większość z nich postanowiła już do Polski nie wracać. Natomiast to, co nastało po demontażu PRL-u, z wolnym rynkiem ma tyle wspólnego, co zaprzęg konny z japońskim Shinkansenem[1]. Nad Wisłą panuje dziś ustrój bliższy znacznie socjalizmowi, niż wolnemu rynkowi. Jest to klasyczna dla państwo socjaldemokratycznych mieszanka kapitalizmu z państwowym interwencjonizmem. Mamy więc wysokie podatki, licencje, pozwolenia, koncesje i inne państwowe bariery które przetrącają kark drobnym przedsiębiorcom zanim zdołają oni nawet podnieść głowę ponad poziom drobnego ciułacza. Mamy duże post-państwowe quasi-monopole, które wciąż dominują na rynku, oraz wielkie firmy zagraniczne, które cieszą się z państwowych przywilejów i anty-konkurencyjnych warunków. Mamy też silne związki zawodowe terroryzujące przedsiębiorców i resztę społeczeństwa, niesprawne sądy, administrację, oraz rozrośnięty rząd z masą niepotrzebnych, szkodliwych ministerstw i urzędów, który jest jak nowotwór toczący polską gospodarkę i powoli ją zabijający.

Jednocześnie media i politycy wmawiają ludziom na każdym kroku, że panujący ustrój to wolnorynkowy kapitalizm zorganizowany pod dyktat „neoliberałów” – tajemniczej grupy wrogów ludzkości wyznających religię świętego kapitału – oraz oskarżają nieistniejący w Polsce „wolny rynek” za wszystkie problemy i szkody wywołane przez… państwo i socjalizm.

W takich warunkach niemożliwe jest, aby ludzie zapałali miłością do wolnego rynku, kapitalizmu i ogólnie aby żywili sympatię do wolności. Nastraszeni przez propagandę, zagubieni i niezdolni do przezwyciężenia nędzy kreowanej przez rząd, zaczynają wierzyć, że padli ofiarą „wolnego rynku” i „neoliberałów”. Naturalnym jest, że po ratunek zwrócą się do państwa i staną się wyznawcami etatyzmu i socjalizmu – w jakiejkolwiek, bardzo, lub jeszcze bardziej szalonej jego postaci.

Ostatnio zdarzyło mi się natknąć na typowego chyba przedstawiciela tej grup ludzi zagubionych i uwiedzionych iluzją potężnego państwa prowadzącego obywatela za rączkę. Pozwolę sobie zacytować fragmenty jego wypowiedzi:

„Tylko socjalizm może przywrócić Polsce (i nie tylko jej) siłę, a jej obywatelom – GODNE, LUDZKIE życie. SOCJALIZM. NIE totalitaryzm, NIE stalinizm. Tylko SOCJALIZM. Socjalizm bez prześladowań, bez zsyłek na Sybir, bez walki z religiami, bez zakazu wyjeżdżania na Zachód, i.t.d.”

Warto zauważyć na wstępie, że autor tych słów ma tendencje do demagogii i dramatyzowania okazywanego PODKREŚLANIEM najważniejszych jego zdaniem zwrotów i słów. Dzięki temu liczy na to, że jego absurdalne postulaty wydadzą się innym zasadne i sensowne. Co więc postuluje? No jakżeby inaczej, zależy mu na godnym i ludzkim życiu dla wszystkich – czyli z grubsza na tym, co ceni sobie każdy z nas. Kontrowersja rodzi się w sposobie, jaki chce to godne i ludzkie życie zapewnić. Jest to bowiem zmuszenie ludzi do życia w niewydajnym ustroju, który skazuje ich na stan ciągłego niedoboru, stanie w długich kolejkach, racjonowanie dóbr, oraz odbiera im wolność gospodarczą. Jeśli jest coś godnego w staniu kilka godzin w kolejce do sklepu z pustymi pułkami, to dziwną ma nasz socjalista definicję godności. Można powiedzieć, że jest to jakaś godność bitego psa.

„Należy upaństwowić duże przedsiębiorstwa i firmy i dać pracę WSZYSTKIM tym ludziom, którzy CHCĄ pracować. Zapewnić im tym samym nie tylko minimum niezbędne do życia, ale i GODZIWE życie, życie godne CZŁOWIEKA. By mieli nie tylko co jeść i gdzie spać (bo wielu NAWET tego PODSTAWOWEGO dobra NIE MA), by mogli nie tylko kształcić swe dzieci (bo teraz TAK WIELU rodzin na to nie stać), ale by mogli (by stać ich było) CHOCIAŻ ten raz, dwa razy do roku wyjechać gdzieś poza miejsce swego zamieszkania (CHOCIAŻ nad polskie morze, w góry, lub Mazury, Bieszczady), i by mieli też (by stać ich było na to) jakiś kontakt z kulturą – kino, teatr, opera, etc. …Jesteśmy przecież LUDŹMI.”

