Niczyje obozy zagłady

Ostatnie tygodnie upływają Polakom pod znakiem wszechobecnego nazizmu. Warto zauważyć, że polskie lasy stały się też niezwykle niebezpieczne! Nic dziwnego, że polski rząd chce je wycinać 😉 Najpierw okazało się, że poza czyhającymi na bezbronnych spacerowiczów myśliwymi dysponującymi licencją na zabijanie – oraz psami czyhającymi na myśliwych, które brakiem licencji się nie przejmują – na samotnych grzybiarzy lub dziennikarzy TVN czają się też leśni neonaziści. No strach wybrać się do okolicznego brzeziniaka po prostu!

Natychmiast po tym odkryciu, w kraju zapanowała jakaś medialna, jakby co najmniej NSDAP byłą bliska wygrania następnych wyborów parlamentarnych a Sztab Generalny WP został zdemaskowany, jako tajna komórka SS. Temat stał się na tyle nośny, że media połasiły się nawet o doniesienie o pojedynczym idiocie, którego wyrzucono z jakiegoś czeskiego basenu, bo miał wytatuowaną na ciele swastykę. Normalnie tego typu przypadki umykają uwadze dziennikarzy, ale nie w chwili, gdy trwa nagonka.

Ale czy ta nagonka istotnie jest konieczna? Czy jest się czego bać? Czy grozi nam powrót hitlerowców do władzy? Otóż najtrafniej odniósł się do całej tej, rozdmuchanej afery Rafał Ziemkiewicz:

Ziemkiewicz

Nie zamierzam podejmować tego tematu z tradycyjnej dla libertarian perspektywy – czyli wyjaśniać, dlaczego istotna jest wolność słowa i dlaczego samo w sobie obchodzenie przez kogoś urodzin Adolfa Hitlera nie stanowi wystarczającego uzasadnienia, aby go zamykać do więzienia. Zajęli się tym inni libertarianie, choćby Jacek Sierpiński i nie ma po co powtarzać po nich tego samego.

Jeśli jednak kogoś nie przekonuje argumentacja dotycząca swobody wypowiedzi – a zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi ona nie przekonuje, zwłaszcza, gdy chodzi o tak oburzające kwestie, jak niebezpieczne ideologie takie, jak nazizm czy komunizm – powinien zwrócić uwagę na to, że akcja dziennikarska jedynie zaszkodziła najpewniej ochronie demokracji i bezpieczeństwu państwa. Służby specjalne każdego kraju nieustannie monitorują wszystkie potencjalnie niebezpieczne organizacje i osoby, co do których istnieje podejrzenie, że mogą one stanowić poważne zagrożenie dla ustroju państwa. Oczywiście służby nadużywają swoich uprawnień i naruszają prywatność wielu niewinnych obywateli, co samo w sobie jest karygodne, lecz o tym wszyscy wiemy i nie jest to tematem dzisiejszego wpisu.

Wracając do meritum: jeśli matoły zrzeszone w stowarzyszeniu Duma i Nowoczesność faktycznie stanowiliby jakiekolwiek, realne, zagrożenie, to państwowe służby by o tym wiedziały. Mało tego, jestem przekonany, że państwowe służby celowo pozwalają podobnym organizacjom funkcjonować w takim półcieniu – czyli sytuacji, gdy opinia publiczna nie wie o ich istnieniu, jej członkowie wierzą naiwnie, że się ukryli, a funkcjonariusze spokojnie ich nadzorują. W ten sposób można łatwo kontrolować tego rodzaju oszołomów i wkroczyć w razie, gdyby jakimś cudem oszołomy stały się potencjalnie niebezpieczne. Rozbijanie tego typu „podziemnych” organizacji tylko utrudni ich monitorowanie i wiele nauczy sprytniejszych neonazistów, czyniąc ich ostrożniejszymi i bardziej wyrafinowanymi.

Naprawdę niebezpieczni byliby neonaziści pełniący urzędy publiczne, będący sędziami, biurokratami, oficerami wojskowymi, komendantami policji i lokalnymi politykami. Dlatego sytuacja, w której, zamiast wspinać się po szczeblach kariery i infiltrować instytucje dysponujące realną władzą, neonazistowskie matoły piją wódkę w lesie pod Wodzisławiem, jest najlepszym dowodem, na to, że żadne widmo nazizmu nad Polską nie krąży.

