Po co Tuskowi sfabrykowany zamach na samego siebie?

Nie wiem, jakim trzeba być idiotą, aby uwierzyć w oficjalna wersję z mediów o faceciku  uniwersytetu, który hobbystycznie zbierał nawozy i kabelki i detonował sobie bombki na łące, aby trenować zamach na premiera przy użyciu 4 tonowej bomby, a jednocześnie otwarcie chwalił się swoimi planami na publicznym forum. Zapewne trzeba być idiota jeszcze większym, aby coś takiego faktycznie zrobić, to znaczy próbować zrobić. Dlatego sądzę, że rzekomy „zamach” był planowany nie przez anonimowego dotąd Brunona K., lecz przez speców od image’u rządu wraz z ich przyjaciółmi z ABW, w których interesie jest sprawić, aby obecny rząd porządził jeszcze jak najdłużej i nakradł się jeszcze jak najwięcej. Trzeba być idiotą (albo pracować dla rządu) aby wymyślić tak głupi sposób na zamach, jak detonacja 4-tonowej bomby przed sejmem. No, chyba, że byłaby to 4-tonowa bomba atomowa 😉 Sądzę, że można ze spokojem założyć, że ta cała szopka z Brunonem K. to przedstawienie dla społeczeństwa. Czemu ma służyć? Cóż: jest ze wszech miar przydatne. Odwraca uwagę od katastrofalnego stanu polskiej gospodarki, cen benzyny, wzrastających podatków i miliona innych rzeczy, o których Donald Tusk wolałby, aby Polacy nie myśleli. Za to bardzo wygodnie dla niego będzie, jeśli naród będzie dyskutował zażarcie, kim był Brunon K, czy był szalony, popieprzony, z jaka opcja polityczną sympatyzował (choć to już zostało oczywiście ustalone zawczasu i nie mogło być inaczej, niż tak, że był prawicowcem, o czym nas media gorliwie zapewniają) itd. Obecna polityka brzydzi mnie i rzygać mi się chce, kiedy widzę te złodziejskie ryje politykierów z PO, PiS, PSL, SLD i innych gangów pasożytujących na polskim społeczeństwie. Chcąc nie chcąc muszę jednak odnieść się czasem do wydarzeń bieżących zwłaszcza, gdy zaczynają przybierać niecodzienny i zgoła dziwaczny obrót. Oto bowiem mamy w kraju sytuację znowu dość, że tak powiem, komiczną. Komiczny jest rzekomy „zamach”, jaki udaremnić miała niby ABW. Komiczne jest jego wykrycie akurat wtedy, kiedy rząd potrzebuje wzbudzenia w społeczeństwie strachu przed nacjonalizmem i faszyzmem. Oczywiście, prawdą jest, że nacjonalizm nie jest niczym dobrym – więcej nawet: prawdziwy nacjonalizm jest podły, głupi i antywolnościowy. Tak, jak komunizm, proponuje podporządkowanie jednostki kolektywnej woli grupy – w tym przypadku narodu i państwa narodowego. Prymat kolektywu nad wolą jednostki jest zasadą antyludzką, chorą i prowadzi do samych nieszczęść, nędzy i niszczy społeczeństwo. Tyle, że w Polsce nacjonalizm to kilku ludzi machających flagami i chcących czcić Dmowskiego oraz nie zgadzających się z propagowana przez „wolne” media wizja historii, wedle której PRl był dobry, Tusk jest bohaterem narodu, a Komorowski to mąż opatrznościowy. Nie jest bynajmniej ten nasz nacjonalizm jakaś gigantyczna plagą, zagrożeniem czyhającym na wolność ani demokrację na każdym rogu ulicy. Ot, kilku odważniejszych ludzi pragnie wykrzyczeć głośno to, co w sercu kryją miliony Polaków – że nienawidzą obecnego, antypolskiego, skorumpowanego, złodziejskiego rządu ludzi podłych, niemoralnych, zaprzedanych interesom pochodzącym z Brukseli, gdzie na cześć z nich czekają wygodne stołki w nagrodę za usłużną współpracę w budowaniu nowego komunistycznego euro-federalizmu. Czy maja nacjonaliści rację w swojej ocenie obecnej szajki rządzącej Polską? Mają, choć bynajmniej nie dlatego, że Donald Tusk to nie drugi Piłsudski, ani nie dlatego, że Po to nie partia czcząca tradycje bogoojczyźniane. Maja rację dlatego, że Donald Tusk, jego ekipa, oraz cała reszta sejmowej hałastry to zwykła banda pasożytów, która zrobi wszystko, aby utrzymać się u koryta