No tak, nie ma to jak stwierdzić coś oczywistego, z czym każdy musi się zgodzić – np.: że jesteśmy przecież ludźmi – i traktować to jako ostateczny argument na poparcie swoich postulatów, choćby nie miały one najmniejszego sensu. Nasz narodowy socjalista chce, aby każdemu człowiekowi ktoś zapewnił nie tylko podstawowe dobra: pracę, jedzenie, dach nad głową – to jest typowe dla socjalistów – ale także dobra luksusowe, jak wakacje poza domem i rozrywki kulturalne. Dziwnym trafem nie przyszło mu do głowy najprostsze i najbardziej uczciwe rozwiązanie, czyli aby każdy człowiek zapewnił sobie te dobra… sam, korzystając ze swoich możliwości, swojej pracy, swoich talentów i swojej wolności. Socjalista nie zastanawia się nawet przez chwilę nad tym, jakie ma prawo do zmuszania innej osoby, aby ta osoba coś mu zapewniła. Po prostu stwierdza, że „należy zapewnić” i już. Gdyby jeszcze pisał, że on powinien zapewnić, bo tego pragnie i uważa, że jest do tego zobowiązany, to w porządku – skoro taka jest jego potrzeba, aby dbać o innych ludzi i wyręczać ich z pracy, to nie ma sprawy. Każdy w końcu ma prawo dowolnie rozporządzać swoimi dobrami, pracą i czasem, także ów narodowy socjalista. Gdyby tego chciał, byłoby to nawet szlachetne z jego strony i mógłbym uznać go za dobroczyńcę. Jednak on wzywa, aby to inni zapewnili ludziom te wszystkie dobra. Chce, aby narodowo socjalistyczny rząd to zrobił: zabrał każdemu jego pieniądze, a potem z tych pieniędzy zaspokoił potrzeby biednych. Pokrętna logika zgodnie z którą to narodowo-socjalistyczne państwo ma decydować o dystrybucji dóbr wynika oczywiście z założenia, że osoba A powinna oddać innym osobom część swoich dochodów, gdyż osoby te „są przecież ludźmi”. Czyli samo istnienie uprawnia nas do odbierania innym osobom owoców ich pracy.

Co do kształcenia dzieci, na które nie stać „tak wielu” – nasz narodowy socjalista nawet nie raczy zauważyć, że obecne szkolnictwo jest PAŃSTWOWE i jest realizowane zgodnie z jego postulatami – rząd zabiera każdemu obywatelowi część jego dochodów, a potem wydaje te pieniądze na „bezpłatne” uczenie dzieci. Oczywiście bezdzietni też się na to składają w imię solidarności społecznej. Nie mamy więc wcale okrutnego wolnego rynku usług edukacyjnych, a jednak ludzi nie stać na tą darmową, państwową edukację. Jak to możliwe? Przecież państwo ją zapewnia! Za darmo! Czyżby należało pójść jeszcze krok dalej i dopłacać ludziom za wysyłanie dzieci do państwowych szkół? Czy wtedy wreszcie będzie ich na to stać? Obawiam się, że nadal, dziwnym trafem, nie będzie, ale myślę, że gdyby państwowy urzędnik zajął 10, albo najlepiej 20% pensji naszego narodowego socjalisty aby zafundować bezpłatną edukację jakiemuś biednemu dziecku, to bardziej by się on przysłużył społeczeństwu, niż wzywając innych do uznania jego ideologii. Ale zaraz, stop, przecież po co ten urzędnik? A może nasz narodowy socjalista po prostu sam, bez państwowego przymusu zaoferuje pomoc finansową dla jakiejś biednej rodziny, której nie stać na edukację dla dzieci? Czy to nie byłoby szlachetne i dobre? Czy to nie pomogłoby jakiejś osobie, która „jest przecież człowiekiem”? No, ale to byłaby wstrętna prywata, pokaz burżuazyjnej, wielkopańskiej dobroczynności! A nasz socjalista brzydzi się dobrowolną dobroczynnością zwykły ludzi, uważając, że lepsza jest przymusowa dobroczynność, gdy najpierw urzędnik siłą wydziera komuś pieniądze, wypłaca sobie z nich pensję, a potem z reszty funduje komuś innemu jakieś „dobro”. Zaprawdę, dobre to i szlachetne, a jakie godne!

Mamy też powołanie się na dane statystyczne!

„PONAD 800 000 dzieci w Polsce jest NIEDOŻYWIONYCH – to dane z tamtego roku. Teraz, głodujących może być jest JESZCZE WIĘCEJ. To oficjalne dane. A jakie są nieoficjalne ?”

