Dlaczego libertarianizm się nie uda?

Poniższy tekst ma za zadanie skonfrontować czytelnika (najlepiej libertariańskiego czytelnika) z podstawowymi argumentami przeciwko libertariańskiej propozycji zorganizowania życia społecznego, jaką jest anarchokapitalizm. Argumenty te uszeregowane są od najsłabszych do (moim zdaniem) najlepszych, czyli od tych, które wydają się najmniej przekonywające i najłatwiejsze do odparcia, po te, które sprawiają libertarianom (w tym autorowi tego artykułu) najwięcej trudności, lub nawet na które nie znaleziono dotychczas satysfakcjonującej odpowiedzi i być może takiej odpowiedzi nie ma (co oznacza tylko tyle, że nie da sie ustalić a priori, czy i jak można by rozwiązać te problemy i jedynym sposobem znalezienia poszukiwanych rozwiązań mogłoby być dokonywanie eksperymentu społecznego polegającego np. na stworzeniu enklaw libertariańskich i obserwowaniu czy i jak poradzą sobie z tymi trudnościami) [czytaj dalej…].

Vladimir_Makovsky_-_Bankruptcy

Reklamy
Opublikowano anarchia, Anarchokapitalizm, Etatyzm, Libertarianizm | 1 komentarz

Niczyje obozy zagłady

Ostatnie tygodnie upływają Polakom pod znakiem wszechobecnego nazizmu. Warto zauważyć, że polskie lasy stały się też niezwykle niebezpieczne! Nic dziwnego, że polski rząd chce je wycinać 😉 Najpierw okazało się, że poza czyhającymi na bezbronnych spacerowiczów myśliwymi dysponującymi licencją na zabijanie – oraz psami czyhającymi na myśliwych, które brakiem licencji się nie przejmują – na samotnych grzybiarzy lub dziennikarzy TVN czają się też leśni neonaziści. No strach wybrać się do okolicznego brzeziniaka po prostu!

Natychmiast po tym odkryciu, w kraju zapanowała jakaś medialna, jakby co najmniej NSDAP byłą bliska wygrania następnych wyborów parlamentarnych a Sztab Generalny WP został zdemaskowany, jako tajna komórka SS. Temat stał się na tyle nośny, że media połasiły się nawet o doniesienie o pojedynczym idiocie, którego wyrzucono z jakiegoś czeskiego basenu, bo miał wytatuowaną na ciele swastykę. Normalnie tego typu przypadki umykają uwadze dziennikarzy, ale nie w chwili, gdy trwa nagonka.

Ale czy ta nagonka istotnie jest konieczna? Czy jest się czego bać? Czy grozi nam powrót hitlerowców do władzy? Otóż najtrafniej odniósł się do całej tej, rozdmuchanej afery Rafał Ziemkiewicz:

Ziemkiewicz

Nie zamierzam podejmować tego tematu z tradycyjnej dla libertarian perspektywy – czyli wyjaśniać, dlaczego istotna jest wolność słowa i dlaczego samo w sobie obchodzenie przez kogoś urodzin Adolfa Hitlera nie stanowi wystarczającego uzasadnienia, aby go zamykać do więzienia. Zajęli się tym inni libertarianie, choćby Jacek Sierpiński i nie ma po co powtarzać po nich tego samego.

Jeśli jednak kogoś nie przekonuje argumentacja dotycząca swobody wypowiedzi – a zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi ona nie przekonuje, zwłaszcza, gdy chodzi o tak oburzające kwestie, jak niebezpieczne ideologie takie, jak nazizm czy komunizm – powinien zwrócić uwagę na to, że akcja dziennikarska jedynie zaszkodziła najpewniej ochronie demokracji i bezpieczeństwu państwa. Służby specjalne każdego kraju nieustannie monitorują wszystkie potencjalnie niebezpieczne organizacje i osoby, co do których istnieje podejrzenie, że mogą one stanowić poważne zagrożenie dla ustroju państwa. Oczywiście służby nadużywają swoich uprawnień i naruszają prywatność wielu niewinnych obywateli, co samo w sobie jest karygodne, lecz o tym wszyscy wiemy i nie jest to tematem dzisiejszego wpisu.

