Moje uwagi do deklaracji PL – aborcja

Przeczytawszy wnikliwie nową wersję Deklaracji Politycznej opublikowanej przez Partię Libertariańską – na razie wciąż działająca nieoficjalnie – postanowiłem pokusić się o niezbyt rozwlekły komentarz do niektórych jej punktów, które wzbudziły moje wątpliwości, ale także pochwalić wiele innych, zwłaszcza tych, których treść wybiegła zdecydowanie dalej, niż sądziłem, że polscy libertarianie sobie na to pozwolą. Na szczęście zabiegi autocenzury mające na celu zyskanie większej popularności i sojuszników z mniej skrajnych środowisk zwykłych liberałów, nie przesłoniły twórcom Deklaracji prawdziwego celu ani idei, co mnie cieszy. Ale starczy już tego przydługiego wstępu, zajmijmy się konkretami! Zacznę od punktu, który wzbudzi siłą rzeczy najwięcej emocji w społeczeństwie i na scenie politycznej i który może być kamieniem u szyi PL.

ABORCJA

„Problematyka dopuszczalności oraz wykonywania aborcji pozostaje jedna z najbardziej złożonych i kontrowersyjnych. Jest ona również przedmiotem rożnych ocen moralnych. Kwestia ta wywołuje silne emocje, których wyrazem jest miedzy innymi język debat jej dotyczących, odnoszący się z jednej strony do „zabijania nienarodzonych” oraz do „prawa kobiet do decydowania o własnym ciele” z drugiej. Libertarianizm wypracował dwie dominujące perspektywy dotyczące tej kwestii. Część libertarian opowiada się za prawem kobiety do dokonania aborcji (tzw. pozycja pro-choice), część jest temu przeciwna (tzw. pozycja pro-life).
Partia Libertariańska nie zajmuje oficjalnego stanowiska wobec problematyki aborcji, nie będzie zatem prezentować żadnych rozwiązań jej dotyczących. Każdy członek Partii Libertariańskiej posiadać będzie w tej kwestii pełna autonomie, tj. będzie miał prawo odnosić się do niej wedle własnego sumienia. Podczas glosowań nie będzie narzucana dyscyplina partyjna. Partia Libertariańska stanowczo sprzeciwia się jednak pomysłom refundowania aborcji z budżetu państwa.”

Cóż, na samym początku Partia Libertariańska wykazuje swoją słabość, jaka jest ugodowość i postawa możliwie jak najbardziej neutralna, która ma umożliwić nie narażenia się żadnej ze stron. To, że kwestia aborcji jest kontrowersyjna nie jest powodem, aby libertarianie mogli w związku z tym wyrzekać się fundamentów, jakimi są prawa naturalne. Moja opinia w tym względnie będzie ostra, oparta na rozumowaniu logicznym operującym jedynie prawem do samo-posiadania i zasadą nie-agresji, które stanowią podstawę filozofii libertariańskiej i bez których libertarianizm przestaje być libertarianizmem. Zacznijmy zatem od samo-posiadania:

Samo-posiadanie to prawo włąsności do samego siebie – swojego ciała. Tylko Ja mam prawo decydować o sposobach używania swojego ciała.

Z powyższego wynika, że tylko osoba A może decydować o tym, gdzie będzie znajdować się jej ciało, w jakim powinno znajdować się stanie, a także czy ma wchodzić w interakcje z ciałami innych osób oraz z przedmiotami nieożywionymi. Drugim fundamentem jest aksjomat nie-agresji, wynikająca poniekąd z powyższego samo-posiadania i chroniące je:

Aksjomat nie-agresji mówi, że inicjowanie przemocy wobec kogokolwiek jest niemoralne i niedopuszczalne.

