Państwo to religia

Etatyzm to najpotężniejsza religia istniejąca na świecie – chrześcijaństwo, judaizm czy islam mogą tylko pozazdrościć kultowi państwa ilości gorliwych, ślepych wyznawców, oraz zasięgowi ich wiary, która objęła cały świat.

Wyznawcy państwa zdradzają wszelkie objawy religijnego zaślepienia:

a) Traktują państwo jako byt nadrzędny, święty, byt, wobec którego nie wolno dopuszczać się bluźnierstwa (obraza głowy państwa i urzędników, niszczenie „symboli państwowych” itp. jest ścigane).

b) Są fanatycznymi misjonarzami i inkwizytorami swej wiary zmuszając innych, aby także czcili ich bożka, poddając ostracyzmowi tych, którzy tego nie robią, ośmielając się oddawać pokłony wolności.

c) Odrzucają wszelkie racjonalne argumenty i dowody na to, że ich bożek jest fałszywy i zły wykazując patologiczne, bezwarunkowe uzależnienie od jego istnienia („skoro państwo szkodzi gospodarce, potrzebujemy zatem jeszcze więcej państwa!”).

d) Gotowi są zabijać w jego obronie i robią to cały czas, od dwóch stuleci.

e) Przez dwa stulecia powstało wiele odłamów państwowej religii, które przyjęły nazwy narodów i państw: Polska, Stany Zjednoczone, Francja, Egipt, Chiny itp. Jednakże stare kulty robią wszystko, aby zwalczać każdy przejaw powstawania nowego kultu, np. zwalczając ruchy narodowościowe Basków czy Irlandczyków.

f) Wierzą, że ich bożek może ingerować w każdą dziedzinę ludzkiego życia i jest ostatecznym autorytetem.

g) Maja swoje obrzędy (głosowania) i sakramenty (wydawanie dowodu osobistego, aktu małżeństwa).

h) Państwo ma kapłanów – urzędników – wśród nich wysokich hierarchów – parlamentarzystów i ministrów – oraz wyznawców – rzesze pokornych podatników i klientów pomocy społecznej.

i) Istnieje herezja karana nawet śmiercią: nie płacenie podatków oraz „zdrada” wobec państwa.

W jednym religie państwowe są znacznie sprytniejsze i potężniejsze od zwyczajnych, opartych na kulcie istot nadprzyrodzonych, religii: kult państwa rozwija się i błyskawicznie dostosowuje do zmieniających warunków, korzystając z najnowszych zdobyczy techniki, kontrolując przemiany społeczne i gospodarcze. Dzięki temu religia państwowa przetrwa znacznie dłużej, niż inne rodzaje religii, będąc odporną na nowinki nauki i kontrolując sposób myślenia swoich wyznawców za pomocą mediów – które są bez wyjątku pro-państwowe.

Inna kwestią jest to, że etatyzm to religia politeistyczna – bożków wyznaje się dziś setki. Niektórzy to potężne bóstwa, jak Stany Zjednoczone, CHRLD, Federacja Rosyjska czy Republika Francuska, jednak większość to pomniejsi bożkowie, tacy, jak Chile, Belgia czy Irlandia. Wyznawcy poszczególnych kultów mogą zmienić wyznanie bez znaczących, negatywnych konsekwencji przeprowadzając się do innego państwa. Jest jednak – tak, jak w przypadku tradycyjnych religii – jedna rzecz niedopuszczalna: ateizm. Odpowiednikiem ateizmu w kulcie etatystycznym jest anarchia, oraz jej przejawy, jak bezpaństwowość, agoryzm, czarny rynek. Ateizm jest poddany krytyce z każdej strony: apologeci państwa krytykują każdego, kto nie chce składać ofiar (podatków) na rzecz któregokolwiek z bożków (najczęściej powołując się na moralny obowiązek składania hołdu ich bożkowi), straszą także przed rzekomo tragicznymi skutkami wprowadzenia ateizmu (według nich anarchia musi doprowadzić do powszechnego stanu wojny i grabieży oraz wywołać nędzę), oraz nawołują do coraz gorliwszego wzmacniania kultu. Ateiści nie maja lekko żyjąc wśród wyznawców państwa, gdyż na każdym kroku spotykają się z przymusowymi daninami na kościół (paragony w sklepach), oraz zmuszeni są przestrzegać przykazań lokalnego kultu (prawo administracyjne itp.). Nawet wyznawca obcego bożka ma lepiej na danym terytorium, niż anarchista – jego wyznanie jest bowiem w gruncie rzeczy identyczne, lub bardzo podobne, a różnica polega głównie na imieniu pana jego, a nie na doktrynie. To dowodzi, że w istocie jest jeden tylko bóg wszystkich etatystów na całym świecie – jest nim państwo, we wszystkich jego wcieleniach i boskich reinkarnacjach.

