Ostracyzm?

ostracismLibertarianie uwielbiają przywoływać tak zwany „ostracyzm” jako potencjalny mechanizm regulujący funkcjonowanie społeczności bezpaństwowej i pozwalający wywierać presję na poszczególnych członkach wspólnoty bez stosowania fizycznej przemocy wobec nich tak, aby powstrzymywali się od postępowania w sposób uważany przez wspólnotę za niemoralny.
Dzieje się tak za każdym razem, gdy dany czyn uznany jest za co prawda niemoralny, budzący wstręt i pogardę, lecz nie będący jednocześnie inicjacją przemocy wobec innych ludzi lub naruszeniem ich praw własności. Wówczas libertarianie odrzucają zastosowanie przemocy wobec tak postępującego osobnika i sugerują, że ostracyzm skutecznie rozwiąże problem.
Obawiam się jednak, że stanowczo przeceniają oni siłę tego mechanizmu i jego zasięg. Aby bowiem ostracyzm był skuteczną metodą nacisku, poddany mu osobnik musi często i konsekwentnie spotykać się z jego przykrymi, choć nieagresywnymi w myśl libertariańskiej doktryny, skutkami. Musi dotykać go regularna przykrość, upokorzenie, musi odczuwać nieustanną wrogość i niechęć otoczenia, musi zdawać sobie sprawę, że jest kompletnie sam wśród nieprzychylnych mu osób, które wyraźnie potępiają jego zachowania i mieć wrażenie, że niewiele brakuje do siłowego samosądu, przed którym chroni go jedynie (i aż) poszanowanie członków wspólnoty dla aksjomatu nieagresji i jego praw własności. Jednocześnie poddana ostracyzmowi osoba nie może mieć możliwości łatwego unikania kontaktu z ostracyzmującymi ją i uwolnienia się od przykrych psychologicznych skutków ich zachowania wobec niej. Być może w takiej sytuacji osoba niepsychopatyczna, mogłaby ulec presji i ukorzyć się przed społecznością i zmienić swoje potępiane dotąd zachowanie na takie, które nie budzi kontrowersji i wrogości otoczenia.
Takie działanie ostracyzmu jest możliwe tylko w niewielkich, ekskluzywnych, zamkniętych społecznościach, takich, jak na przykład odizolowana wyspa na oceanie, albo mała wioska syberyjska, gdzie mieszkańcy nieustannie przebywają w tym samym otoczeniu, ciągle wchodząc w interakcje z tymi samymi osobami (sąsiadami, krewnymi etc.) a możliwość odcięcia się od reszty wspólnoty bez gwałtownego spadku własnego komfortu i dobrobytu materialnego jest bardzo ograniczona, lub brak jest takiej możliwości.
Jednakże we współczesnym świecie, ludzie mieszkają w liczących setki tysięcy mieszkańców miastach albo nawet wielomilionowych aglomeracjach, w których panuje niemal totalna anonimowość, nikt nikogo nie zna i wystarczy przejść na równoległą ulicę, aby znaleźć się w niemal równoległym wszechświecie, jeśli chodzi o relacje społeczne. Na nic sie zda ostracyzm ze strony sklepikarza na końcu mojej ulicy, jeśli wystarczy, abym pomaszerował dwieście metrów dalej do sąsiedniego centrum handlowego, albo ostracyzm ze strony sąsiadów, skoro widuje ich raz w tygodniu przez 10 minut, gdy mijamy się wyjeżdżając/wracając z pracy. Nie ma mowy o ostracyzmie, gdy istnieją sklepy wysyłkowe, serwisy aukcyjne, restauracje z dowozem oraz każdy z nas może bez trudu odciąć się od prawdziwych ludzi siadając do komputera i chroniąc w internetowej społeczności.
Mało tego, ostracyzm działa w sposób bardzo kapryśny i osoby będące swego rodzaju gwiazdami socjometrycznymi są niejednokrotnie nań odporne, raczej same mogą decydować o tym, kto ma być ostracyzmowany, mogąc przemieniać swój kaprys w cudze nieszczęście.

International Blackballing Association.

International Blackballing Association.

W praktyce bowiem ostracyzm opiera się bardziej na plotce i wątpliwym autorytecie osób lubujących się w rozsiewaniu takich plotek, najczęściej niepopartych ani dowodami ani gotowością na rzetelną konfrontację informacji, przynajmniej do momentu, gdy plotka zatoczy tak szerokie kręgi i zdobędzie tak wielkie uznanie wśród społeczności, że nawet silne dowody mogą okazać się niewystarczające, aby ją unieważnić, w razie, gdyby okazała się zwykłym kłamstwem, pomówieniem wyssanym z palca przez żądnego show i krwi plotkarza.
Wydaje mi się zatem, że ostracyzm nie jest ani tak skutecznym, ani racjonalnym, ani wystarczająco precyzyjnym mechanizmem korygującym zachowania społeczne, choćby ze względu na fakt, że nie żyjemy w zamkniętych, średniowiecznych siołach, lecz w zatomizowanym społeczeństwie globalnym.
Z drugiej zaś strony zastanawiam się, czy nie jest lepszą odpowiedzią na nieakceptowane przez większość członków społeczności izolowanie się wzajemne przez osoby o odmiennych formach moralności. Społeczeństwo prawa prywatnego pozwala kodyfikować w wewnętrznych regulaminach wszelkie normy moralne zależnie od woli kodyfikujących. Jeśli więc ktoś uważa nieagresywne zachowanie x za podłe i haniebne i nie chce aby ktokolwiek sie go dopuszczał, może go zwyczajnie zakazać w obrębie własnej jurysdykcji, pod warunkiem, że znajdzie ludzi chętnych żyć na takim obszarze wedle takich reguł. Ktoś odpowie, że wówczas mogą sie pojawić wspólnoty zakazujące nieagresywnych zachowań, takich, jak zażywanie narkotyków czy stosunki homoseksualne. Niestety jest to prawdą, lecz tutaj leży zadanie dla libertarian, aby krzewić wśród społeczeństwa moralność libertariańską, przekonując innych, że zakazywanie nieagresywnych zachowań jest złe. Im więcej osób do tego przekonają, tym więcej społeczności, wspólnot, komun, enklaw, zgromadzeń, terytoriów etc. będzie rządziło się prawami możliwie jak najbardziej ograniczonymi do ochrony wolności osobistej i własności prywatnej, a nie szeregiem praw pozytywnych.
Nadal jednak każdy może w takiej sytuacji wybrać sobie taką wspólnotę, która najlepoiej pasuje do jego wyobrażeń dotyczących harmonii sp[ołęcznej, zasad moralnych i organizacji gospodarczej i nie musi liczyć tylko na to, że jeśli jego sąsiad nagle zacznie robić coś ohydnego i niemoralnego, to jedyne, co będzie mógł w tej sprawie uczynić, to nie mówienie sąsiadowi „dzień dobry”, lub nie sprzedawanie mu paróweczek w swoim sklepie.
W ostracyzmie natomiast nie pokładałbym ani odrobiny nadziei, o ile wyobrażacie sobie społeczność libertariańską o otwartym charakterze i liczącą więcej, niż kilkaset osób i nie będącej odizolowaną enklawą.
—-
Czytaj więcej na ten temat:
Zachęcam tez do lektury krytyki ostracyzmu autorstwa Critophera Cantwella: https://christophercantwell.com/2014/04/16/6-shortfalls-ostracism/

Reklamy