Wracając do meritum: jeśli matoły zrzeszone w stowarzyszeniu Duma i Nowoczesność faktycznie stanowiliby jakiekolwiek, realne, zagrożenie, to państwowe służby by o tym wiedziały. Mało tego, jestem przekonany, że państwowe służby celowo pozwalają podobnym organizacjom funkcjonować w takim półcieniu – czyli sytuacji, gdy opinia publiczna nie wie o ich istnieniu, jej członkowie wierzą naiwnie, że się ukryli, a funkcjonariusze spokojnie ich nadzorują. W ten sposób można łatwo kontrolować tego rodzaju oszołomów i wkroczyć w razie, gdyby jakimś cudem oszołomy stały się potencjalnie niebezpieczne. Rozbijanie tego typu „podziemnych” organizacji tylko utrudni ich monitorowanie i wiele nauczy sprytniejszych neonazistów, czyniąc ich ostrożniejszymi i bardziej wyrafinowanymi.

Naprawdę niebezpieczni byliby neonaziści pełniący urzędy publiczne, będący sędziami, biurokratami, oficerami wojskowymi, komendantami policji i lokalnymi politykami. Dlatego sytuacja, w której, zamiast wspinać się po szczeblach kariery i infiltrować instytucje dysponujące realną władzą, neonazistowskie matoły piją wódkę w lesie pod Wodzisławiem, jest najlepszym dowodem, na to, że żadne widmo nazizmu nad Polską nie krąży.

Nie oznacza to oczywiście, że żadnego problemu nie ma. Problem oczywiście jest, ale prawdziwym zagrożeniem jest źle nauczana, albo brak nauczania historii – i to nie tylko w Polsce, bo na przykład w Izraelu występuje identyczny problem, o czym za chwilę.

Oglądałem niedawno serię wykładów poświęconych różnym aspektom i operacjom militarnym II wojny światowej i na wstępie jeden z profesorów prowadzących wykład zauważył coś bardzo niepokojącego: zbliżamy się do momentu, w którym liczba osób pamiętających II wojnę światową zrówna się z liczbą ludzi pamiętających wojny napoleońskie (czyli 0). Tam, gdzie znika pamięć i brakuje porządnego nauczania historii, odradzają się idee, które napędzały koła historii, o której nikt już nie pamięta. Wraca nacjonalizm, protekcjonizm gospodarczy, retoryka rasistowska i ideologia siły. Odradzają się też źle rozumiane resentymenty i wrogość między narodami, podsycana zafałszowaną przez polityków i ideologów pseudohistorią.

Tak rodzą się bzdury pokroju polskich obozów zagłady, które budzą ostatnimi dniami tak wiele emocji. Chyba tylko raz zdarzyło mi się dotąd poświęcić chwilę swojej uwagi problemowi nazistowskich obozów i propagandowym pseudo-sporom na ten temat – tutaj.

Dziś izraelscy politycy i przedstawiciele dyplomatyczni robią z siebie idiotów, wywrzaskując na cały głos brednie o rzekomym polskim współudziale w Holocauście. Rozumiałbym, gdyby skarżyli się na rzeczywiste przykłady antysemityzmu za czasów Sanacji, na pogrom w Jedwabnem czy na przypadki działalności polskich szmalcowników. Jednak jest oczywistym i totalnym nieporozumieniem twierdzenie, że Polacy współpracowali na szeroką skalę z Niemcami w ramach politycznego, państwowego programu eksterminacji „ras niższych” (głównie Żydów, ale nie tylko ich!), skoro Polska znajdowała się pod okupacją nazistowską, a Polacy stanowili jedną z głównych grup etnicznych przeznaczonych przez Nazistów do eksterminacji – tyle, że w swoim czasie.