Jak można ten kult zwalczać? jest to niesłychanie trudnym zadaniem, bowiem religia państwowa rozpanoszyła się tak brutalnie, że zagarnęła każdy skrawek lądu i morza (tworząc nawet prawo międzynarodowe tam, gdzie nie obowiązują przykazania żadnej z sekt, oraz tam, gdzie potrzebny jest konsensus między nimi: cóż za etatystyczny ekumenizm!). Ateiści nie mają możliwości ucieczki na żadną ziemię neutralną – o ile przed buddyzmem, judaizmem czy chrześcijaństwem można uciec i się od niego odgrodzić, o tyle od państwa odciąć się jest znacznie trudniej. Państwo zagarnęło wszystkie ważniejsze dziedziny życia ludzkiego – od pieniądza po małżeństwa – zmuszając tym samym człowieka chcącego robić cokolwiek, aby wchodził w kontakt z etatystyczną religią i poddawał się jej dogmatom i woli jej kapłanów. innymi słowy; dla anarchistów nie ma miejsca w obecnym świecie, o ile chcą żyć pełnia życia: handlować, prowadzić firmy, brać śluby i wychowywać dzieci. Wszystkie te dziedziny są podporządkowane woli boskiej (państwowej) i regulowane przez jego przykazania. Ateiście pozostaje życie pustelnika kryjącego się w jaskini i wykradającego resztki z przyświątynnych śmietników. A religijni fanatycy i te resztki pragną pustelnikom odebrać – na przykład dążąc do likwidacji gotówki z obiegu, aby wykluczyć niekontrolowany przez nich handel i pracę. Pozbawienie anarchistów środków do życia byłoby ostatecznym sukcesem etatystycznej religii.

Jednakże jest też nadzieja. Wszak tysiąc lat temu dla ateisty także nie było miejsca na świecie – gdziekolwiek by się nie zjawił, każdy niemal aspekt jego życia musiał być zgodny z normami ustanawianymi przez księży/immamów/szamanów, albo groziło mu wykluczenie/uwięzienie/stos. Nawet wierzący przecież Jan Hus zapłacili najwyższą cenę za swoją krytykę pod adresem kościoła katolickiego. Nie wolno było nawet złego słowa napisać przeciwko wszechwładzy kapłanów, grabieży i uciskowi ich kościołów nad ludnością, oraz fałszu ich doktryn. Jednak wraz z narodzinami druku i reformacją, krytyka religii przestała być nierealna wraz z rozpowszechnieniem treści pisanych a proces postępował aż do dziś, gdy za bycie ateistą w wielu częściach świata nie grozi już śmierć. To daje nadzieję także nam – ateistom etatyzmu.

Naszą prasą drukarska jest internet (lub sieć Tor, jeśli okaże się, że agenda nowego porządku świata zechce zwykły internet całkowicie ocenzurować i poddać kontroli absolutnej), a obecnie znajdujemy się w tym analogicznym momencie historycznym, w jakim żyli dawni wolnomyśliciele w renesansie. Wolno nam mówić o państwie źle i już nas za to nie rozstrzeliwują, nie wieżą ani nie prześladują zbyt gorliwie. Oczywiście nadal są wyjątki, a w niektórych miejscach (USA), opresja religii państwowej narasta, zamiast słabnąć, zaś potęga lokalnego kościoła państwowego powiększa się. Jednak myślę, że proces wyzwalania naszych umysłów z okowów państwowej iluzji nie zostanie powstrzymany i z czasem doprowadzi nas do punktu, w jakim obecnie znajdują się ateiści zwykłych religii.