Tamtego, czyli którego? Dane zebrane przez kogo? Jakieś źródło? I co to za stwierdzenie, że teraz „może głodujących może być jeszcze więcej. To oficjalne dane.”? Nie wiem, od kiedy „może być” to sformułowanie występujące w jakichkolwiek oficjalnych statystykach, ale nieoficjalnie uważam, że narodowy socjalista po prostu zmyśla i dorabia sobie do ideologii dowody empiryczne na poczekaniu. Zresztą dowody na co? Jakie ma dowody na to, że w ustroju socjalistycznym te 800 tys. dzieci przestaną głodować? Takie, że za PRL-u tego problemu nie było? A skąd on to może wiedzieć. Oczywiście, że peerelowska propaganda twierdziła, że żyliśmy w kraju bogatym, bez bezrobocia, bez głodu, za to pełnym ludzi szczęśliwych, kochających władzę ludową i Partię. Innej opcji po prostu być nie mogło. Jakby jakiś dziennikarz napisał inaczej, to następnego dnia byłby już bezrobotnym… stop, przecież w PRL-u nie było bezrobocia. Zatem trzeba chyba byłoby go zastrzelić, żeby nie psuł statystyk 😉 Ale już całkiem na serio: pierwszy raz spotkałem kogoś, kto naprawdę wierzy w propagandę z czasów PRL. Spójrzcie sami:

„Pytam się : Czy my żyjemy w jakimś średniowieczu, że ludzie głodują (bo za komuny to było NAWET NIE DO POMYŚLENIA), czy w XXI wieku ???”

Owszem, towarzyszu, może do pomyślenia było, ale już nie do wypowiedzenia, bo ten, co pomyślał, musiał milczeć. Inaczej święta spędzał na komisariacie a nie z rodziną. Stwierdzenie, że cokolwiek w PRL funkcjonuje źle oznaczało, że było się wrogiem władzy, albo nawet agentem kapitalistów, podżegaczem wojennym czy faszystą. Muszę więcej w tej kwestii wyjaśniać? To samo dotyczyło także przestępczości, towarzyszu.

„Pensje i wszelkie płace, oraz ceny powinny być odgórnie, centralnie sterowane przez państwo (płace adekwatne do cen, oraz do charakteru i ilości wykonywanej pracy), a wtedy i BĘDZIE MOŻNA rozliczać KAŻDY kolejny rząd za jego kadencję, gdyż będzie on ponosił PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za to, co dokonał, lub czego nie dokonał.”

Jeśli nadejdą czasy, że pensje i ceny będą centralnie sterowane, tak, jak wychwalanym przez narodowego socjalistę ustroju III Rzeszy, to na pewno nikt nie będzie mógł rządu z niczego „rozliczyć”. To rząd będzie ludzi rozliczał i rozstrzeliwał w razie potrzeby. Pełną odpowiedzialność, owszem, będzie rząd ponosił za ruinę w gospodarce, ale żadnemu z rządzących włos z głowy nie spadnie. Odpowiedzialność poniosą być może drugorzędni dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw, których się w charakterze kozłów ofiarnych zwolni, może zamknie do więzienie, ale decydenci w ustroju socjalistycznym zawsze pozostają poza zasięgiem systemu sprawiedliwości – którym także w pełni przecież sterują. A żaden prokurator nie odważy się oskarżyć swego władcy, ani żaden sędzia go skazać.

„A tak ? Co ? „Wspaniały” pan Donald Tusk i jego PO tłumaczą się, że „rząd niewiele może, bo przecież mamy wolny rynek”.”

Ależ rząd właśnie bardzo dużo może i bardzo dużo robi… aby ten wolny rynek dławić i niszczyć. W efekcie wolny rynek nigdy w Polsce nie istniał, a rząd osiąga kolejne sukcesy w niszczeniu przedsiębiorczości i drenowaniu kieszeni Polaków. Nie rozumiem zupełnie o co narodowemu socjaliście chodzi 😉

„To skoro mamy wolny rynek, to niechże rząd wykaże się przedsiębiorczością i nie „wypija krwi” z tego biednego narodu przeżerając pieniądze, które umęczony naród na nich płaci, TYLKO niech rząd SAM się utrzyma. Bo PRZECIEŻ MAMY WOLNY RYNEK.”

Tu się wyjątkowo z autorem zgodzę – idea, aby państwo miało samo się utrzymać, nie z podatków pobieranych przymusowo od obywateli, ale z dobrowolnych opłat za wartościowe usługi i dobra przez ten rząd produkowane, brzmi, jakby powyższy cytat pochodził z bloga jakiegoś anarchokapitalisty a nie wypowiedzi wojującego narodowego socjalisty! Autor najwyraźniej nie wiedział, co ma na myśli, bo gdyby wiedział, pewnie by tego nie napisał 😉 Ale skoro zaprzeczył samemu sobie i wszystkim swoim postulatom, to pozostaje mi tylko mu pogratulować i przyklasnąć temu jednemu postulatowi!