Izrael nie ma żadnych konfliktów granicznych ani politycznych z Polską, w końcu te dwa kraje dzieli zbyt wielka odległość, aby mógł taki konflikt powstać. Jeśli zatem nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Sądzę, że jest tylko jedna, pragmatyczna przyczyna, dla której wielu Żydów tak chętnie powtarza kłamstwo o Holocauście. Jest to budowanie podstaw dla wysuwania roszczeń finansowych pod adresem współczesnych podatników polskich. Żydzi najpewniej zdają sobie sprawę z faktu, że wysuwanie podobnych roszczeń pod adresem Niemiec, które – wbrew pozorom – II wojnę światową przegrały w o wiele mniejszym stopniu, niż Polska, która poniosła w niej absolutną i katastrofalną klęskę skutkującą trwającym blisko pół wieku zniewoleniem – nie przyniesie skutku. O wiele łatwiej jest napuścić cały świat przeciwko słabej politycznie, gospodarczo i militarnie Polsce. Niemcy mają zbyt silna pozycję międzynarodową i prowadzą zbyt skuteczną politykę własnej propagandy historycznej, aby udało się egzekwować na nich wszystkie roszczenia, jakie wymarzą sobie potomkowie ofiar komór gazowych.

Oczywiście w samych odszkodowaniach dla ofiar czy rodzin ofiar nazistowskich zbrodni nie ma nic złego – wręcz przeciwnie, z libertariańskiej perspektywy to właśnie zadośćuczynienie ofierze lub jej krewnym jest najważniejszym celem wymiaru sprawiedliwości. Niemniej z uwagi na upływ czasu, a co się z tym wiąże, śmiercią większości uczestników ówczesnych, tragicznych wydarzeń – tak ofiar, jak i oprawców, choć śmierć oprawców ma tu większe znaczenie – postulat wypłaty zadośćuczynień zaczyna rodzić poważne problemy techniczne. Przynajmniej z libertariańskiego punktu widzenia.

Uważam, że żaden człowiek nie jest zobowiązany ponosić odpowiedzialności za czyny obcych ludzi, zwłaszcza, jeśli ludzie ci dawno już nie żyją, a już w szczególności, gdy reprezentowali oni siły polityczne i państwowe, z którymi człowiek ten się radykalnie nie zgadza. Dlatego wymaganie od współczesnego polskiego podatnika – na przykład ode mnie – abym ponosił koszt wypłaty jakichkolwiek odszkodowań dla potomków ofiar ludzi zabitych przez Nazistów (i/lub kolaborujących z nimi Polaków/Francuzów/Węgrów/Czechów/Żydów/Rosjan/Ukraińców/Belgów itp.) jest czystym absurdem i wyrazem rażącej niesprawiedliwości.

Oczywiście ofiary czy potomkowie ofiar mogą być wyraźnie zaniepokojeni faktem, że uzyskanie zadośćuczynienia rodzi trudności, jednak winą za to obarczać mogą głównie: (1) siebie samych, za zbyt późne ocknięcie się w momencie, gdy oprawcy już nie istnieją i nie ma do kogo zgłaszać się po odszkodowania, (2) trzy potęgi konferencji jałtańskiej, które nie rozliczyły oprawców za ich zbrodnie (chyba, że ktoś uważa proces norymberski za rzeczywiste wymierzenie sprawiedliwości, ale wówczas powinien uznać sprawę II wojny światowej za rozdział zamknięty). Warto na każdym kroku przypomnieć, że za większość zbrodni i niesprawiedliwości, jakie dokonały się w czasie II wojny światowej odpowiadają: III Rzesza, ZSRR, Wielka Brytania, oraz USA*. Te potęgi, jako decydenci rozdający karty i ustalający światowy porządek w trakcie i po zakończeniu wojny, powinni ponosić pełną i wyłączną odpowiedzialność za wszelkie zniszczenia, śmierć i cierpienia wynikłe z przebiegu wojny. Ponadto uzasadnione jest też ściganie poszczególnych jednostek – niezależnie od ich narodowości i przynależności politycznej – które dopuściły sie indywidualnie jakichkolwiek zbrodni.