Mimo wszystko bowiem ateizm trwa i nie umiera. Czarny rynek rozwija się wszędzie na świecie i jest go tym więcej, im bardziej inkwizytorzy państwa starają się dokręcać śrubę w podatkowej machinie tortur. Coraz więcej autorytetów przyznaje, że globalna wojna z narkotykami – sztandarowa kampania wojenna „omnipotentnej” władzy państwowej – to kompletna klęska a zwykli ludzie przestają liczyć na państwo. Świadomość, że system socjalny i interwencjonizm doprowadzić mogą tylko do nędzy i katastrofy gospodarczej jeszcze nie dotarła do ogółu społeczeństwa, jednak jest to kwestią czasu i wymaga jeszcze kilku tragicznych kryzysów oraz może jakiejś wojny światowej o zasoby, aby ludzie pojęli, że gwałcenie wolnego rynku doprowadza ich do zagłady. Nieudolność tej światowej religii w zapewnianiu wyznawcom szczęścia i bezpieczeństwa jest tak rażąca i tak ewidentnie sprzeczna z tym, co głoszą jego kapłani, że nie wydaje mi się możliwe, aby nawet najgłupsi ludzie nie spostrzegli w końcu prawdy. Nie można w nieskończoność głodzić człowieka podatkami niemal na śmierć i wmawiać mu jednocześnie, że gdyby płacił więcej, to byłby bardziej najedzony. Państwo nie działa i to jest dla nas – państwowych ateistów – nadzieja na to, że kiedyś zwyciężymy. Mamy o co walczyć.

Reklamy

5 odpowiedzi na „Państwo to religia

  1. Pingback: Państwo jako religia | ANTISTATE

  2. Parafrazując słowa Marksa: „Państwo to opium dla ludu.”

  3. Zbigniew pisze:

    Ogromna większość naszego świata nie wyobraża sobie życia bez państwa. Jednym z powodów jest kwestia tego, kto będzie drukował pieniądze. Przy czym przypominam, że instytucjami odpowiedzialnymi za druk pieniędzy nie są rządy, a tzw. banki centralne, który mogą być zarówno państwowe, jak i prywatne (np. bankierzy średniowieczni, którzy wprowadzili odpowiednik dzisiejszych banknotów).
    Ale po kolei. Wyobraźmy sobie że żyjemy w społeczeństwie nie znającym pieniądza. Tym samym wszelkie transakcje są oparte na uciążliwej wymianie bezgotówkowej. Zauważa to pewien biznesmen, który wymyślił, że wystawi na sprzedaż zupełnie nowy produkt, czyli właśnie pieniądz. Zareklamował go jako remedium na uciążliwą wymianę barterową i zapełniał konsumentów o oryginalności i wysokiej jakości produktu, dzięki czemu był on trudny do zafałszowania. Z racji takiej, że ludzie mieli dość dotychczasowego barteru, towar chwycił. Przedsiębiorca otrzymywał więc wynagrodzenie w postaci dóbr kupowanych od klientów.
    Ale pewnego dnia tenże biznesmen postanawia skorzystać z posiadanego przez siebie monopolu. Zaczął zatem produkować towar w nadmiarze, wywołując wybuch inflacji. Zwrócił na to uwagę inny biznesmen, który postanowił wystawić podobny, ale nie identyczny produkt. Ludzie mieli dosyć drożyzny, w związku z czym szybko przerzucili się do nowej oferty na rynku. Nie chcieli już handlować z pierwszym biznesmenem, co sprawiło, że musiał on porzucić swoje dodrukowywanie gotówki.
    Ta historyjka pokazuje że państwo nie jest nawet potrzebne do tego, by kontrolować walutę, bowiem konkurencja na rynku walutowym sprawi, że ewentualna hiperinflacja będzie karana bankructwem przedsiębiorstwa.
    W takim razie jak może istnieć inflacja? Jest to spowodowane państwowym monopolem, który wyraża się w Polsce poprzez: „Banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski są prawnym środkiem płatniczym w Polsce”. Oznacza to, że używanie innych walut niż Złoty jest de facto nielegalne, bo tylko Złoty jest w pełni uznawany w prawie Rzeczypospolitej. Pozwala to na dodatkowe opodatkowanie obywateli poprzez nielimitowany dodruk. Dlatego też reżimy autokratyczne zakazują posiadania obcych walut i metali szlachetnych, by zwiększyć kontrolę podatkową nad obywatelami. Jak łatwo zauważyć, likwidacja państwa pociągnie za sobą zniesienie i tego monopolu.
    Podsumowując, w anarchistycznym świecie dalej będą mogły istnieć pieniądze. Być może jakiejś walucie udałoby się w końcu osiągnąć ogólnoświatowy monopol naturalny, który będzie jednak zabezpieczony potencjalną konkurencją. Także obawa o pieniądz jest kompletnie bezzasadna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s