„A skoro rząd – jak tłumaczy – niewiele może, to Z JAKIEJ RACJI my – obywatele, mamy na niego płacić ?? PO CO w ogóle rząd, skoro niewiele on może? Po to, by brać TAK WIELKIE pieniądze, jakie bierze ??? Tak WIELKIE pieniądze za to, że NIC nie robi, a jeśli już podejmuje jakieś decyzje, to takie, które RUJNUJĄ nasz kraj, a Polaków zmuszają do „klepania” BIEDY ???”

Brawo! Masz wreszcie rację! Po raz pierwszy trafiasz, towarzyszu, w sedno! Rząd to złodziej, który nas okrada, marnuje nasze pieniądze i zdziwiony, że się tak szybko skończyły, natychmiast podwyższa podatki. Należy rząd zlikwidować, skończyć z grabieżą i… ale zaraz, zaraz… czy Ty czasem nie uważałeś się za narodowego socjalistę? 😀

No dobra, przejdźmy do konkretów:

„W polityce odgórnie sterowanej (pensje i ceny) OD RAZU znajdą się pieniądze na wszystko : na służbę zdrowia, na PKP, szkoły, uczelnie i bezpłatne studia, na domy dziecka (z których obecnie, w tak zwanej „WOLNOŚCI” i „DEMOKRACJI” komornik wyrzuca dzieci na bruk, jeśli dany dom dziecka nie ma pieniędzy), i na WSZYSTKO inne.”

O tak, jeśli centralny planista wyda edykt o dodruku pieniądza, to może go wydrukować dowolną ilość, a za te pieniądze zapłacić za wszystko. Tylko co się wtedy będzie działo z wartością tego pieniądza? Co się działo w latach 20-tych w Niemczech (które notabene byłby wówczas krajem socjalistycznym)? Ach, no tak, wystąpiła olbrzymia hiperinflacja i robotnicy musieli wydawać całą dniówkę jeszcze tego samego dnia, bo następnego ich wypłata była już bez wartości. W końcu pieniądz upadł i wszystko się skończyło. Ale co tam! Drukujmy i rozdawajmy pieniądze na tworzenie miejsc pracy, na szkoły, na szpitale, na kolej! Co z tego, że nauczyciele i kolejarze będą wychodzili z pracy z taczkami banknotów i będą obserwowali jak ich wypłata traci na wartości z dnia na dzień! Co z tego, że załamie się handel z zagranicą i z półek znikną prawie wszystkie towary! Będziemy za to mięli naprawdę duuuużo pieniędzy (i potanieje opał).

„Będzie też praca dla wszystkich, nie będzie żebraków i nie będzie bezdomnych, których tak wielu NIE JEST nimi z WŁASNEJ winy. Nie będzie upodlenia ludzi, jakie mamy obecnie. Nie będzie deptania godności tych ludzi.”

No tak, z pewnością znajdzie się też praca dla takich nieudaczników, jak narodowy socjalista który nie umie znaleźć się na normalnym rynku pracy, gdzie aby dostać pracę, trzeba zaoferować wartościowe, potrzebne komuś usługi lub sprzedać mu jakieś dobra. W nowym ustroju narodowy socjalista nie będzie musiał się starać, ani dawać z siebie wszystkiego, bo znajdzie zatrudnienie, zapewne w jakimś państwowym urzędzie, który będzie codziennie wypłacał mu dniówkę, najpierw w sporym pliku banknotów milion-złotowych, potem w taczce, a w końcu w wywrotce (dzięki czemu będzie też praca dla kierowcy wywrotki, o drukarzu nie wspominając).

„Ludzi ZESZMACONO, bo w tej „wolności” i „demokracji” liczy się TYLKO zysk. Obecna „wolność” i „demokracja” jest TYLKO dla bogatych i dla złodziei.”

No tak, stara śpiewka amatorów cudzego mienia. Przypomnę tylko, towarzyszu, że „zysk” nie bierze się z powietrza, tylko wynika z prostego procesu dobrowolnej wymiany między usługodawcą/sprzedawcą, a klientem. Osoba A coś wytwarza lub oferuje jakąś usługę, a osoba B chce jej za to zapłacić, bo uważa, że korzyść z tego dobra lub usługi jest większa, niż wartość pieniędzy, jakie za nie oddaje. Gdzie w tym jest jakieś „zeszmacenie”? Gdzie w tym jest jakaś kradzież? W przeciwieństwie do sytuacji, gdy wkracza rząd, który rozkazuje A, aby wyprodukowała coś za darmo dla B, sytuacja wolnorynkowej wymiany jest prawdziwą realizacją ludzkiej wolności i godności.