Nic nowego tutaj nie napisałem, ale czuję konieczność wspomnienia tych oczywistości w świetle narastającej paranoi polegającej na wzajemnych oskarżeniach pod adresem całych narodów i to oskarżeniach o charakterze ponadczasowym, transpokoleniowym, wręcz mistyczno-wiecznym. Za zbrodnie niektórych Polaków odpowiadają wszyscy Polacy po wsze czasy – tak brzmi obecna narracja ze strony Izraela. Normalnie wcale by mnie to ni obchodziło, bo nie jestem ani sympatykiem Polski i Polaków, animozje między narodami wydają mi się plemienną durnotą, objawem niedorozwoju umysłowego, lecz niestety animozje te mają też konsekwencje finansowe także dla mojej kieszeni – wszak państwo polskie, które ma być pociągane do wypłacania wszelkich zadośćuczynień, odszkodowań i zaspokajania różnych roszczeń, zaspokoi je sięgając do mojej kieszeni, mimo że ja jestem absolutnie niewinny.

Gdzieś już o tym kiedyś pisałem, ale powtórzę jeszcze raz: skoro są w Polsce takie matoły, które na serio utożsamiają się z III Rzeszą i obchodzą urodziny Adolfa Hitlera, to może te właśnie matoły przejmą na siebie żydowskie roszczenia?

—————————————————————————————————————————————–

* Pomijam Cesarstwo Japońskie, bo mówimy tutaj o europejskim teatrze działań wojennych i Holocauście, a nie o wojnie na Pacyfiku, w Chinach i Mandżurii.

 

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Facebook Permanent Fund?

Napotkałem artykuł napisany dla Financial Times przez niejakiego Johna Thornhilla nawiązujący do wypowiedzi Marka Zuckerberga na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (basic income). Jeśli pamiętacie, sam swojego czasu napisałem, że bardzo chętnie przyjmę comiesięczny czek od Zuckerberga, o ile zechce mi go wypłacać dobrowolnie. Oczywiście odpowiedzi żadnej nie uzyskałem, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Tylko bardzo sławna osoba mogłaby liczyć na odpowiedź i jakiś wykręcający się komentarz.