i która nigdy nie zrobi niczego, co mogłoby być korzystne dla zwykłych Polaków – chyba, że będzie to znacznie korzystniejsze dla nich samych jednocześnie. Jednakże interesy tych wszystkich bandytów są dramatycznie rozbieżne z interesami obywateli państwa polskiego, zatem nie ma powodu, aby spodziewać się, że sejmowa hołota kiedykolwiek zrobi dla poddanych coś dobrego. No, chyba, że dla jakiejś małej grupki poddanych, aby uzyskać ich głosy w nadchodzących wyborach. Klasa polityczna doskonale zdaje sobie sprawę, że przykład Grecki wcale nie jest nierealnym scenariuszem do spełnienia się w Polsce. Polacy maja doświadczenie w wychodzeniu na ulice – co prawda tamte pokolenia już raczej tego nie zrobią, ale pewna pamięć zbiorowa drzemie w społeczeństwie. Obietnice Niegasnącego Słońca Peru – Donalda T. dotyczące wydania nieistniejących 800 miliardów złotych z pustego skarbca państwa, aby sfinansować Polakom nowy ekspres w przyszłość i rozpędzić umierającą gospodarkę, nie wystarczyły, bo mało już jest ludzi aż tak durnych, aby uwierzyć, że UE nam w tym poronionym planie pomoże, a wszyscy zdają sobie sprawę, że Tusk nie ma już do jakiej kieszeni sięgać. W obliczu klęski obiecanek politycznych, premier musi w dodatku stawić czoła nasilającemu się kryzysowi. Jak zjednoczyć na powrót naród? Idealna byłaby wojna, tyle, że nie mamy żadnego sąsiada, który nie rozgromiłby nas w ciągu 2-3 dni, poza tym nikt chyba nie byłby tak durny, aby chcieć atakować i wkraczać do kraju wyniszczonego i rozgrabionego już niemal doszczętnie przez jego własną klasę polityczną. Żaden najeźdźca nie zdołałby ze zdobytych łupów pokryć nawet kosztów inwazji, zatem wojna, jako narzędzie zjednoczenia narodu odpada. Szukając wśród innych scenariuszy, wybrał widocznie Donald Tusk scenariusz sprawdzony już doskonale w USA – mianowicie dobrze sprzedawany w mediach „terroryzm”. Korzystając ze świeżej pamięci o wyczynie Andreasa Breivika, ukartowano śliczny, modelowy przykład „w porę wykrytego planu zamachu na premiera”, dzięki czemu strach i złość części społeczeństwa uda się przekierować na umiejętnie powiązane z rzekomym zamachowcem „środowiska nacjonalistyczne”. Od teraz każdy, kto wywiesi polską flagę w oknie, zamiast flagi UE, może być niebezpiecznym prawicowcem, a kto wie, czy nie trzyma w domu materiałów wybuchowych? Na razie jeszcze brak w mediach zapowiedzi wprowadzenia specjalnych środków, na miarę amerykańskiego Patriot Act, ale skoro władza potrafiła błyskawicznie i po kryjomu uchwalić przepisy nakazujące przymusowo szczepić Polaków jak bydło, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby już teraz jakaś komisyjka sejmowa nie szykowała nam nam jakiejś nowej ustawy o bezpieczeństwie narodowym. A dzięki takiej, każdego patriotę, lub niekoniecznie patriotę, który odważy się podnieść rękę na władzę ludową – albo coś nieprzychylnego o niej powiedzieć/napisać – będzie można skutecznie przy użyciu owej ustawy uciszyć, a może i nawet zlikwidować na dobre. Towarzysz Tusk musi się jednak śpieszyć z rozpędzaniem totalitarnego prawodawstwa, bo lada moment – za kilka-kilkanaście miesięcy –  gospodarka zdechnie całkiem, co jest nieuniknione, a wtedy lud wyjdzie na ulicy z pochodniami i Warszawa przypominać może Ateny. A wtedy już nie podziała ani odkrywanie nowych zamachów, ani obiecanki polityczne – nawet liczone w bilionach złotych wpompowanych w inwestycje w drogi, koleje czy inne zawracanie rzek…

———————————————————————————————————————

Więcej na ten temat:

Rafał Ziemkiewicz, Bzdurabomber na pasku (http://fakty.interia.pl)

Ministerstwo Prawdy:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polityczne absurdy, Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s