„DZIWNE, że za komuny jakoś NA WSZYSTKO pieniądze były. (a kartki i kolejki w na początku lat 80-ych były po prostu wynikiem naszej zależności od ZSRR-u. Trwała wówczas „zimna wojna” i ZSRR prowadził wyścig zbrojeń z USA, a że był on – ZSRR biedny i wszystkie pieniądze przeznaczał na zbrojenia, to dlatego pozostałe państwa Układu Warszawskiego musiały go utrzymywać, przesyłając do Sowietów żywność.”

Czy muszę naprawdę przypominać, że zimna wojna rozpoczęła się nie w latach 80-tych, tylko 50-tych, zaraz po rozwalcowaniu przez Armię Czerwoną tej niezwykle wydajnej, narodowo-socjalistycznej gospodarki hitlerowskiej, która zdaniem autora, doprowadziła do wielkiego dobrobytu Niemców? Swoją drogą, dobrobyt w III Rzeszy był tak wielki, że w 1941 roku brakowało drewna do remontowania torów kolejowych, a żywność, benzyna i każde inne dobro było racjonowane. Narodowy socjalista twierdzi, że „gdyby nie zimna wojna” – ale jakimś dziwnym trafem każde państwo socjalistyczne swoje środki ekonomiczne kieruje nie do zaspokajania potrzeb obywateli, nie do budowania dobrobytu i szczęścia mieszkańców, lecz na produkcję czołgów, karabinów i broni nuklearnej. Nie było jeszcze w historii państwa socjalistycznego ani narodowo-socjalistycznego, które skoncentrowałoby gospodarkę na produkcji towarów dla konsumentów. Zbieg okoliczności?

„A CÓŻ Z TEGO, że teraz półki są pełne, skoro TYLU ludzi nie stać na to, by sobie chociaż jedzenie kupić ???).”

To z tego, towarzyszu, że w socjalizmie nikt nie ma pieniędzy i nikt nie może niczego kupić, bo poza brakiem pieniędzy, brakuje też towarów na półkach. A nawet, jeśli narodowo-socjalistyczne państwo wydrukuje pieniądze dla głodnych obywateli, to i tak nie polepszy to ich sytuacji, bo pieniędzmi się nie najedzą. No chyba, że państwo wydrukuje jadalne banknoty 😉

„I DZIWNE, że dopiero po ’89 WSZYSTKO zaczęło się „rozsypywać”. Ludziom wmawiano, że zakłady są nierentowne, że zadłużone. I zwalniano ich.”

Może dla narodowego socjalisty jest to dziwne, dla mnie natomiast to oczywiste, że nierentowne, państwowe fabryki produkujące miernej jakości produkty, których nikt nie chciał dobrowolnie kupować i które nie mogły konkurować z zagranicznymi wyrobami, zaczęły upadać w momencie, gdy znikł państwowy przymus ich dotowania z kieszeni podatnika. Tak długo, jak długo fabryka traktorów otrzymuje wyrównanie strat z budżetu centralnego, może ignorować rachunek ekonomiczny i produkować bez oglądania się na koszty i rentowność produkcji. Gdy państwowe dotacje znikają, nagle pojawia się coś takiego, jak ZYSK i STRATA – pojęcia narodowemu socjaliście nieznane – które w magiczny sposób wyjaśniają, dlaczego upadły postpeerelowskie molochy.

Na sam koniec zostawiłem sobie peany autora na cześć III Rzeszy, a włąściwie to jej systemu gospodarczego.

„Tak więc socjalizm narodowy był ZALEDWIE jedną ze składowych tego, czym określa się faszyzm.”

Zgoda, był tylko częścią składową faszyzmu – ale bez pozostałych części składowych, to jest bez państwowego terroru, likwidacji mechanizmu cen rynkowych, likwidacji wolności gospodarczych i osobistych, socjalizm narodowy byłby niemożliwy do wprowadzenia. Wymagał on istnienia silnego, autorytarnego państwa policyjnego pilnującego każdego ruchu swych poddanych, w celu pełnej kontroli wszelkiej aktywności gospodarczej, politycznej i osobistej każdego Niemca. Tylko taka pełna kontrola pozwalała utrzymać tak długo centralne planowanie gospodarki i kierować strumień pracy, surowców i produktów do wybranych przez rząd sektorów gospodarki – głównie do sektora zbrojeniowego.

„TRZEBA powiedzieć, że socjalizm narodowy jest NAJBARDZIEJ KORZYSTNYM ustrojem dla danego kraju, jeśli chodzi o jego GOSPODARKĘ.”