Z powyższego wynika, że przemoc będąca odpieraniem zainicjowanej przez inna osobę/osoby agresji, jest dopuszczalna, pod warunkiem, że jest to przemoc skierowana tylko i wyłącznie wobec inicjatorów agresji i osób im pomagających. Jeśli akcja obronna zaatakowanego prowadzi do zranienia osób postronnych, wtedy ta broniąca się osoba także staje się inicjatorem przemocy – wobec osób postronnych. Jak te zasady mają się do kwestii aborcji? Czy postulat zwolenników tzw. pro-choice, uważających, że każda kobieta powinna mieć wybór, czy dokona aborcji, czy nie, jest dopuszczalny w świetle powyższych? Ponieważ nie jestem lekarzem, podobnie, jak większość zwykłych libertarian nimi nie jest, przyjmę założenie – będące być może wygodnym uproszczeniem (i niektórzy to uproszczenie potraktują jako niedopuszczalne) – że jajo płodowe jest człowiekiem od chwili zapłodnienia. Nie od zagnieżdżenia, nie od nastego tygodnia, któregoś tam miesiąca, czy momentu, kiedy zaczyna wyglądać jak człowiek, tylko od chwili zapłodnienia. Za logiczne uzasadnienie tego stanowiska uznaję to, że w momencie, gdy plemnik przenika ściankę jaja, naturalne mechanizmy biologiczne – już bez świadomej ingerencji człowieka – doprowadzą do tego, że jajo zmieni się w człowieka. Chyba, że inny człowiek je zniszczy, lub zniszczy zarodek, lub zniszczy płód. Ci wszyscy, którzy nie zgadzają się na zaproponowaną przeze mnie granicę, muszą wskazać inne, lepsze kryterium, jakim kierują się w określeniu, kiedy mowa już o „istocie ludzkiej” a kiedy nie.  Tylko przyjęcie ostrej, jasnej granicy dla momentu, kiedy będziemy mówili o człowieku pozwala nam kontynuować rozważania nad dopuszczalnością – lub nie – aborcji. Mając już definicję człowieka od momentu poczęcia, możemy przejść do sedna.

W którym momencie zarodek staje się człowiekiem?

Zwolennicy wolnego wyboru powołują się na prawo kobiety do decydowaniu o swoim ciele, które – jak wiemy jest tylko i wyłącznie jej własnością i nikt nie ma prawa go zawłaszczać. W porządku, zgodzę się, że nikt nie ma prawa świadomie zawłaszczać innego człowieka, ani pasożytować na nim. Jednakże ludzki płód nie posiada nie tylko wolnej woli, ale także świadomości swojej sytuacji ani tym bardziej, realnej możliwości nie-pasożytowania na organizmie matki. Nie jest agresorem, który z premedytacją zawłaszczył sobie kobiecą macicę. Jego sytuacja przypomina raczej sytuację nieprzytomnego człowieka podrzuconego przez znajomych na czyiś ogródek. Czy uznamy, że prywatny właściciel tego ogródka ma prawo zamordować tego nieprzytomnego człowieka podrzuconego tu niezależnie od swojej woli i nieświadomego, gdzie jest ani co się z nim dzieje? Większość – jeśli nie wszyscy – libertarian uznałaby że właściciel ogrodu popełniłby zwykłe morderstwo zabijając nieprzytomnego „intruza”. Tak więc musimy tak samo traktować ludzki zarodek i wszystkie jego późniejsze stadia. Nie musimy nawet teraz zadawać pytania: co jest wartością ważniejszą? Wygoda i swoboda kobiety w dysponowaniu swoim ciałem, kontroli nad własnym samopoczuciem, zdrowiem i komfortem, czy życie innego człowieka – płodu? Jeżeli jako libertarianie konsekwentnie szanujemy i wierzymy w zasadę nie-agresji i prawo człowieka do samo-posiadania, to musimy przyznać, że prawo płodu do życia jest niezbywalne i nie może przewyższać go komfort ani swoboda kobiety. Zabicie płodu będzie zatem morderstwem, tak samo, jak morderstwem byłoby zabicie nieprzytomnego intruza znalezionego rano na naszym trawniku. Żaden libertarianin nie może zgodzić się na inicjowanie agresji, ani tym bardziej na morderstwo. Nie można też nazwać aborcji obrona przed agresją, gdyż – niezależnie od tego, jak niekorzystnie ciąża wpływa na samopoczucie i zdrowie matki – płód nie jest inicjatorem agresji. Tak samo, jak pozbawione świadomości i wyboru co do miejsca wzrostu nasionko dębu nie ma wpływu na to, że w przyszłości rozsadzi korzeniami położony obok chodnik, tak płód nie decyduje o tym, czy szkodzić samopoczuciu i zdrowiu matki. Wszystkie procesy przebiegają automatycznie, zgodnie z biologicznym programem zakodowanym w jego DNA. Identycznie jak to ma miejsce z nasionkiem dębu.