Wracając jednak do artykułu: ktoś poza mną wpadł na podobny pomysł, aby zaproponować, żeby Facebook wypłacał podobny dochód. We wstępie autor wyjaśnia, że koncepcja bezwarunkowego dochodu odwołuje sie do szlachetnej wiary w to, że „każdy człowiek jest wartościowym członkiem społeczeństwa i zasługuje na swój udział w jego kolektywnym bogactwie”. Pomijam tutaj oczywisty fałsz takiego przeświadczenia, oraz fakt, że ludzie, którzy na prawdę są wartościowymi członkami społeczeństwa nie mają najmniejszego problemu z uzyskaniem od społeczeństwa gratyfikacji za swoje zasługi: zarabiają bardzo dobre pieniądze. Biedni są tylko ci ludzie, którzy wykonują zajęcia tak banalnie proste i niewymagające intelektualnie, że każdy jest zdolny je wykonywać i w związku z tym ich usługi są powszechnie i łatwo dostępne, a zatem nic dziwnego, że nikt nie wynagradza ich bajecznymi płacami. Nikt też (w normalnych warunkach) nie płaci tysiąca dolarów za kilogram mąki albo butelkę wody, zatem nikt nie będzie płacił 15 dolarów za godzinę pracy sprzątaczki.
Jednak najciekawsze są rozważania autora tekstu na temat praktycznej szansy na realizację takiego konceptu. Na uwagę zasługuje zauważenie, że może lepszym rozwiązaniem, niż państwowa redystrybucja, byłoby wypłacanie takiego uposażenia przez prywatny biznes na zupełnie dobrowolnej zasadzie. Tutaj autor zaplusował. Niestety zaminusował w sferze ekonomicznej wykonalności jego pomysłu. Powołał się na przykład Alaska Permanent Fund, który jest stanowym funduszem inwestycyjnym pomnażającym od lat 80. kapitał i wypłacającym mieszkańcom Alaski roczną dywidendę.
W porządku, przyjrzyjmy się zatem Alaska Permanent Fund. Otóż choć fundusz faktycznie wypłaca corocznie dywidendę prawie wszystkim mieszkańcom Alaski (w 2016 roku odmówiono jej wypłacenia 29 614 osobom), to jej wysokość nie jest wstrząsająca. W 2016 roku na przykład przypadało na uprawnionego 1022 dolary, co daje ok. 85 dolarów miesięcznie.Warto przy tym zaznaczyć, że przeciętny dochód roczny na Alasce wynosi 73 335 dolarów i jest znacznie wyższy od średniego dochodu w USA (dane za 2015 rok), wbrew temu, co twierdzi autor artykułu. Zatem wypłaty z APFC stanowić mogą zaledwie skromny dodatek, ot na zakup książki w prezencie dla znajomego, albo dwie wizyty w kinie z dziewczyną. Dla uczciwości warto zauważyć, że w 2015 roku fundusz wypłacił rekordową dywidendę w wysokości 2072 dolarów na głowę. Można było za to nabyć jeszcze zestaw do golenia, grę komputerową, obiad w restauracji i zapłacić kilka razy na parkingu. Niemniej, jak widać ten – bez wątpienia będący ogromnym sukcesem – program inwestycyjny, jakim jest Alaska Permanent Fund pokazuje, że nie jest to sposób na zapewnienie obywatelom „godnego życia”. Wątpliwe też aby to właśnie ta skromna kwota była powodem wysokiej „równości” majątkowej i dochodowej na Alasce, jak twierdzi Thornhill.
Ale policzmy to sobie dla pewności. Autor artykułu proponuje, aby Mark Zuckerberg wypłacał dochód wszystkim użytkownikom Facebooka, gdyż zarabia na ich danych osobowych (personalizacja reklam). W tym sensie nie byłby to żaden gwarantowany zasiłek socjalny, tylko zwykła, uczciwa transakcja: użytkownik udostępnia swoje dane, które chętnie od Facebooka kupią reklamodawcy, a Facebook w zamian płaci użytkownikowi. Uczciwe rozwiązanie rynkowe, żaden tam „socjalizm”. Tyle, że niezależnie od tego, jak byśmy tego nie nazwali, jest to bzdurą, która nie jest warta zachodu. Nie jest z uwagi na żałosne pieniądze, jakie mieliby w związku z tym otrzymywać rzekomi beneficjenci. Facebook odnotował w roku 2014 zysk netto w wysokości 2 940 000 000 dolarów. Jeśli podzielimy cały (!) ten zysk pomiędzy blisko 2 miliardy użytkowników serwisu, łatwo policzyć, że roczna „dywidenda” wynosiłaby… 1 dolara i 45 centów. Kwota nieistotna nawet dla mieszkańców najbiedniejszych państw Afryki, choć niewielu z nich nawet by sie do niej kwalifikowało, jak podejrzewam.