Owszem – jeśli jako gospodarkę uznamy sektor zbrojeniowy, szykujący kraj do wielkiej wojny. Wówczas zignorowanie realnych potrzeb milionów konsumentów i skazanie ich na brak potrzebnych im towarów i usług jest niewielką dla państwa ceną w zamian za uzyskanie wydajnej produkcji broni i amunicji, oraz zaopatrzenia wojennego. Kosztem zubożenia całego cywilnego społeczeństwa. Obywatel nie odnosi żadnej korzyści z wyprodukowanych czołgów, armat i samolotów myśliwskich. Kapitał i praca na nie zmarnowane mogły być przeznaczone na produkcję dóbr konsumenckich i świadczenie usług dla normalnych ludzi.

„DLACZEGO Niemcy jako społeczeństwo TAK pokochali szalonego Hitlera, że dali mu się wciągnąć nawet w jego kolonialną politykę podbojów, oraz w jego chore przekonania światopoglądowe ?? Dlatego, że Hitler zrobił wcześniej Niemcom DOBRZE, poprzez wprowadzenie narodowego socjalizmu właśnie.”

A potem kochali go na pewno dalej, nawet wtedy, gdy młodzież z Volksturmu walczyła z sowieckimi żołnierzami na ulicach Berlina 😉 W rzeczywistości Niemcy tak bardzo kochali Hitlera, że zorganizowano całe mnóstwo prób zamachu na jego życie – rzeczywiście, był nadzwyczaj uwielbianym władca 😉 Józefa Stalina też uwielbiano, przecież po jego śmierci nawet miliony Rosjan płakało! To musi oznaczać, że Stalin wyrządził im wiele dobra, prawda?

„Ponad to w Niemczech zapanował ład i porządek – nikt nikogo w nocy nie napadł, nie zgwałcił, nie obrabował, nie pobił, nie zabił, nie włamywał się, i.t.d., gdyż skuteczność policji była wysoka, a karalność – odstraszająca ewentualne szumowiny do popełniania złych czynów.”

Zwłaszcza powstrzymało to szumowiny w mundurach SS przed masowymi egzekucjami na ulicach, organizacją obozów koncentracyjnych i czystkami etnicznymi! Niemcy byli niezwykle pokojowi i praworządni, nie ma co! Polacy, Żydzi, Ukraińcy czy Czesi chętnie potwierdzą!

„Dzięki narodowemu socjalizmowi Niemcy NIE TYLKO wyszły z kryzysu, ale jeszcze w DODATKU stały się POTĘGĄ GOSPODARCZĄ.”

Ech, powoli mam już dość tego mitu nazistowskiej potęgi gospodarczej… to może sięgnijmy do źródeł. Skoro poletkiem, na którym wspaniała gospodarka hitlerowska sprawowała się najlepiej, były zbrojenia, zobaczmy, jak sobie na tym poletku naprawdę radziła:

„Najgorzej było z amunicją czołgową. We wrześniu 1939 roku podstawowym czołgiem Wehrmachtu był PzKpfw II z działkiem kalibru 20 mm. Takiej amunicji było na stanie 5% zakładanego, czteromiesięcznego zapasu, a więc na sześć dni wojny.”[2]

Tymczasem narodowy socjalista określa tą nieudolność jako wielki sukces:

„Tak WIELKI sukces gospodarczy pozwolił Niemcom na to, że stały się one także wielką potęgą militarną (POMIMO, że na zbrojenia i nowoczesne technologie militarne przeznaczano OGROMNE sumy pieniędzy, to MIMO to naród niemiecki, cywile, żyli nadal na TAK WYSOKIM poziomie materialnym, kulturalnym, i.t.d., że inne narody mogły jedynie zazdrościć i marzyć o takim poziomie).”

O tak, z pewnością wiele narodów zazdrościło Niemcom. Jakoś chyba nie było wśród nich Szwajcarów, Francuzów, Anglików, czy Szwedów albo Norwegów. Tymczasem nie były to kraje narodowo-socjalistyczne.

No, już powoli zbliżamy się do finału:

„Do czego zmierzam? Do tego, że wprowadzenie ustroju gospodarczego, jakim jest narodowy socjalizm odwróciło by polską sytuację (biedę i kompletny bałagan) o STO OSIEMDZIESIĄT stopni ! Musimy to sobie uświadomić.”

O tak, faktycznie, bieda i kompletny bałagan zamieniłyby się w nędzę i absolutny porządek, totalitarny porządek, gdzie volkssłużba powołana przez narodowego socjalistę patrolowałaby ulicę w poszukiwaniu „szumowin” i gdzie państwo decydowałoby o naszych pensjach i cenach towarów. Nie byłoby przestępczości – przynajmniej prywatnej, bo zastąpiłaby ją oficjalna przestępczość państwowa, w postaci nacjonalizacji przedsiębiorstw, zaboru mienia, wypędzenia obcych kapitalistów (przy okazji zapewne znacjonalizowano by ich kapitał), i aresztowaniu neoliberałów. Istny, narodowy ordnung!