Gwałt

No dobrze, ale co z gwałtami? Czyż nie jest okrucieństwem i podłością zabronić zgwałconej kobiecie pozbyć się ciąży wynikającej z gwałtu? Czyż jest moralne zmuszać ją, aby urodziła dziecko pochodzące z gwałtu? Ten problem budzi skrajne emocje, gdyż gwałt jest najprawdopodobniej najobrzydliwszą rzeczą, jaką można zrobić drugiemu człowiekowi poza trwałym okaleczeniem i zamordowaniem go. Gwałt budzi w pełni uzasadnione obrzydzenie, pogardę i nienawiść wobec sprawcy. Gwałt jest rażącym przykładem agresji i podeptania cudzego prawa samo-posiadania. Musimy jednak pamiętać, kto naprawdę jest sprawcą gwałtu, kto jest tutaj inicjatorem przemocy, napastnikiem i kto zasługuje na każdą formę odwetu, ze śmiercią włącznie. Nie jest nim z pewnością płód. Jest nim tylko i wyłącznie gwałciciel, który zasługuje na odpowiednie potępienie i karę. Nie jest tematem tego tekstu rozważanie, jaka kara jest odpowiednia dla gwałciciela, zatem wracając do tematu: skoro płód nie jest winny agresji, nie można go zabić. To oczywiste, że płód i ciążą wynikające z gwałtu przyniosą matce wiele cierpienia,nieraz powiększając poziom upokorzenia, traumę i mogą przypominać ofierze o gwałcie i jego sprawcy. Nie uprawnia nas to jednak do wyżywania się na niewinnym i bezbronnym płodzie. Nie można być winnym czynów, które dokonał inny człowiek, tym bardziej nie można być winnym czegoś, co stało się przed naszym urodzeniem. Tylko szalona, patriarchalna, anty-ludzka religia chrześcijańska chlubi się ohydną ideą „grzechu pierworodnego”, który jest zaprzeczeniem logiki sprzecznym z łańcuchem przyczynowo-skutkowym i obrazą dla ludzkiego rozumu. Zatem płód w żadnym razie nie jest „winny” cierpieniom zgwałconej kobiety. Tak jak śmierci człowieka nie jest „winny” 3-gramowy fragment ołowiu obleczony w gram stali wolframowej wystrzelony z karabinu, lecz strzelec, który nacisnął spust. Winny jest gwałciciel i to na niego spada nie tylko wina za samo cierpienie ofiary w momencie gwałtu, ale także za całe jej cierpienie podczas ciąży wynikającej z tego gwałtu. Tak więc jeżeli libertarianie powołujący się na przykład zgwałconej kobiety wezwą do okrutnej, sadystycznej zemsty na gwałcicielu, zgoda. Jednak jeśli wzywają do popełnienia morderstwa na niewinnym płodzie – zgody na to wyrazić nie mogę.

I nie wyrażam jej bynajmniej nie dlatego, że podoba mi się, że gwałcona kobieta cierpi musząc donosić niechcianą ciąże – absolutnie mi się to nie podoba, budzi to we mnie jeszcze głębszą nienawiść do gwałcicieli, szczerze takiej kobiecie współczuję i uważam, że należy zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby gwałtów i ciąż w ich skutek było jak najmniej, aby nie było ich wcale. Nie wyrażam tej zgody z uwagi na konsekwencje w stosowaniu zakazu inicjowania agresji i konsekwencję w stosowaniu prawa naturalnego. I pytam wszystkich tych, którzy opowiadają się po stronie pro-choice: jak możecie nazywać się libertarianami, skoro dopuszczacie arbitralne uchylanie fundamentalnych praw naturalnych pod wpływem silnych emocji, jakie odczuwacie w związku z problemem gwałtu? Skoro bowiem przyznajecie, że wolno zabić niewinny płód, to dlaczego nie wolno zabić nieprzytomnego intruza podrzuconego na Wasz ogród w nocy? Albo dlaczego nie wolno rzucić granatu w tłum w którym ukrywa się strzelający do Was napastnik? Albo przyznajecie, że nie wolno używać przemocy wobec osób, które nie stosują jej wobec Was, albo nie nazywajcie siebie libertarianami.