Nie oznacza to oczywiście, że żadnego problemu nie ma. Problem oczywiście jest, ale prawdziwym zagrożeniem jest źle nauczana, albo brak nauczania historii – i to nie tylko w Polsce, bo na przykład w Izraelu występuje identyczny problem, o czym za chwilę.

Oglądałem niedawno serię wykładów poświęconych różnym aspektom i operacjom militarnym II wojny światowej i na wstępie jeden z profesorów prowadzących wykład zauważył coś bardzo niepokojącego: zbliżamy się do momentu, w którym liczba osób pamiętających II wojnę światową zrówna się z liczbą ludzi pamiętających wojny napoleońskie (czyli 0). Tam, gdzie znika pamięć i brakuje porządnego nauczania historii, odradzają się idee, które napędzały koła historii, o której nikt już nie pamięta. Wraca nacjonalizm, protekcjonizm gospodarczy, retoryka rasistowska i ideologia siły. Odradzają się też źle rozumiane resentymenty i wrogość między narodami, podsycana zafałszowaną przez polityków i ideologów pseudohistorią.

Tak rodzą się bzdury pokroju polskich obozów zagłady, które budzą ostatnimi dniami tak wiele emocji. Chyba tylko raz zdarzyło mi się dotąd poświęcić chwilę swojej uwagi problemowi nazistowskich obozów i propagandowym pseudo-sporom na ten temat – tutaj.

Dziś izraelscy politycy i przedstawiciele dyplomatyczni robią z siebie idiotów, wywrzaskując na cały głos brednie o rzekomym polskim współudziale w Holocauście. Rozumiałbym, gdyby skarżyli się na rzeczywiste przykłady antysemityzmu za czasów Sanacji, na pogrom w Jedwabnem czy na przypadki działalności polskich szmalcowników. Jednak jest oczywistym i totalnym nieporozumieniem twierdzenie, że Polacy współpracowali na szeroką skalę z Niemcami w ramach politycznego, państwowego programu eksterminacji „ras niższych” (głównie Żydów, ale nie tylko ich!), skoro Polska znajdowała się pod okupacją nazistowską, a Polacy stanowili jedną z głównych grup etnicznych przeznaczonych przez Nazistów do eksterminacji – tyle, że w swoim czasie.

Izrael nie ma żadnych konfliktów granicznych ani politycznych z Polską, w końcu te dwa kraje dzieli zbyt wielka odległość, aby mógł taki konflikt powstać. Jeśli zatem nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Sądzę, że jest tylko jedna, pragmatyczna przyczyna, dla której wielu Żydów tak chętnie powtarza kłamstwo o Holocauście. Jest to budowanie podstaw dla wysuwania roszczeń finansowych pod adresem współczesnych podatników polskich. Żydzi najpewniej zdają sobie sprawę z faktu, że wysuwanie podobnych roszczeń pod adresem Niemiec, które – wbrew pozorom – II wojnę światową przegrały w o wiele mniejszym stopniu, niż Polska, która poniosła w niej absolutną i katastrofalną klęskę skutkującą trwającym blisko pół wieku zniewoleniem – nie przyniesie skutku. O wiele łatwiej jest napuścić cały świat przeciwko słabej politycznie, gospodarczo i militarnie Polsce. Niemcy mają zbyt silna pozycję międzynarodową i prowadzą zbyt skuteczną politykę własnej propagandy historycznej, aby udało się egzekwować na nich wszystkie roszczenia, jakie wymarzą sobie potomkowie ofiar komór gazowych.

Oczywiście w samych odszkodowaniach dla ofiar czy rodzin ofiar nazistowskich zbrodni nie ma nic złego – wręcz przeciwnie, z libertariańskiej perspektywy to właśnie zadośćuczynienie ofierze lub jej krewnym jest najważniejszym celem wymiaru sprawiedliwości. Niemniej z uwagi na upływ czasu, a co się z tym wiąże, śmiercią większości uczestników ówczesnych, tragicznych wydarzeń – tak ofiar, jak i oprawców, choć śmierć oprawców ma tu większe znaczenie – postulat wypłaty zadośćuczynień zaczyna rodzić poważne problemy techniczne. Przynajmniej z libertariańskiego punktu widzenia.