„Więc socjalizm upadł NIE DLATEGO, że był „niewydolny ekonomicznie” (to NAJWIĘKSZA BZDURA w jaką uwierzyła większość ludzi ogłupiana przez media, tak publiczne, jak i komercyjne. I niestety – NADAL wielu wierzy, że tak było), ALE DLATEGO, że sami WYSOKO POSTAWIENI komuniści tego CHCIELI.”

Jasne, że chcieli, bo widzieli, że jeśli ten nieefektywny gospodarczo ustrój będą próbowali holować na siłę jeszcze trochę dłużej, to ich obywatele rozszarpią na strzępy. A to, że przy okazji złodziejska elita komunistów zdołała ustawić się finansowo do końca życia demontując stary ustrój i decydując o korzystnym dla siebie kształcie nowego, nie podlega dyskusji. Nie zamierzam spierać się, że Partia nie dbała o dobro narodu przy oddawaniu władzy, tylko o zapewnienie swoim ludziom dobrobytu i bezpieczeństwa. Nasi komuniści byli mądrzejsi od komunistów rumuńskich i uniknęli ich losu – a szkoda.

———————————————————————————————————————

[1] – Shinkansen (新幹線)- super-szybki pociąg japoński.

[2] – Wiktor Suworow, Dzień „M”.

Reklamy

10 odpowiedzi na „Narodowy socjalizm zbawieniem dla Polski?

  1. janek pisze:

    A Islandii tam nie było ? 😛

  2. niedźwieć pisze:

    Dyskusje kapitalistów z socjalistami zawsze kończą się niczym. Argumenty po obu stronach mają tę samą siłę, bo nigdzie i nigdy nie istniały te dwa systemy w czystej formie. W socjaliźmie wartością jest człowiek – realną wartością. W kapitaliźmie wartością jest pieniądz – wartość wymyślona. Socjalizm jest zbyt zaawansowanym systemem, żeby chciwe móżdżki go pojęły. Ludzkość na komunizm nie jest jeszcze gotowa, ale to nadejdzie.

    • ładna pisze:

      Obyś miał rację.

    • rafaltrabski pisze:

      Nie ma znaczenia, co jest rzekomo „wartością” w socjalizmie, gdyż socjalizm nie może tych wartości w żaden sposó chronić. Socjalizm oznacza, że wszyscy mają mieć po róno. A ponieważ tak to już jest na świecie, że jedni rodzą sie uzdolnieni, przedsiębiorczy, albo po prostu rodzą się w bogatej rodzinie, a inni rodzą sie mniej zdolni, albo w biednej rodzinie, to nie maja po równo. SOcjalizm postuluje, aby zabrać bogatszemu i dać biedniejszemu. Ponieważ bogatsi – co zrozumiałe – nie chcą być ograbiani z tego, co do nich należy, trzeba stosować wobec nich przemoc albo groźbę przemocy, aby oddali. STosowanie przemocy jest niemoralne i samo w sobie to już przekreśla brednie o tym, jakoby rzekomo socjalizm dbał o ludzi. SOcjalizm nie dba o ludzi – socjalizm jest narzędziem grupy trzymającej włądzę na wywłaszczenie bogatszych, oddanie trochę biedniejszym i zabranie reszty dla siebie.
      W socjalizmie aby uzyskać korzyść stosuje się przemocy, zabiera się jednym i daje się innym. W kapitalizmie, aby uzyskać korzyść, trzeba pracować, produkować i świadczyć innym ludziom usługi, które oni potrzebują – co przysłuży się i producentowi i klientowi. POieniądz nie jest celem samym w sobie – a jeśli dla kogoś jest, to taki człowiek jest nienormalny – tylko dobrobyt jest celem. Dobrobyt mój, a w celu osiągnięcia dobrobytu muszę robić coś pożytecznego dla innych, bo inaczej nie kupią moich usług ani towaró i nie osiągnę dobrobytu. Tak więc chęć bogacenia się jest w kapitalizmie obustronnie korzystna.

  3. ładna pisze:

    „Jak to mówią: wszędzie jest lepiej, gdzie nas nie ma i taka logika chyba przemawia za opiniami Polaków.” —– Człowieku… i EGOISTO, powiedz to tym RZESZOM rodzin i ludzi, którzy „klepią” SKRAJNĄ biedę w wyniku twojej ZAFAJDANEJ „wolności” 🙂 i demokracji” :).
    Pogięło CIEBIE.
    Łatwo jest pisać taki BZDURY, gdy się samemu ma wszystkiego pod dostatkiem (albo W NADMIARZE) i nie dostrzega (albo – NIE CHCE się dostrzegać) SKRAJNEJ biedy i cierpienia innych tą biedą spowodowanego.