Zagrożenie życia

Pozostaje jeszcze jedna, bardzo rzadka kategoria sytuacji, kiedy rozważa się dopuszczalność aborcji: gdy ciążą bezpośrednio zagraża życiu i zdrowiu matki. W tym miejscu potrzebny jest krótka dygresja. W sytuacji, kiedy działania innego człowieka przynoszą nam szkodę, prowadzą lub mogą prowadzić do uszczerbku na naszym zdrowiu lub nawet do naszej śmierci, mamy do czynienia z agresją. Mamy wówczas prawo do zastosowania wszelkich środków niezbędnych, aby ochronić siebie przed obcą agresją, z działaniami mogącymi prowadzić do poważnego uszczerbku na zdrowiu a nawet smierci agresora włącznie. Większość z nas instynktownie czuje przy tym, że ofiara napaści ma prawo do odpowiedzi co najmniej tak samo brutalnej, jak działania napastnika, a nawet o wiele brutalniejszej. Chociaż zasadniczym celem obrony przed cudzą agresją jest ocalenie siebie przed jej skutkami, to jednak wydaje się zasadne, aby napastnik musiał obawiać się, że wszczęta przez niego agresja może nie tylko zostać skutecznie odparta, ale także przynieść mu poważne straty, ze śmiercią w pewnych przypadkach włącznie. W innym wypadku agresorzy nie mieliby motywacji do rezygnowania z napaści, gdyż mogliby na niej jedynie zyskać, a nie mogliby ponieść strat – nie istniałoby ryzyko zniechęcające do inicjowania agresji. Jeśli na ulicy bandzior podchodzi do mnie na ulicy i zamierza się na mnie pięścią, zabicie go strzałem z ukrytego w kieszeni pistoletu może wydawać się reakcją bardzo brutalną, ale jest w pełni usprawiedliwione i uzasadnione – nie wiem, czy atak skończy się na jednym ciosie, czy bandyta po ogłuszeniu mnie nie skoczy mi na głowę w podkutych metalem glanach, albo nie udusi mnie gołymi rękami. Jeśli to możliwe, najlepiej będzie, jeśli mój strzał nie okaże się śmiertelny, a jedynie skutecznie powstrzyma bandytę i zatrzyma jego agresywne działanie. Jeśli jednak trafię w wątrobę, serce, aortę lub mózg a bandzior umrze w ciągu kilku minut lub zginie na miejscu, trzeba powiedzieć: trudno! Podjął śmiertelne ryzyko i zapłacił za nie najwyższa cenę. jako inicjator agresji zgodził się na to, że wystawia swoje zdrowie i życie zagrożenie i przegrał. Całe szczęście dla mnie.