Uważam, że żaden człowiek nie jest zobowiązany ponosić odpowiedzialności za czyny obcych ludzi, zwłaszcza, jeśli ludzie ci dawno już nie żyją, a już w szczególności, gdy reprezentowali oni siły polityczne i państwowe, z którymi człowiek ten się radykalnie nie zgadza. Dlatego wymaganie od współczesnego polskiego podatnika – na przykład ode mnie – abym ponosił koszt wypłaty jakichkolwiek odszkodowań dla potomków ofiar ludzi zabitych przez Nazistów (i/lub kolaborujących z nimi Polaków/Francuzów/Węgrów/Czechów/Żydów/Rosjan/Ukraińców/Belgów itp.) jest czystym absurdem i wyrazem rażącej niesprawiedliwości.

Oczywiście ofiary czy potomkowie ofiar mogą być wyraźnie zaniepokojeni faktem, że uzyskanie zadośćuczynienia rodzi trudności, jednak winą za to obarczać mogą głównie: (1) siebie samych, za zbyt późne ocknięcie się w momencie, gdy oprawcy już nie istnieją i nie ma do kogo zgłaszać się po odszkodowania, (2) trzy potęgi konferencji jałtańskiej, które nie rozliczyły oprawców za ich zbrodnie (chyba, że ktoś uważa proces norymberski za rzeczywiste wymierzenie sprawiedliwości, ale wówczas powinien uznać sprawę II wojny światowej za rozdział zamknięty). Warto na każdym kroku przypomnieć, że za większość zbrodni i niesprawiedliwości, jakie dokonały się w czasie II wojny światowej odpowiadają: III Rzesza, ZSRR, Wielka Brytania, oraz USA*. Te potęgi, jako decydenci rozdający karty i ustalający światowy porządek w trakcie i po zakończeniu wojny, powinni ponosić pełną i wyłączną odpowiedzialność za wszelkie zniszczenia, śmierć i cierpienia wynikłe z przebiegu wojny. Ponadto uzasadnione jest też ściganie poszczególnych jednostek – niezależnie od ich narodowości i przynależności politycznej – które dopuściły sie indywidualnie jakichkolwiek zbrodni.

Nic nowego tutaj nie napisałem, ale czuję konieczność wspomnienia tych oczywistości w świetle narastającej paranoi polegającej na wzajemnych oskarżeniach pod adresem całych narodów i to oskarżeniach o charakterze ponadczasowym, transpokoleniowym, wręcz mistyczno-wiecznym. Za zbrodnie niektórych Polaków odpowiadają wszyscy Polacy po wsze czasy – tak brzmi obecna narracja ze strony Izraela. Normalnie wcale by mnie to ni obchodziło, bo nie jestem ani sympatykiem Polski i Polaków, animozje między narodami wydają mi się plemienną durnotą, objawem niedorozwoju umysłowego, lecz niestety animozje te mają też konsekwencje finansowe także dla mojej kieszeni – wszak państwo polskie, które ma być pociągane do wypłacania wszelkich zadośćuczynień, odszkodowań i zaspokajania różnych roszczeń, zaspokoi je sięgając do mojej kieszeni, mimo że ja jestem absolutnie niewinny.

Gdzieś już o tym kiedyś pisałem, ale powtórzę jeszcze raz: skoro są w Polsce takie matoły, które na serio utożsamiają się z III Rzeszą i obchodzą urodziny Adolfa Hitlera, to może te właśnie matoły przejmą na siebie żydowskie roszczenia?

—————————————————————————————————————————————–

* Pomijam Cesarstwo Japońskie, bo mówimy tutaj o europejskim teatrze działań wojennych i Holocauście, a nie o wojnie na Pacyfiku, w Chinach i Mandżurii.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Niczyje obozy zagłady

  1. Szkoda że odwołali Szyszko… On miał sposób na zepchnięcie nazistów do autentycznego podziemia. Wyciąć las. No ale wtedy oskarżyliby Polskę o masową zbrodnię na drzewach (o zagłodzeniu kornika nie wspominając)… Tak źle i tak niedobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s