Trochę mało, prawda? No to może podzielmy cały majątek Marka Zuckerberga, który szacowany jest na 71 miliardów dolarów. Oczywiście operacji tej moglibyśmy dokonać tylko raz, bo w kolejnym roku Zuckerberg byłby takim samym biedakiem, jak mieszkańcy Afryki, majątek nie spada z nieba co roku, wbrew temu, co sie niektórym może wydawać. Niemniej kwota byłaby znacząco wyższa: 35 dolarów na użytkownika! Daleko od dywidendy wypłacanej przez APF i atrakcyjne być może dla mieszkańca Zimbabwe, którego przeciętny dochód roczny wynosi ok. 350 dolarów – 10% premia to miły dodatek. Jak więc widać, Facebook, mimo, że osiągnął tak ogromy sukces, a Zuckerberg tyle zarobił, nie może stanowić realnego źródła sensownego dochodu gwarantowanego. Chyba, że mówimy o comiesięcznych drobniakach na paczkę czipsów przez… rok. Potem Facebook by zniknął.
Skoro już o tego typo konceptach piszę, to zajmę się też w szczególności przykładem Polski. Często słyszę pomysł, aby zastąpić programy socjalne jakąś forma BDP. Oczywiście jest to totalnie niewykonalne z przyczyn ekonomicznych, pomijając już ogromny opór kadry biurokratyczno-urzędniczej, która nie przyjęłaby z radością likwidacji ich tysięcy stanowisk przy przydzielaniu zasiłków i zapomóg.
Bezwarunkowy Dochód Podstawowy (BDP)
Ile by to naprawdę kosztowało?
Zakładając, że państwo wypłacałoby każdemu, dorosłemu Polakowi (t.j. od 18 roku życia) kwotę 1000 złotych miesięcznie, co nie wydaje się wygórowaną kwotą – minimum egzystencji na osobę w Polsce w 2016 roku wynosiło 555,02 zł/miesięcznie, a minimum socjalne 1 098,18 zł/miesięcznie* – koszt programu przedstawiałby się następująco:
W 2016 roku 31 537 114 Polaków kwalifikowałoby się do otrzymania BDP. Miesięczny koszt wypłaty świadczeń dla budżetu państwa wyniósłby zatem 31 537 114 000 złotych. Rocznie natomiast finansowanie programu kosztowałoby 378 445 368 000 złotych. Czy trzysta siedemdziesiąt osiem miliardów złowych rocznie to dużo? Niewątpliwie jest to kwota olbrzymia, wystarczy powiedzieć, że zgodnie z ustawą budżetową na 2016 rok, całkowite wydatki budżetu państwa zaplanowano na 368 548 526 000 zł*** – czyli o 10 miliardów złotych mniej, niż wyniósłby koszt sfinansowania programu BDP. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie problem, w końcu brakujące 10 miliardów złotych możnaby sfinansować z emisji dodatkowych obligacji. Błąd. Przeznaczenie całego budżeto na BDP oznaczałoby, że nie spłacilibyśmy rocznych odsetek od… wcześniej zaciągniętego długu, wynoszących 31 799 900 000 złotych. Odmowa spłaty odsetek oznaczałaby natychmiastową odmowę wszelkiego kredytowania polskiego rządu przez zagraniczne instytucje finansowe, zatem nici z emisji obligacji. Co więcej, w następnym roku zabrakłoby kolejnych kilkudziesięciu miliardów złotych, gdyż nie tylko nikt nie chciałby pożyczyć Polsce dodatkowych 10 mld na sfinansowanie BDP, ale nikt nie kupiłby żadnych innych obligacji polskiego rządu wiedząc, że nie zamierza on spłacać swoich zobowiązań.
A pamiętać należy o tym, że przeznaczenie całego budżetu państwa na wypłacenie obywatelom BDP oznaczałoby nie tylko odmowę spłacania odsetek od długu publicznego, ale też likwidację wszystkich „usług” państwa: obrony narodowej, dyplomacji, sądownictwa i więziennictwa, szkolnictwa wyższego, infrastruktury drogowej, instytucji rządowych, i wreszcie, zabrakłoby 53 miliardów złotych, które budżet dokłada do dziury w ZUS. Część wydatków na infrastrukture, pomoc społeczną czy edukację ponoszą samorządy – one zresztą tez utraciłyby 50 miliardów złotych dubwencji z budżetu centralnego. Niemniej większość tzw. dóbr publicznych, które finansowane są z podatków, musiałaby zostać zlikwidowana lub radykalnie okrojona, gdyby postanowiono sfinansować BDP o skromnej wysokości 1000 złotych miesięcznie.
—-
Źródła:
Dane dot. Facebooka:
—-
#ekonomia #BDP #Facebook #Alaska #basicincome #fivequestionsguy
Opublikowano Ekonomia | Dodaj komentarz