Czy zatem matka, której życie jest zagrożone przez płód ma prawo bronić go przy użyciu wszelkich dostępnych środków? To wątpliwa kwestia. Płód nie jest świadomym agresorem inicjującym przemoc. Jest raczej jak bezwolne nasionko wielkiego dębu, które wpadło w szczeliny między płytkami chodnika i w przyszłości rozsadzi ten chodnik nie mając żadnej możliwości wyboru. Taki jest poziom świadomości i wolnej woli płodu, oraz takie są fizyczne możliwości zmiany miejsca wzrostu ludzkiego płodu – żadne. Niewątpliwie usunięcie ciąży jest morderstwem. Morderstwo dopuszczamy tylko w przypadku bezpośredniej samoobrony, lub obrony czyjegoś życia i zdrowia. To, że płód nie ma żadnego wpływu na to, że szkodzi matce, uprawnia ją do zrobienia wszystkiego, aby zniwelować niebezpieczeństwo płynące ze strony płodu, ale nie uprawnia jej do jego zabicia. Zatem tak długo, jak długo mamy możliwość uratowania zarówno życia matki, jak i płodu – bezwzględnie musimy ratować ich oboje – nie wolno nam poczynić żadnych kroków, które doprowadzą do zabicia ani matki ani dziecka. W sytuacji, gdy płód może zabić matkę a jednocześnie nie jest zdolny do przeżycia poza jej macicą – możemy dosyć łatwo udzielić odpowiedzi. Aborcja jest jedyną szansą aby ocalić chociaż matkę, podczas, gdy dziecko i tak skazane jest na śmierć. Tutaj decyzja kobiety o rezygnacji z aborcji byłaby formą świadomego samobójstwa dokonanego przez nią – do czego ma ona oczywiście prawo, ale nikt inny nie może jej do tego zmusić. Są to jednak łatwiejsze warianty. Teraz zajmę się trudniejszym; sytuacją, gdy mamy do czynienia z grą o sumie zerowej, czyli gdy przeżycie dziecka wyklucza się wzajemnie z przeżyciem matki. Są to sytuacje tragiczne ale bardzo rzadkie. Nie zamierzam wikłać się tutaj dyskusję o szeregu sytuacji pośrednich, czyli w to, przy jakim prawdopodobieństwie śmierci kobiety, należy zgodzić się na aborcję – czy przy 70%, 75%, 80% czy może 95%? Piszę o sytuacji, kiedy dokonujemy wyboru między życiem kobiety a dziecka, gdy nie możemy już uratować obojga, a tylko jedno z nich. Oczywiste dla mnie jest, że w świecie, gdzie wszystkie wartości biologiczne są w rzeczywistości niemożliwe do ustalenia, a lekarze mogą jedynie szacować wielkość szans, w praktyce prawie nikt nigdy nie będzie mieć pewności że oto mamy do czynienia właśnie z sytuacją „albo kobieta, albo dziecko”. Granica po której szansa przeżycia obojga jednocześnie spada do zera jest płynna, zatem zawsze będzie to indywidualna decyzja matki, ojca, w pewnym stopniu lekarzy, którzy informują pacjentkę o jej stanie i sytuacji. A zatem? Czyje życie jest ważniejsze? Kobiety, czy jej dziecka? Kto powinien o tym decydować? Czy w ogóle jakikolwiek człowiek powinien o tym decydować czy musimy pozostawić to naturze? Pozostawienie spraw naturze nie wchodzi w grę od momentu, kiedy powstała nowoczesna medycyna i możemy być pewni, lub prawie pewni, że w danym przypadku matka nie przeżyje z powodu ciąży, a my mamy możliwość ją ocalić. Wówczas nie uratowanie jej nie będzie wyrazem pogodzenia się z naturą, lecz świadomym wyborem: wyborem życia dla dziecka i śmierci dla jego matki. Z drugiej strony odwrotna decyzja będzie wyborem życia dla matki i śmierci dla jego dziecka. Pierwszą i jedyną tak naprawdę osobą, która jest uprawniona do decydowania o swoim życiu lub śmierci, jest osoba posiadająca sama siebie – czyli matka. Siła rzeczy jej nienarodzone dziecko nie jest zdolne decydować o swoim życiu lub smierci. Jeżeli więc matka stoi przed tym wyborem, musimy pozostawić to tylko i wyłącznie jej własnemu sumieniu. Nie wolno nam ani zmuszać jej do zabicia dziecka, ani zmusza jej do popełnienia samobójstwa. Z drugiej strony, czy wolno nam po dokonanej aborcji oskarżyć ja o morderstwo? Nie sądzę. Jeżeli w ogóle, to być może o zabójstwo w samoobronie. To nadal była dość prosta sytuacja. Respektujemy prawo człowieka do obrony własnego życia. A co z obrona czyjegoś życia? Jeżeli do bliskiej mi osoby ktoś celuje z pistoletu, mam prawo go uprzedzić i zastrzelić. Postawmy się w sytuacji ojca dziecka, którego żona znajdująca się w śpiączce umrze, jeżeli nie zostanie dokonana aborcja. Czy powinien bronić dziecko czy swoją żonę? Sytuacja byłaby identyczna, gdyby mogąc wynieść z płonącego domu tylko jedną osobę, musiał decydować, czy wynieść z pożaru swoja sparaliżowana żonę czy niemowlę. Nie istnieje tutaj odpowiedź uniwersalna, znana całemu społeczeństwu – odpowiedź musi sobie dać w każdym indywidualnym przypadku ten konkretny człowiek. Problem wynika z samego zaistnienia możliwości wyboru, która pojawiła się wraz z rozwojem naszej wiedzy i poziomu medycyny. Oczywiste jest, że dylematy takie obce były ludziom w minionych wiekach, kiedy kwestie życia i śmierci były dla ludzi „wolą bożą”, na którą nie umieli wpływać. Nie uważam bynajmniej, aby sytuacja takiego wyboru i pozostawienie go indywidualnej jednostce były wyjściem komfortowym, jednak uważam, że pozostawienie tej decyzji państwu, grupom religijnym czy organizacjom byłoby jeszcze gorszym rozwiązaniem. Jeżeli natomiast chodzi o ciąże, które nie są zagrożeniem dla życia, tylko dla zdrowia mogąc prowadzić do powstania trwałego na nim uszczerbku – np. ślepoty jak w słynnej sprawie A. Tysiąc – musimy zgodzić się, że życie płodu jest ważniejsze, niż dobre zdrowie matki. Przeżycie danej osoby jest wartością wyższą, niż utrzymanie jej dobrego stanu zdrowia. Np. mając do wyboru: ocalić czyjeś życie kosztem amputacji kończyny wybierzemy amputację. Chyba, że sam pacjent wybierze „dobry stan zdrowia” ryzykując swoją śmierć – ma do tego prawo, w przeciwieństwie do nas. A zatem skoro dobre zdrowie osoby A jest wartością mniejszą niż życie osoby A, a życie osoby A jest taką samą wartością, jak życie osoby B, to dobre zdrowie A nie może być ważniejsze od życia B. Zatem nie wolno nam pozbawić dziecka życia, aby zachować dobre zdrowie jego matki. Ktoś mógłby odpowiedzieć na to, że przecież tej samej matce pozwolilibyśmy zastrzelić bandziora grożącego jej odcięciem palców u dłoni, mimo, że bandzior grozi jej jedynie pogorszeniem stanu zdrowia, a nie śmiercią (abstrahuję tutaj od kwestii tego, czy i jaka jest szansa, żeby osoba z odciętymi palcami zmarła z wykrwawienia, załóżmy, że nie choruje ona na hemofilię i odcinamy tylko mały palec a potem przypalamy kikut palnikiem). Jednak bandzior może odstąpić od swojego zamiaru i świadomie inicjuje agresję, tak więc świadomie zaryzykował swoje własne zdrowie i życie (niezależnie od tego, że może mu się wydawać, że jest bezpieczny, bo nie wie, że kobieta ma np. pistolet półautomatyczny w kieszeni). Nienarodzone dziecko byłoby ofiarą agresji zainicjowanej przez matkę, gdyby ta dokonała aborcji, aby chronić swoje zdrowie.