    „Początkowo przyglądając się tym liczbom nie bardzo rozumiałem, z czego może wynikać takie podejście moich rodaków.” ———- „Moich rodaków”??? Piszesz o ludności Żydowskiej???

    „Nie ma się też co dziwić Polakom, że nie są zwolennikami wolnego rynku, skoro… wolnego rynku w życiu na oczy nie widzieli.” ———————- No ba! Prawdziwego socjalizmu TEŻ w Polsce nigdy nie było. To, co było przed ’89 r., to był reżim komunistyczny, w dodatku walczący z religiami. A reżim ten (mordowanie patriotów) wynikał z działalności żydo-komuny.
    Sama komuna nie była by zła.
    Ale mimo, że nie był to prawdziwy socjalizm, a jedynie jego karykatura, to I TAK wówczas ludziom żyło się dużo, dużo lepiej (mimo, że ZSRR zabierał nam różne produkty, co było przyczyną pustych półek, kartek i kolejek w pierwszej połowie lat 80-ych).

    • rafaltrabski pisze:

      Jeśli komus żyło sie lepiej w kraju gdzie musiał stać w kolejce po papier toaletowy, gdzie musiałczekać 20 lat na swoje mieszkanie, gdzie za krytykę włądzy mógł stracić pracę/wylecieć ze studiów, skąd nie mógł pojechac na wakację za granicę, gdzie nie mógł kupić żadnych dobrych towarów, to gratulacje – widać jedni lubią życie w dobrobycie (kapitaliści) a drudzy wolą życie w nędzy (socjaliści). Co kto lubi. Byleby jedni nie narzucali swojego systemu drugim. Jak Pani lubi stać w kolejkach i jeść ocet, to przecież nie musi Pani kupować nic innego poza octem i może Pani stać sobie przed sklepem po kilka godzin, zanim Pani wejdzie i dokona zakupu. Pani wola. Byleby mnie Pani nie zmuszał do życia takiego, jakie Pani lubi.

  4. ładna pisze:

    „Kontrowersja rodzi się w sposobie, jaki chce to godne i ludzkie życie zapewnić. Jest to bowiem zmuszenie ludzi do życia w niewydajnym ustroju, który skazuje ich na stan ciągłego niedoboru, stanie w długich kolejkach, racjonowanie dóbr, oraz odbiera im wolność gospodarczą. Jeśli jest coś godnego w staniu kilka godzin w kolejce do sklepu z pustymi pułkami, to dziwną ma nasz socjalista definicję godności.” ————————– Widzę, że masz kłopoty z czytaniem :). To NIE socjalizm był przyczyną pustych półek, lecz nasza zalezność od ZSRR-u, który prowadził wyścig zbrojeń w USA, więc pozostałe kraje Układu Warszawskiego (także i my) musieliśmy go utrzymywać.

    A ponad to: NAWET, GDYBYŚ miał rację, to CO jest większym odarciem człowieka z godności: to, że musi szukać po sklepach zakupów tu i tam, bo półki w większości są puste (ale podstawowe produkty do życia BYŁY), czy też to, że wyrzuca się rodzinę na bruk, że ludzie śpią pod mostami, że zamarzają na śmierć zimą, że nie mogą związać końca z końcem, że żebrają, że grzebią po śmietnikach, że nie mogą się leczyć, nie mogą kształcić dzieci, itd???

    • rafaltrabski pisze:

      Pisz o przypadkach skrajnej nędzy w kapitalizmie i twierdź jednocześnie, że w komunizmie skrajnej nędzy nie było – seems legit

      Jest Pan trollem na niskim poziomie. Polecam spróbować swoich sił na Wrogach Wolności.

  5. ładna pisze:

    I w zw. z powyższym: KTO rzeczywiście ma DZIWNĄ definicję wolności??? 🙂
    Za socjalizmu NIKT nie był „bitym psem”.
    A nawet gdyby tak było, to bity pies ma większą godność, niż pies zabity (za czym ty się opowiadasz – czyt.: za kapitalizmem).

    • rafaltrabski pisze:

      Nikt nie byłbity? Polecam zapoznać się z pojęciami: WIelki Głód na Ukrainie, WIelki Terror, Rewolucja Bolszewicka, NKWD, rewolucja kulturalna w CHinach, Mao Tse Tung, GuŁag,itp. Jeśli to jest „bardziej godne” traktowanie ludzi, niż życie w kapitalizmie – któy owszem, skazuje człowieka na ryzyko niepowodzenia i na to, że może mu się nie powieść, ale nie strzela do niego, nie głodzi go rekwizycja żywności, nie zsyła do obozów koncentracyjnych, – to mamy definitywnie odmienne rozumienie moralności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s