Samobójstwo czerwonych anarchistów

Wyobraź sobie, że nie zgadzasz się z zastanym na świecie porządkiem rzeczy. Rozglądasz się wokół i widzisz skorumpowane elity polityczne i korumpujące je elity biznesowe, rządy technokratów wywołujących bezsensowne wojny i podejmujący decyzje, w skutek których miliony ludzi na całym świecie umiera, cierpi, popada w nędzę. Widzisz jak politycy ratują z pieniędzy podatnika tłustych bankierów i jak finansują przemysł zbrojeniowy nie po to, aby zwiększać twoje bezpieczeństwo, lecz po to, aby bombardować kraje na drugim końcu świata i maksymalizować zyski baronów zbrojeniowego biznesu. Widzisz państwo walczące z własnymi obywatelami, wypinające się na biednych i potrzebujących (to, co ma im do zaoferowania to świadczenia socjalne niejednokrotnie uzależniające ich od urzędników i cementujące ich biedę), oraz dbające tylko o interesy partii politycznych i wąskich grup nacisku.

Nie podoba Ci się to, co obserwujesz. Czujesz smutek, gniew, złość, pogardę do winnych i wreszcie zaczynasz darzyć decydentów na szczytach władzy prawdziwą nienawiścią. Obserwujesz, jak bez żenady spotykają się ze sobą na oficjalnych konferencjach, otoczeni kordonem uzbrojonych ochroniarzy i zamknięci w pancernych limuzynach. Nie zostaniesz oczywiście dopuszczony na dystans wystarczający choćby do rzutu kamieniem. Kipisz złością i rozgoryczeniem. Twój protest jest bez znaczenia, oligarchowie tego świata ignorują Cię, nie obchodzi ich twoje zdanie, a twoje kamienie nigdy ich nie dosięgną.

Dosięgną za to witryn sklepowych, szyb samochodów zaparkowanych na ulicach, policjantów stojących w kordonie naprzeciw Ciebie. Wpadasz na diabelski pomysł, aby podpalić najbliższy samochód butelką z benzyną – mimo, że nie masz pojęcia do kogo należy i w rzeczywistości jego właściciel nigdy nie uczynił Tobie, ani nikomu innemu nic złego. Niczemu nie jest też winny piekarz, którego piekarnię splądrowałeś. Ani uliczny śmietnik, który zdemolowałeś – a wyremontowany zostanie z twoich podatków, przez co sam uczyniłeś właśnie siebie biedniejszym.

Uczyniłeś biedniejszymi licznych, zwykłych ludzi. Zniszczyłeś ich mienie, ale nie to jest najważniejsze. Najgorsze, że wzbudziłeś ich strach, a strach rodzi nienawiść. Ci ludzie – zwykli piekarze, właściciele samochodów, a nawet pracownicy miejskiego zakładu sanitarnego – będą Cię od teraz nienawidzić za to, że niszczysz owoce ich pracy, elementy ich życia, to, na co zapracowali. Będą tobą pogardzali za to, że dewastujesz ich codzienne otoczenie, że zaprowadzasz na świecie syf, pożogę i strach. Będą Cię nienawidzili za to, że niszczysz ich spokój i zagrażasz ich bezpieczeństwu – bo nie oszukujmy się, twoi prawdziwi wrogowie, jak już ustaliliśmy, zawsze znajdowali się poza zasięgiem twoich kamieni i butelek z benzyną.

Możesz sobie pogratulować: właśnie sprawiłeś, że szansa realizacji twojej sprawy skurczyła się.


g20

Opublikowano anarchia, Wydarzenia | 3 Komentarze