Być może w powyższych rozważaniach pominąłem pewne sytuacje i przypadki, które są ważne, być może moje rozumienie praw naturalnych jest błędne, wobec czego liczę na konstruktywna krytykę tego komentarza. Osobiście uważam, że Partia Libertariańska powinna być absolutnie konsekwentna w stosowaniu libertariańskich zasad i sformułowania dotyczące aborcji zawarte w jej deklaracji politycznej są niezadowalające a jej stanowisko jest formą dyplomatycznego uniku i bezsensowną próbą zachowania neutralności w tym kontrowersyjnym temacie.

Reklamy

5 odpowiedzi na „Moje uwagi do deklaracji PL – aborcja

  1. Pingback: Moje uwagi do deklaracji PL – aborcja | ANTISTATE

  2. Gruntz pisze:

    Jajo w momencie zapłodnienia NIE JEST istotą ludzką, to zaledwie dwie połączone komórki. Takie twierdzenie prowadziłoby do absurdów i chronienia komórek – plemników i komórek jajowych jako potencjalnych „ludzi”, co jest nonsensem. Z powyższego wynika, że BARDZO DOBRZE, iż partia libertariańska nie stara się zajmować w tej kwestii żadnego stanowiska. Kwestia kiedy komórka staje się człowiek to wciąz kwestia wiary religijnej. A my, jako libertarianie, nie będziemy narzucac innym poglądów rleigijnych, ani mówić kobietom co mają zrobić ze swoją ciążą. Z libertarianizmu w żaden sposób to nie wynika, i jest conajwyżej konsekwencją osobistych przekonań danej osoby.

    • rafaltrabski pisze:

      Nie jest, ponieważ? Albo inaczej: czym w takim razie jest? Homikiem? Mówisz, że tylko „połączonymi komórkami” – a czym jest człowiek dorosły? Też „tylko” połączonymi komórkami, wniosek: człowiek dorosły też nie jest istotą ludzką, w sensie jakościowym niczym nie różni się od zapłodnionego jaja – jest tylko w innym stadium rozwojowym i tyle. Wyznaczenie granicy od której uznajesz zarodek/płód za człowieka jest niebezpieczne, bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tą granicę przesuwać dowolnie w czasie. Ktoś stwierdzi, że jego 3 letni syn też nie jest człowiekiem, bo nie jest tak rozwinięty duchowo i intelektualnie, jak osoba dorosła i co wtedy? Może go zabić, czy nie? Przecież to „tylko połączone komórki”, a nie człowiek 😉 Zresztą nie postuluje ochrony plemników ani samych niezapłodnionych komórek jajowych – one same z siebie nie zmienią się w człowieka, inaczej, niż zapłodniona komórka jajowa, która nieuchronnie – jeśli jej nie zabijemy – zmieni się w człowieka. Libertarianizm jasno – może nawet najbardziej dobitnie ze wszystkich ideologii – wypowiada się na temat zabijania: poprzez aksjomat nieagresji. Nie wolno mi zabić poza sytuacją, gdy ktoś zagraża mojemu życiu lub zdrowiu i koniec. W przeciwnym wypadku inicjuję agresję i jeśli mi się uda jestem winny morderstwa. Jeśli będę hodował koty ale nagle „odwidzi mi się” dalsza hodowla, to mam prawo je zabić? Moim zdaniem nie – nieważne nawet czy to ludzie. I jeszcze jedno: jak kobieta uprawia seks, to musi liczyć się z prawdopodobieństwem zajścia w ciążę. Jak już w nią zajdzie, to staje się odpowiedzialna za dziecko przynajmniej w tym stopniu, że dopóki jego biologiczne przeżycie jest od niej uzależnione – do momentu urodzenia – nie może go zabić (chyba, że ciążą zagraża jej własnemu życiu). Potem niech odda dziecko, jeśli go nie chce. Poza tym: nie chcesz zabijać, to nie zachodź w ciąże. Nie żyjemy w średniowieczu, są środki antykoncepcyjne które są bardzo skuteczne, a połączenie kilku metod na raz jeszcze bardziej. Odpowiedzialność to jest to, co łączyć się powinno z wolnością. W praktyce nie jestem za państwowym zakazem aborcji, zresztą to i tak jest nieskuteczne, natomiast jestem za ostracyzmem społecznym wobec osób jej dokonujących. Ja bym ręki nie podał babce, która postanowiła zabić płód, bo nie chce mieć dzieci. Mogła oddać dziecko, a ciążą przynajmniej nauczyłaby ją, żeby się lepiej zabezpieczała – jak nie chce mieć dzieci to niech łyka tabletki, używa jakichś tam żelów czy spiral a od partnera wymaga używania prezerwatywy. Są zresztą chirurgiczne operacje podwiązywania jajowodów, tez bardzo skuteczne. Jakiś tam promil i tak zajdzie w ciążę nawet prawidłowo się zabezpieczając – ale to nie jest pretekst do zabijania według mnie.

      • Gruntz pisze:

        Oczywiście, że dla mnie połączenie plemnika z komórką, to jeszcze nie jest człowiek. To zlep komórek, nic więcej. Nawet ortodoksyjny konserwatyści katoliccy – np. Tomasz z Akwinu, przyjmowali, że płód staje się człowiekiem dopiero w którymś tam tygodniu (po kilkudziesięciu dniach). Przeganiasz więc w swym podejściu największe konserwy 🙂 Jest to sprawa arbitralna, i nie do ustalenia na bazie nauki w chwili obecnej – kiedy płód staje się człowiekiem to sprawa wiary i przekonań. Ludzie którzy myślą, że człowiek staje się człowiekiem w momencie połączenia plemnika z komórką jajową, to ZDECYDOWANA mniejszość w społeczeństwie. Narzucanie im takiego poglądu to musiałby być zamordyzm. Bardzo słusznie więc, że Partia Libertariańską nie podejmuje się rozwikłania tego dylematu. Gdyby PL miała w sprawie aborcji zająć jakieś stanowisko to byłoby ono zupełnie inne niż sądzisz – i PL prędzej poparłaby legalność aborcji niż jej zakaz. PL ma tylko dwa wyjścia w tej kwestii: ogłosić legalność aborcji, albo neutralność – czyli, że jest to kwestia osobistych przekonań każdego członka partii. Wszyscy znaczący libertarianie – od Rothbarda po Hoppego byli za depenalizacją aborcji. Ktoś kto myśli, że Partia Libertariańska mogłaby stanąć na stanowisku zakazu aborcji po prostu pomylił adres – konserwatywni liberałowie, kolibry mogą być za takimi zakazami, ale nie partia libertariańska.

      • Św. Tomasz z Akwinu żył w czasach, w których biologia i medycyna były na dużo niższym poziomie, niż obecnie (np. nikt nie wiedział, co to jest DNA). Obecnie obrońcy życia, w tym „zacofany” Kościół, opierają swoją tezę o człowieczeństwie od chwili poczęcia na współczesnej nauce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s